sobota, 19 sierpnia 2017

"Autofocus" Lauren Gibaldi - recenzja

Maude ma siedemnaście lat i kocha fotografię. Kiedy otrzymuje zadanie dotyczące swojej wizji rodziny, postanawia dowiedzieć się czegoś o biologiczne matce. Wyrusza w podróż i zatrzymuje się u najlepszej przyjaciółki, a kilka kolejnych dni bezpowrotnie odmienią jej życie.

Maude to przesympatyczna dziewczyna, którą chciałoby się mieć za przyjaciółkę. Lojalna, dba o innych i co najważniejsze, potrafiąca wybaczać. Dziewczyna stoi na pograniczu dorosłości. Musi zmierzyć się z prawdą i faktem, że inni się zmieniają, a studia odbiegają od jej wizji. Autorka skupiła się na przyjaźni Maude i Treeny. Pięknie opisała zmiany zachodzące w ich relacjach, jak wieloletnia zażyłość może zostać zaprzepaszczona przez kilka błędnych wyborów. Treena strasznie mnie irytowała, a jej zachowanie pozostawia wiele do życzenia, lecz ta przyjaźń była pokazana w prawdziwy i chwilami bolesny sposób.

Wątkiem przewodnim jest śledztwo, które Maude prowadzi. Momentami akcja toczyła się mozolnie, kiedy dziewczyna zdobywała coraz więcej informacji o swojej matce, to moje zainteresowanie rosło. Temat adopcji jest ważny, a obawa przed przeszłością, która może zaprzepaścić i zdefiniować przyszłość Maude skłania do przemyśleń i zadumy, ponieważ każda wielka zmiana w życiu, prowadzi do czegoś nowego. Bohaterka wielkimi krokami zbliża się do końca szkoły, dlatego natłok emocji i wątpliwości jest w pełni zrozumiały.

W całej historii niespodziewanie pojawia się Bennett, student zafascynowany animacjami. Rozwój wątku miłosnego bardzo mi się podobał, ponieważ był subtelny i rozkręcał się stopniowo. Odniosłam wrażenie, że autorka chciała pokazać, iż nie wszystko musi być gwałtowne. Książka z pewnością wybija się na tle innych powieści młodzieżowych.  Książkę czytałam z prawdziwą przyjemnością.


„Autofocus” to książka niebanalna i wyjątkowa. Powieść o trudnych wyborach i dążeniu do prawdy. Pięknie napisana i niezwykle realna. Pomimo, że jest to powieść dla młodzieży, swoją dojrzałością i podejściem do tematu dorastania, powinna zachwycić również fanów powieści obyczajowej. Fabuł jest prosta, lecz przesycona emocjami, a Maude jest tak sympatyczną osobą, że kibicowałam jej od pierwszej strony.

Polecam 7/10. 

Dziękuję!


środa, 16 sierpnia 2017

"Odkrywcy. Amazonia" Gra planszowa - recenzja

Co zawiera:
 -1 plansza do liczenia punktów
-5 żetonów punktów
-20 żetonów - talizmanów
-93 kafelki
- pionków

Dla kogo:
Gra jest przeznaczona dla 2-5 graczy w wieku 6+

Czas gry: 
40 – 60 minut




Opinia:

„Odkrywcy. Amazonia” bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Spodziewałam się gry dla dzieci, a otrzymałam planszówkę dla całej rodziny. Najlepiej grać przy stole, ponieważ z rozwojem gry, potrzeba coraz więcej miejsca. Początkowo zasady są lekko chaotyczne, jednak już po pięciu minutach wszystko staje się łatwe, a młodsze dzieci z małą pomocą rodziców, również poradzą sobie z liczeniem punktów. Zasad jest kilka, więc nie będę zagłębiać się w szczegóły, sama podczas gry zaglądałam do ulotki. 

Cała zabawa opiera się na układaniu kafelków. Brzmi prosto i nieciekawe, jednak to doskonała gra strategiczna! Uczestnicy muszą przemyśleć każdy ruch, by samemu zdobywać punkty, ale też mają możliwość utrudnić to zadanie pozostałym uczestnikom gry. Kafelki są losowane, jednak owa losowość nie jest najistotniejsza. 

Talizmany, które otrzymują gracze na samym początku, potrafią całkowicie odmienić przebieg gry, tylko należy je wykorzystać w odpowiednim momencie. Gra potrafi wciągnąć, jednak ja uwielbiam zwierzęta i spodziewałam się, że odkrywcy będą w sobie mieli jakiś element edukacyjny. Kafelki przedstawiają zwierzęta, lecz nie są to autentyczne zdjęcia i nie wszyscy gracze mogą znać amazońskich mieszkańców, dlatego ogromnym minusem jest brak opisów. Wystarczyłoby tylko umieścić na kafelku nazwę gatunku, choć drobny opis również powinien się znaleźć. Tylko to wzbudziło moje wątpliwości, niemniej jednak zabaw była przednia. Doskonale wykonana i solidna gra. „Odkrywcy. Amazonia” to idealna gra rodzinna. Dawno żadna planszówka tak mnie nie oczarowała, więc jak najbardziej polecam! 7/10. 


Dziękuję!

Gra w super cenie dostępna TU!

sobota, 12 sierpnia 2017

"Zdrajca tronu" Alwyn Hamilton - recenzja

Amani żyje w świecie pełnym legend, dżinów i wojen. Dziewczyna w końcu wyrwała się spod jarzma surowego wuja, lecz wplątała się w coś o wiele poważniejszego. Niebieskooka Bandytka jest znana na całej pustyni i nie bez powodu zdobyła ten tytuł. Waleczna, nieposkromiona i odważna Amani, bierze udział w rebelii, a kiedy trafia do pałacu Sułtana, pojawia się szansa nie do odrzucenia. 

„Zdrajca tronu” to drugi tom serii, która swoim nieodpartym urokiem zdobyła moje serce, a dalekowschodnie klimaty dodatkowo wpłynęły na moją sympatię względem tej powieści. Czekałam na ciąg dalszy, tym bardziej, że pierwsza część skończyła się w dość nieoczekiwanym momencie i kiedy zabrałam się lekturę „Zdrajcy”, nie byłam w pełni zadowolona, wręcz nie potrafiłam się do końca cieszyć przygodami Amani.

Jin, jeden z ważniejszych bohaterów tej serii nie jest idealny. Pierwszy tom był przesiąknięty jego osobą, a ja zaakceptowałam go takim, jakim jest. Pomimo wad (licznych) chciałam więcej Jina i liczyłam na wyjaśnienie wielu spraw, a tak naprawdę jest go tu bardzo mało. Początkowo miałam ochotę go udusić. Dokonał wyboru, który nieodwracalnie wpłynął na moje uczucia względem niego i musiałby długo się płaszczyć, bym mogła wybaczyć mu to, co zrobił. Oczywiście Amani nie jest dla niego tak surowa jak ja. Czepiam się wątku miłosnego, bo tak naprawdę liczyłam na jego rozwój, jednak w tej powieści chodzi o coś znacznie głębszego, a mianowicie o wolność i godne życie. Z tego też powodu nie jest to książka tylko dla dziewczyn. Spokojne mogę polecić ją wszystkim czytelnikom złaknionym przygody.


Akcja jest zawrotna, a liczne zwroty akcji potrafią zaskoczyć. Książkę czyta się bardzo przyjemnie, lecz pojawiły się sytuacje pozornie bez wyjścia, które autorka rozwiązywała dziwnymi zbiegami okoliczności, a to nieustannie wzbudzało moje wątpliwości. Pustynia jest ogromna, a biorąc pod uwagę, że bohaterowie nie posiadali GPS-u ani telefonu komórkowego, to trudno uwierzyć, iż Amani spotyka Jina lub innego ze swoich przyjaciół, właśnie w TYM miejscu i to w krytycznym momencie. Nie będę doszukiwać się głębszego znaczenia tej powieść, jest to przygodówka i pomimo kilku minusów, potrafi porwać czytelnika w wir wydarzeń. Sporo się dzieję, pojawiają się również chwile wyciskające łzy, lecz co najważniejsze, bohaterów można polubić z łatwością.


„Zdrajca tronu” nie do końca spełnił moje oczekiwania, lecz to, co mnie rozczarowało, innych wręcz ucieszy. Pasjonująca przygoda i urzekający klimat zabiorą Was w podróż po niebezpiecznej pustyni, a walko o wolność dodatkowo spotęgują pozytywne wrażenia z lektury. 6/10! 




Dziękuję!

środa, 9 sierpnia 2017

"Jak pokochać freaka" Rebekah Crane - recenzja


Camp Padua to obóz dla trudnej młodzieży. Zander w wyniku pewnych wydarzeń, nie potrafi w pełni cieszyć się życiem, wegetuję i biernie poddaję się otoczeniu. Lato ma spędzić wśród obcych nastolatków wiele mil od domu. Dziewczyna nigdy nie przypuszczała, że jej życie całkowicie się odmieni. Zaprzyjaźnia się Cassie, kochającą tabletki odchudzające dziewczyną, Notorycznym kłamcą oraz Growerem, uroczym, nawet na moment nierozstającym się z notesem chłopakiem, który nazywa się jak jeden z prezydentów USA i wie, że kiedyś zwariuję.

Książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Spodziewałam się lekkiego, letniego romansu, a dostałam coś znacznie lepszego. Tak naprawdę wszystko w tej książce mi się podobało i nie sądzę by była to lektura tylko dla młodzieży, ponieważ dorosły czytelnik również może docenić ten tytuł.

Na obozie przebywa spora grupa młodych ludzi, jednak przede wszystkim autorka skupiła się na Zander, dziewczynach, z którymi dzieli domek, oraz 2 chłopcach. Są to dzieciaki z problemami, więc nie oceniam ich, czasami irytują i popełniają błędy. Niemniej jednak ich sytuacja mocno oddziałuje na czytelnika i to jest największa zaleta tej powieści. Cassie jest drugoplanową postacią, a mimo to wzbudza największe zainteresowanie. Jest niestabilna emocjonalnie, wybuchowa i nie potrafi udźwignąć sytuacji, w której się znalazła. Romans również się pojawia, lecz nie dominuję i stanowi tylko mały dodatek, a ten wątek został bardzo dobrze poprowadzony. Temat przyjaźni jest szeroko rozwinięty i nie zawsze jest ona łatwa i piękna, często należy się najpierw sparzyć, by poznać tę prawdziwą i potrafiącą wszystko przetrzymać relację. Autorka świetnie oddała emocje młodych ludzi i to było piękne i poruszające.


Książa ma niespełna trzysta stron, a emocji w niej nie brak. Każda strona jest niczym terapia grupowa, w której uczestniczy czytelnik! Dialogi są wybuchowe, często padają ostre słowa i takie, które bezpowrotnie ranią, jednak są również szczere i wynikają z silnych, często nagromadzonych przez lata, emocji. Młodzież ma problemy, lecz poznając losy bohaterów łatwo można dostrzec, że wynikają z ich relacji rodzinnych, nękania w szkole, czy też z powodu utraty kogoś bliskiego. Powieść tę można analizować na wiele sposobów, lecz wyciągnięte wnioski są największą nagrodą z lektury! Okładka mnie nie zachwyca, jest wręcz nijaka a szkoda, bo wnętrze, jakie skrywa, jest piękne.


„Jak pokochać freaka” to piękna i pełna bólu powieść, która swoją wyrazistością poruszy wiele serc. Książka nie tylko o dorastaniu, ale o życiu, które może przytłoczyć każdego, dlatego tak ważne jest, by być blisko osób, które kochamy i nigdy, przenigdy nie należy się poddawać! Polecam 8/10! 

Dziękuję!
Książka można kupić TU!

niedziela, 6 sierpnia 2017

"Moja lady Jane" Hand Cynthia, Ashton Brodi, Meadows Jodi - recenzja

Lady Jane Grey ma tylko szesnaście lat, jednak w wyniku pewnej intrygi, ma zostać żoną całkowicie obcego faceta, który nawiasem mówiąc, ma cztery kopyta, chrapy i piękną sierść, a na puncie jabłek ma małą obsesję. To nie jeden problem Jane, bo poza mężem Giffordem, ma zasiąść na tronie, gdyż jej ukochany kuzyn Edward ciężko choruje i umiera (nie tak całkiem). Walko o władze, miłość i przyjaźń pochłania, a całość jest okraszona sporą dawką humoru, co totalnie Was zachwyci!

Powieść ta jest dziełem trzech autorek, które bardzo swobodnie podeszły do historii i opisały losy dziewięciodniowej królowej Jane, która niestety została stracona. Nie obawiajcie się jednak, nasza droga bohaterka pozostanie w jednym kawałku, a mała modyfikacja znanych faktów podrasowana sporą porcją magii, czyni z tej powieści coś unikatowego, co bez wątpienia sprawia, iż trudno oderwać się od lektury.

Jane kocha książki i jest bohaterką odważną, chwilami irytującą, ale jej lojalność oraz ostry charakterek, bardzo pozytywnie ją wyróżniają. Gifford, zwany również G, to najsympatyczniejszy mężczyzna z tej książki i cichutko do niego wzdychałam z rozmarzenia. Edward jest królem, lecz jego niewiedza i nieumiejętność poradzenia sobie w normalnym życiu denerwowały mnie, lecz z biegiem wydarzeń, chłopak dorośleje i nabiera doświadczenia. Trudno opisać bohaterów, bo są wyjątkowi i sympatyczni, a poznając ich losy, łatwo obdarzyć ich uczuciem.


Narracja to prawdziwe mistrzostwo. Wszechwiedzący narrator skupia się na perypetiach trójki bohaterów, których losy są ze sobą mocno splecione. Autorki wielokrotnie zwracają się do czytelnika z komentarzem do toczących się wydarzeń.   Język jest prosty, a wymieszanie starego i obecnego słownictwa dało dobry i zabawny efekt. Książka jest lekka, wielokrotnie wybuchałam śmiechem, jednak całkowicie komedią ta książka nie jest. Wątek walki o władze jest ważny i równoważy miłosne zmagania bohaterów. Lubię taki styl i jak dla mnie jest to najlepsza książką, jaką przeczytałam w tym roku.


„Moja Lady Jane” to prawdziwa petarda! Wciąga, zachwyca i przyprawia o zawrót głowy. Przezabawni bohaterowie, oszałamiająca magia i miłość, bez której ta książka nie miałaby sensu. Może jest słodka, ale cukier uzależnia, bo ja całkowicie zatraciłam się w tej historii!  Polecam 9+/10!

Dziękuję!

Książkę można kupić TU!



sobota, 5 sierpnia 2017

"Sportostworki" gra planszowa - recenzja

Co zawiera:

-1x plansza
-1x kostka do gry
-4x kartonowe pionki
-4x podstawki na pionki
-4x kartonowe medale
-25 kart pokaż dyscyplinę
-25 kart znajdź sportostworka

Dla kogo:

Gra jest przeznaczona dla 2-4 graczy w wieku 4+

Czas gry: 

 20 – 40 minut

Opinia:
Gra przypomina „Chińczyka”, czyli kto pierwszy dotrze do mety, ten wygrywa. Gracz, który wyrzuci największą ilość oczek na kostce, zaczyna rozgrywkę. Droga do mety usiana jest pomarańczowymi i zielonymi polami. Jeśli gracz stanie na danym polu, musi zastosować się do instrukcji. Karty znajdujące się pudełku należy ułożyć obok planszy, by uczestnik zabawy mógł wziąć jedną w zależności, na jakim polu się zatrzymał. Na planszy znajdują się również pola z obrazkiem, na którym widoczna jest szklanka wody i stając na tym polu, należy opuścić jedną kolejkę.

„Sportostworki” to wymarzona gra dla przedszkolaków. Jest najlepszą planszówką dla najmłodszych, w jaką do tej pory miałam okazję grać. Dzieci powyżej 3 roku również sobie poradzą. Mojej córeczki nie mogłam oderwać od zabawy i to jest najlepsza recenzja gry dla dzieci, bo najważniejsze, by ci najmłodsi potrafili cieszyć się zabawą. Duże znaczenie ma losować, co uważam za zaletę, ponieważ nie ważne czy gracz ma 3, 15, a nawet 50 lat, bo każdy ma takie same szanse na zwycięstwo. Moja córeczka ograła mnie przy pierwszej rozgrywce, a jej radość z tego faktu była ogromna.


Dużą zaletą jest aktywność, ponieważ „Pokaż dyscyplinę” motywuje dzieci do działania, a próby pokazania niektórych dyscyplin wywołują salwy śmiechu. „Znajdź sportostworka” ćwiczy spostrzegawczość. Zabawa może przerodzić się w kalambury. Wystarczy dyskretnie spojrzeć na kartę dyscypliny i pokazać pozostałym graczom, a taka forma zabawy jest równie ekscytująca, co tradycyjną, bo właśnie gry dyscypliny wzbudzają największy entuzjazm graczy.


„Sportostworki” to solidnie wykonana gra, która posłuży na lata, a doskonała zabawa jest gwarantowana. Zabawna i skłaniającą dzieci do ruchu! Świetna gra dla najmłodszych. Polecam 9/10

Dziękuję! 

Gra dostępna TU!

poniedziałek, 31 lipca 2017

"Luonto" Melissa Darwood - recenzja

Luonto jest miejscem niemal pierwotnym. Mieszkańcy żyją w zgodzie z naturą i dbają o tamtejszy ekosystem. Podczas nieoczekiwanego trzęsienia ziemi, Chloris zostaje uratowana przez ogromnego orła, jednego z mieszkańców Luonto. Dwudziestoletni młodzieniec jest Homanilem o imieniu Gratus. Między tą dwójką wybucha silne uczucie, lecz koniec świata zbliża się wielkimi krokami, a rzeczywistość jest inna niż im się wydaję.

Książka wciąga od pierwszej strony i choć poznałam już styl autorki, to „Pryncypium” nie zrobiła na mnie aż tak wielkiego wrażenia jak ta powieść. 

Autorka wykreowała ciekawą wizję przyszłości, w której zawarła wręcz bijące po oczach przesłanie. Ludzkość nie dba o ziemię, na której żyję i teraz przyszedł czas, by poniosła za swoje postępowanie konsekwencje. Wiele przykładów jest z pozoru oczywistych, jednak skumulowane w jednym miejscu, przerażają prawdziwością i lekceważącym podejściem ludzi do przyrody.

Homanile, które najłatwiej przyrównać do zmiennokształtnych, mają pomóc w ocaleniu wszystkich gatunków zwierząt. Chloris początkowo nie potrafi odnaleźć się w nowym otoczeniu, wszystko poddaję w wątpliwość. Momentami jej podejście działało mi na nerwy, ale dziewczyna jest również przykładem, że każdy może się zmienić i stać się lepszym. Pozostali bohaterowie są sympatyczni, lecz to na dwójce głównych bohaterów skupiamy się najbardziej. Wątek miłosny odgrywa istotną rolę, ale nie zdominował głównego zamysłu tej powieści i morał płynący z całej historii jest jasny. Mam nadzieję, że ktoś dzięki tej książce inaczej spojrzy na otaczający nas świat.

Fabuła jest prosta i kiedy wczułam się w ten lekko sielski klimat Luont, to autorka postanowiła zrzucić prawdziwą bombę na czytelnika i całkowicie nieprzewidywalny zwrot akcji, kompletnie odmienił bieg wydarzeń. Bardzo ciekawy twist fabularny dobrze podziałał na odbiór tej powieści i działo się tak wiele, że trudno mi było oderwać się od lektury. Pojawił się taki moment, kiedy poczułam strach, a opis jednej sytuacji nie chciała opuścić mich myśli. Może autorka powinna spróbować swoich sił w nieco innym, bardziej mrocznym gatunku, bo jak najbardziej ma ku temu predyspozycję.

„Luonto” to mądra, piękna i pouczająca historia, pomimo wartościowego przekazu, jest lekka w odbiorze. Zakończenie troszkę przytłacza, ale to dlatego, że ja należę do tych osób, które wolą słodkie kłamstwo, niż gorzką prawdę.

Polecam 8/10

sobota, 29 lipca 2017

"Bez uczuć" Mia Sheridan - recenzja [przedpremierowa]

Lydia ma wszystko, piękny dom i pieniądze. Brogan od zawsze musiała troszczyć się o najbliższych. Chora siostra oraz ojciec alkoholik są dla niego najważniejsi, lecz zauroczenie do Lydii daję mu pewną dawkę wytchnienia. Młodzieńcza miłość kończy się dramatycznie. Chłopak jest zmuszony wyjechać, pozbawiony jakichkolwiek środków do życia. Los lubi być przewrotny i siedem lat później to Lydia jest w trudnej sytuacji finansowej, a Brogan zdobył niemała fortunę i to teraz od niego zależy, czy dziewczyna i jej rodzina wyjdą z tarapatów. Czy dawne uczucia przetrwały, czy jednak zostały zmiażdżone pod naparem nienawiści?

Uwielbiam książki Mii Sheridan. Archer z „Bez słów” powalił mnie na kolana, a cała historia zmaltretowała moje serce. „Stinger” to sympatyczna, zaskakująca i romantyczna powieść, a „Calder” oraz „Eden” zaskoczyły mnie oryginalną fabułą. Miałam spore oczekiwania względem najnowszej powieści autorki, lecz nie zostały one spełnione w najmniejszym stopniu.

Lydia to sympatyczna dziewczyna i choć w młodości popełnia błędy, to ostatecznie jest zdeterminowana, odważna i dumna. Ta mieszanka sprawia, że jest interesującą postacią. Brogan jest mściwą osobą. Ponowne spotkanie bohaterów jest nasiąknięte nienawiścią, dawnymi urazami i niestety strasznie mnie to irytowało. Narracja jest prowadzona z perspektywy dwójki głównych bohaterów i choć Brogan często tłumaczy swoje postępowanie, jego uczucia w jakimś stopniu są zrozumiałe, to jego postępowanie jest tak irracjonalne, że nie byłam w stanie polubić tego mężczyzny.

Akcja jest zawrotna, sporo się dzieję, lecz jest również chaotycznie. Sam finał jest przewidywalny do bólu, lecz niektóre sytuację były tak abstrakcyjne, że ta historia jest naprawdę mało realna. Mam wrażenie, że autorka nawrzucała wszystko, co jej przyszło do głowy i niestety nie wyszło to dobrze, bo wyszedł z tego taki mix kilku powieści.


Pomimo tych wad, to książka całkowicie słaba nie jest. Czyta się całkiem przyjemnie poza kilkoma momentami, kiedy nie mogłam zdzierżyć sztampowej fabuły. Być może miałam za duże oczekiwania, ale nie jest to górnolotna powieść, tylko przeciętne czytadło na wieczór. Przeczytałam i tak jak sam tytuł sugeruję, nie tylko bohaterowie starają się stworzyć relację „Bez uczuć”, bo i czytelnik bez większych wybuchów emocji odbiera historię Lydii i Brogana.  

„Bez uczuć” to sztampowa i przewidywalna powieść, która niczym szczególnym się nie wyróżnia. Autorka zbyt wiele zrzuciła na barki bohaterów, a negatywne uczucia, które nieustannie wisiały na Lydią i Broganem nie pozwoliły mi całkowicie cieszyć się lekturą. Jeśli szukacie książki lekkiej, idealnej na wieczór, z licznymi i pięknym wybuchami namiętności, to „Bez uczuć” może okazać się dobrym wyborem. Wszyscy romantycy kochający wzruszające i na długo zapadające w pamięci historię, to ta książka nie jest dla Was.

5/10 

Dziękuję!

środa, 26 lipca 2017

"Doskonała" Cecelia Ahern - Recenzja

Niedaleka przyszłość jest przerażająca. Ludzkość pragnie być doskonała. Każdy, kto odbiega od tej wizji zostaje naznaczony piętnem, by wszyscy mogli zobaczyć jego skażony charakter. Prawda jest jednak inna, ponieważ kara jest nieadekwatna do popełnionych czynów, a często zostają ukarani niewinni ludzie. Represję, szykanowanie oraz jawna dyskryminacja naznaczonych jest na porządku dziennym. „Doskonała” to porywająca kontynuacja „Skazy”! Celestine ma coś, co może odmienić ten świat, lecz jest ścigana i może liczyć tylko na Carricka. Dajcie się porwać tej książce i poznajcie siłę miłości, lojalności i człowieczeństwa, które nie jest wcale tak oczywiste jak nam się wydaję.

Celestine to przesympatyczna dziewczyna, niezwykle prawdziwa i potrafiąca zaskarbić sympatię otoczenia. Z jednej strony nieśmiała i niezdecydowana, a z drugiej odważna. W pierwszej części było to bardzo widoczne, jednak cała sytuacja związana z aresztowaniem bohaterki jest szokująca i prawdziwa do bólu. Nie wierze w bohaterki, które od pierwszej strony są herosami, to sytuacja je kształtuje i zmienia charaktery. Tak jest w tym przypadku i jest to pięknie pokazane.

Ponieważ wątek miłosny jest, co niezmiernie mnie cieszy, to nie on dominuje. Głównie skupiamy się na sprawie naznaczonych, jednak Carrick to osoba ciekawa i pociągająca. Owszem, popełnia błędy, jednak każdy to robi, a on ma szczytne ideały i wile mogę mu wybaczyć. Jeden z moich ulubionych męskich bohaterów.

Pierwsza część była wprowadzeniem, a ten tom od pierwszej strony zaskakuję tempem akcji. Bohaterowie mają wiele do zrobienia i gnają na złamanie karku pod presją pościgu i niebezpieczeństwem, które nieustannie nad nimi wisi. To, że wiele się dzieje w tej powieści, to za mało powiedziane. Nieoczekiwane zwroty akcji, liczne intrygi i miłosne uniesienia przyprawiają o zawroty głowy. Autorka jest cenioną powieściopisarką lubującą się w obyczajówkach, a jej umiejętność operowania emocjami jest tu widoczna. Duży nacisk kładzie na rodzinę i relację między Celestine a Carrickiiem, co wypadło naprawdę dobrze. Dziewczyna nigdy nie miała doskonałego kontaktu z rodziną i wszystkie sprzeczki, czy też próby nawiązania porozumienia są niezwykle absorbujące.  

Fabuła jest sztampowa i niczym mnie szczególne nie zaskoczyła, może tylko mały niuansik na zakończenie wzbudził mój szczególny podziw. Zarówno świat przedstawiony oraz rozwój wypadków toczy się utartym szlakiem. Ogromna ilość zbiegów okoliczności również nie jest problematyczna. Wymieniam tę minusy, ponieważ rzucają się w oczy, jednak dla tej książki, która jest lepsza do pierwszego tomu, zarwałam noc. Zrobiłam to z prawdziwą rozkoszą, bo pokochałam bohaterów, a uczucia między Celestiną a Carrckiem mocno mnie fascynowały. Autorka nie robiła zbędnych zawirowań i głupich nieporozumień względem tej pary. Skupiła się na ważniejszych rzeczach, a uczucia łączące tę dwójkę rozwijały się na moich oczach.


„Doskonała” to cudowna kontynuacja, co prawda niepozbawiona wad, lecz całość w odbiorze jest tak przyjemna, że można wiele wybaczyć autorce. Chaotyczny finał, który rozgrywa się w zawrotnym tempie w pełni mnie nie usatysfakcjonowała, bo choć historia wygląda na zakończoną, to ja mam ochotę na więcej!  Powieść, która zapowiadała się obiecująco, przerodziła się w bardzo dobrą książkę, którą polecam z czystym sumieniem. 7/10!!! Autorka powinna pisać więcej książek dla młodzieży, bo ta odsłona jej twórczości całkowici zdobyła moje serce! 

Dziękuję! 

piątek, 21 lipca 2017

"Miłość, która przełamała świat" Emily Henry - recenzja

Była kiedyś dziewczyna, którą odwiedzała Babcia. Kochała ją całym sercem i słuchała pilnie każdej opowieści, którą opowiadała. Była kiedyś dziewczyna, która kochała Babcie, której nikt inny nie widział, ale Natalie widzi wiele niezwykłych rzeczy. Ostatnie lato, które spędza w rodzinnym miasteczku okazuję się pełne niewyjaśnionych zdarzeń i niebezpiecznych sytuacji.  Babcia ostrzegała ją, że ma tylko trzy miesiące, by go uratować! Natalie walczy o prawdę, lecz jest zagubiona i tylko Beau daję jej bezpieczeństwo i zrozumienie. Była kiedyś dziewczyna, która zakochała się, a ta miłość przełamała świat.

Do lektury podeszłam z wielkimi oczekiwaniami, bo zarówno opis jak i okładka są przepiękne. Szybko przekonałam się, że ta historia jest wyjątkowa i jest jedną z najlepszych książek młodzieżowych, jakie miałam okazję przeczytać.

Główną bohaterką jest Natalie, którą łatwo polubić. Jest zagubiona, wystraszona i czasami nie wie, czego chcę, ale jest też odważna. Pięknie wykreowana postać. Jej emocje oraz uczucia mocno wypływają na czytelnika. Dziewczyna dorasta, a tak właściwie stoi na granicy dorosłości. Niedługo wyjedzie na studia, porzuci przyjaciół, dom i zacznie nowy etap, a myśl o zmianach z jednej strony jest ekscytujący, lecz również przerażający. Natalie boryka się z nastoletnimi problemami, ale nie to jest najważniejsze w jej życiu. Widzi inne światy, a tego już nie da się wyjaśnić w sposób racjonalny. Pozostali bohaterowie również wzbudzają zainteresowanie. Beau jest intrygujący, przyjaciele Natalie wprowadzają nieco zamieszania i normalności, a wątek z byłym chłopakiem jest prowadzony niezwykle rozmyślnie.

Świat postrzegany przez Natalie jest niesamowity. Ostateczne wyjaśnienie jest nico chaotyczne i być może nie zrozumiałam dokładnie wszystkich naukowych i fantastycznych kwestii, ale jestem całkowicie oczarowana. Jest to debiut i to na wysokim poziome. Autorka ma przyjemny styl, dobrze i szybko się czyta, a pomysł na fabułę jest oryginalny. Książka zasługuję na uwagę, bo jest czymś nowym, a historia całkowicie pochłania. Powieść niby dla młodzieży, ale uważam, że spodoba się również starszym czytelnikom. Akcja jest szybka i nieprzewidywalna, a całą opowieść spowija niezwykły, nieco eteryczny klimat.


„Miłość, która przełamała świat” to prawdziwa czytelnicza bomba! Jest to książka z elementami fantastycznymi, ale obawy oraz lęki młodych ludzi stojących na pograniczu dorosłości, zostały trafnie ujęte i czytelnik całkowicie przeżywa ich rozterki. Autorka pokazała historię pewnej miłości, która rozwijała się na moich oczach, a kiedy rozkwitła w pełni, pozostawiła po sobie nutę nostalgii i długo zastanawiałam się nad losem bohaterów. Powieść chwyta za serce, łamie dusze i ostatecznie otwiera oczy na szersze postrzeganie świata.

Polecam 8/6 

Dziękuję! 

czwartek, 20 lipca 2017

"Czerwień rubinu" Kerstin Gier - recenzja

Gwendolyn Shepherd jest pozornie zwyczajną dziewczyną i przypadła jej rola kuzynki wyjątkowej Charlotte. Los jednak lubi być przewrotny i to Gwen odziedziczyła gen podróży w czasie. Kiedy po raz pierwszy odbywa podróż w przeszłość wie, iż jej życie zmieni się na zawsze. Od tej chwili tajna organizacja roztacza na nią opiekę i stopniowo wprowadza w sekrety, których mają bardzo dużo. Nowy świat, nowe umiejętności oraz przerażający Hrabia. Kto mówi prawdę i czy wszystkim przyświeca szczytny cel? Całe szczęście, że jest jeszcze jeden podróżnik, który niestety potrafi być strasznym arogantem.

Jest to moje ponowne spotkanie z tą serią. Kilka lat temu namiętnie zaczytywałam się w przygodach Gwen i strasznie się cieszę, że upływ czasu nie sprawił, iż wyrosłam z tej książki.

W książce nie ma zbyt dużo bohaterów, a jednak trudno wskazać podejrzane osoby. Bez wątpienia Hrabia wzbudza niechęć. Charlotte nieustannie mnie irytuję, a drugi podróżnik – Gideon, jest osobnikiem, którego raz się kocha, a raz nienawidzi. Pomimo prostoty tej powieści, emocji nie brak, a relację między bohaterami dodatkowo je podsycają. Gideon swoją władczością wielokrotnie wzbudza niechęć, ale ma też swoje lepsze momenty. Całe szczęście Gwendolyn nie pozwala sobą kierować i niczego nie bierze za pewnik! Popełnia błędy, czasami chichocze jak mała dziewczynka, ale jej obawy i lęki są w pełni zrozumiałe, tym bardziej, że dziewczyna ma dopiero szesnaście lat. Nigdy nie przepadałam za zbyt dojrzałymi bohaterami, a w tym przypadku autorka umiejętnie odzwierciedliła emocje nastolatków i mnie tym całkowicie zauroczyła.

Pani Kerstin Gier ma lekki styl, uwielbiam jej książki. Czyta się je szybko i z prawdziwą przyjemnością. Nie są wielowątkowe, ale mają w sobie to coś i do książki chcę się powrócić. Ja tak zrobiłam i nie żałuję. Temat podróży w czasie potrafi przywrócić o zawroty głowy, te wszystkie przeskoki w czasie sprawiają, że czasami trzeba zastanowić się nad kolejnością przeskoków. Piękne opisy, ubrania i tajemnice potrafią wciągnąć i choć akcja rozgrywa się na przestrzeni kilku dni, to nie należy do zawrotnych. Niemniej jednak dużo się dzieję, a bohaterowie są sympatyczni, dlatego z przyjemnością towarzyszyłam im podczas malowniczych przeskoków w czasie.


„Czerwień rubinu” to cudowny początek niezwykłej trylogii. W książce znajdziecie mnóstwo tajemnic, piękną przyjaźń, młodzieńcze uczucia oraz morze emocji, które nie słabną nawet na moment! A wszystko to osnute jest wyjątkowym klimatem oraz urokiem, jakim pałają dawno minione epoki! Niezapomniana przygoda! Polecam 8/10! 

Dziękuję!

poniedziałek, 17 lipca 2017

"Projekt Królowa" Dominika Rosik - recenzja

Emily pewnego dnia budzi się w nieznanym miejscu, jak szybko odkrywa, jest to podziemie szpitala psychiatrycznego. Dziewczyna poznaje jeszcze siedem osób i razem z nimi musi odkryć, co jest prawdą, a co fałszem. W rozwiązaniu zagadki nie pomaga fakt, że nikt z uczestników nie pamięta poprzedniego dnia. Czy uda im się ujść z życiem z tej niebezpiecznej gry?

Niedaleka przyszłość, nowoczesny ośrodek i zaskakujące efekty, które jednocześnie budzą dezorientację oraz stanowią tło dla toczących się wydarzeń. Od pierwszej strony książka intryguję tajemniczością i jest to największy atut powieści. Przyznaję, że autorka umiejętnie wodzi za nos czytelnika i nie dopuszcza do łatwego odkrycia prawdy. Kompletnie nie miałam pojęcia, co wydarzy się za moment, a to nieczęsto mi się zdarza.

Szachy odgrywają tu istotą rolę, bo wszystkie rozgrywki oparte są na tej grze. Jako całkowity laik, początkowo nie miałam jakiegokolwiek pojęcia o grze. Z czasem wszystko zostaje wyjaśnione i z małymi ulepszeniami, czytelnik ogląda prawdziwą rozgrywkę na śmieć i życie. Mimo wspaniałego pomysłu, szachy nie wzbudziły mojego entuzjazmu.

Pani Dominika Rosik ma doskonały styl. Pisze nie tylko płynnie, ale potrafi zachwycić czytelnika. Największe wrażenie zrobiła na mnie narracja. Jest pierwszoosobowa, jednak prowadzona przez trzech bohaterów. Emily, Mathew i Alexandra. Rozmyślnie dawkują fakty i stawiają nie lada zagadkę do rozwiązania dla czytelnika, gdyż każdy z nich skrywa morze sekretów i motywów, które na pierwszy rzut oka są nieoczywiste! Żeby tego było mało, poznajemy krótkie przebłyski przeszłości bohaterów. Powoli składałam elementy i wyciągałam wnioski, często błędne, jednak możliwość uczestniczenia w rozgrywce, było bardzo przyjemne.


Bohaterowie są tajemniczy, jednak to Emily polubiłam najbardziej. Wzbudziła najbardziej moje zaufanie, a do pozostałych uczestników podeszłam z rezerwą. Uczestnicy projektu są w różnym wieku, a oryginalna fabuła spodoba się szerszemu gronu czytelników. Wątek romantyczny również występuję i nieustannie wisi w powietrzu, lecz nie tłamsi fabuły. Jestem zwolenniczką romansów, które nie są najważniejsze, bo dzięki temu miałam możliwość większego skupienia się na uczestnikach i ich czynach, które nieustannie budziły moje podejrzenia!


„Projekt Królowa” to wspaniały debiut oraz oryginalna i dopracowana książka, która spodoba się również starszym czytelnikom. Myślałam, że strach mi nie grozi, ale są również takie momenty, które potrafią przerazić bezwzględnością i realnością. Jeśli lubicie zagadkową fabułę i tajemniczych bohaterów, to ta książka jest dla Was! 7/10

Dziękuję! 

czwartek, 13 lipca 2017

"Przyszłość ma twoje imię" Elżbieta Rodzeń - recenzja [przedpremierowa]

Blanka robi wszystko, by ponownie zacząć cieszyć się życiem i uporać z traumą. Nowa praca i mieszkanie mają być nowym początkiem, dzięki któremu odzyska dawno utraconą radość. Kiedy na jej drodze staje Mateusz, przystojny i tajemniczy kierownik zmiany, wszystko się zmienia. Lecz on również ma przeszłość, która pozostawiła po sobie głębokie rany. Czy oboje uporają się z demonami przeszłości i zawalczą o marzenia i miłość?

Bohaterów pokochałam od pierwszej strony. Blanka z pozoru jest delikatną dziewczyną, jednak jej lęki są uzasadnione. Ciekawa postać, która wielokrotnie mnie zaskakiwała. Jej zainteresowania częściowo pokrywały się z moimi, dlatego tak łatwo nawiązałam więź z dziewczyną. Mateusz natomiast jest troszkę stereotypową postacią. Trudna młodość, walka o przetrwanie i kilka wpadek, które odbijają się czkawką po latach. Nie przeszkadzało mi to, a wręcz jego naturalność mnie zachwyciła. Podziwiałam jego determinację oraz miłość do brata. Ciekawa i złożona osobowość, która skłania do przemyśleń nad losem innych. Razem tworzą parę, co najmniej wybuchową, bo choć są przeciwieństwami, to idealnie się uzupełniają.

Akcja nie należy do zawrotnych i rozkręca się z bieganiem wydarzeń. Zaczynając czytać tę książkę, nigdy nie przypuszczałam, że sprawy potoczą się w ten właśnie sposób. Chodzi mi konkretnie o ścieżki życiowe Blanki i Mateusza, którzy pomimo druzgocącej przeszłości, żyli dalej i mieli plany, które niewątpliwie Was zaskoczą. Fabuła jest gęsta od zwrotów akcji, bulwersujących wyborów oraz namiętnych uniesień, jednak nie brak tu delikatności. Bohaterowie dopiero wkraczają w dorosłe życie i wiele sytuacji wystawia ich na próbę, zarówno cierpliwości jak i wytrwałości.  Wszystko to odbija się na czytelniku, a emocję potrafią poruszyć najtwardsze serducho.

Książkę czyta się w zawrotnym tempie i był to czas spędzony bardzo przyjemnie. Lubię książki autorki. „Dziewczyna o kruchym sercu” całkowicie mną wstrząsnęła i choć minęły już miesiące od przeczytania tej książki, to nadal wspominam i przeżywam tę opowieść. Czy „Przyszłość ma twoje imię” jest równie dobra? Nie aż tak, ale nadal wybija się na tle innych powieści z gatunku New Adult! Były chwile, kiedy miałam wrażenie, iż autorka zrzuciła zbyt wiele na barki bohaterów, a kilka zbiegów okoliczności wzbudziło moje wątpliwości. Kiedy emocję opadły i na chłodno podeszłam do oceny tej książki, to muszę powiedzieć, że przeszłość bohaterów jest bardzo realna. Jeśli ktoś dorasta w trudnym środowisku, to bardzo ciężko uniknąć złych sytuacji. To samo się tyczy Blanki, która pochodzi z dobrego domu, więc nigdy nie miała do czynienia z przemocą, dlatego tak bardzo odbiły się na jej psychice zdarzenia mające miejsce w przeszłości.


Podsumowując, dużo się dzieję i jeszcze więcej przeżywa czytelnik, bo nie można obojętnie przejść obok tej historii. Piękna i niespowita opowieść! Pokochałam bohaterów od pierwszej strony. Ich przeszłość mną wstrząsnęła, ale to wizja przyszłości okazała się magnesem, który nawet na chwile nie pozwolił oderwać mi się od lektury!  „Przyszłość ma twoje imię” to niezwykle prawdziwa historia o miłości, utraconych marzeniach oraz bolesnej drodze do uleczenia roztrzaskanego serca. Podczas czytanie, emocje nie opuszczały mnie nawet na chwilę! Polecam 5/6

Dziękuję!

Premiera: 17.07.2017!

poniedziałek, 10 lipca 2017

"Urok Grace'ów" Laure Eve - recenzja [przedpremierowa]

Grace’owie rządzą nie tylko liceum, ale i całym miasteczkiem. Wzbudzają ogromne zainteresowanie i każdy pragnie pławić się w ich blasku. Piękni, bogaci i posiadający władzę. Kuszą swoim czarem, ale ich urok potrafi być toksyczny. Kiedy w mieście pojawia się River nic już nie będzie takie same. Dziewczyna wkrada się w łaski Summer, Thali oraz Fenrina. Nikt nawet nie podejrzewa, że River skrywa własne sekrety!

Historia River wciąga od pierwszej strony, jednak początek bardzo przypomina „Zmierzch”. Bogata rodzina, tajemnicze rodzeństwo i sekret do odkrycia jest dość mało oryginalny! Błąd! Porzućcie myśli i poszukiwanie podobieństw, bo ta książka jest zupełnie inna!

River jest wspaniałą bohaterką, nie dlatego, że jest idealna, bo do tego jest jej daleko, ale ma wiele plusów, które czynią tę dziewczynę atrakcyjną dla czytelnika. Pochodzi z mało zamożnej rodziny, jednak ma w sobie siłę, której brakuję większości ludzi. Jej pociąg do Grace’ów jest, co najmniej podejrzany. Dziewczyna prowadzi narrację w sposób mistrzowski. Sekrety ujawnia stopniowo, co buduję napięcia, a niewiedza momentami jest trudna do zniesienia. River nie zawsze lubiłam, ale życzyłam jej jak najlepiej.

Rodzina Grace’ów jest, co najmniej kontrowersyjna. Ślepo zapatrzeni w rodzinne, myślą, że świat będzie się przed nimi kłaniał. Z wielką chęcią poznałabym ich lepiej, bo pomimo burzliwej akcji, tak naprawdę mało wartościowych rzeczy zostało ujawnionych.

Akcja jest zawrotna, a River w roli narratora spisała się bardzo dobrze, bo momentami miałam wrażenie, że bohaterka snuję pewną opowieść, która obłędnie potrafi wciągnąć.


„Urok Grace’ów” to książka całkowicie zaskakująca! Spodziewałam się romansu, a ten wątek, choć istotny, to z pewnością nie jest klasyczny i nie dominuję. Planowałam lekką lekturę na lato, a dostałam powieść groteskową, psychodeliczną, z delikatnymi elementami horroru, całkowicie nie sztampową! Były chwilę naprawdę mocne, a zwroty akcji przyprawiały o zawroty głowy. Akcja rozgrywa się w pięknym miejscu, a cudowne widoki wprawiają w letni nastrój, lecz nic bardziej mylnego. Klimat jest gęsty od napięcia, mroku i sekretów, a z każdą kolejną stroną, oczekiwanie jest bardziej wyczuwalne. Całość jest okraszoną magią, która jest dodatkiem, a jednak książka zaskakuję realnością emocji i pragnień, które potrafią zburzyć świat! WOW! Przyznaję, że obawiam się kolejnego tomu!

Polecam 5/6 

Dziękuję!

Książka dostępna TU!

czwartek, 6 lipca 2017

"Przyszłość ma twoje imię" Elżbieta Rodzeń - ZAPOWIEDŹ



Stron: 544
Format: 140x205 mm
Wydanie: 1
Seria: -
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Gatunek: literatura młodzieżowa (New Adult)
ISBN: 978-83-8116-093-3
EAN: 9788381160933
E-book: tak
Cena detaliczna: 37,90 zł
Blanka właśnie wyprowadziła się od rodziców, zaczyna studia i pracę. Wciąż zmaga się z jednym wydarzeniem z przeszłości – kilka lat wcześniej padła ofiarą napadu i do dziś słabo radzi sobie z jego skutkami. Teraz szuka spokoju i zapomnienia. Poznanie Mateusza wprowadza zamieszanie w jej życie. Dziewczyna czuje się niezręcznie z powodu jego przeszłości, gdyż okazuje się, że spał on niemal z każdą dziewczyną z ich wspólnej pracy. Mateusz nie miał łatwego życia. Odkąd skończył piętnaście lat, musiał nieustannie walczyć o siebie, o swojego brata, o przetrwanie. Teraz ciężko pracuje, aby zasłużyć sobie na zaufanie Blanki. Czy zaskakujące fakty z ich życia pozwolą im spojrzeć z nadzieją w przyszłość?

Recenzja już niebawem, ale zapewniam Was, że warto przeczytać tę książkę !
Premiera: Druga połowa lipca! 

PATRONAT

wtorek, 4 lipca 2017

"Kroniki Jaaru. Księga Luster" Adam Faber - recenzja

Kate mieszka z ciotką w Londynie, by przetrwać jakoś rozwód rodziców. Jej życie toczy się dość zwyczajne, aż do momentu, kiedy trafia do przedziwnego i ekscentrycznego sklepu. Selena, właścicielka, daję dziewczynie tajemniczą księgę, która całkowicie odmienia sposób postrzegania świata przez Kate. Młoda wiedźma zaczyna eksperymentować z magią. Rzuca miłosne zaklęcie na przystojnego chłopak, lecz coś idzie nie tak i Kate nie ma co liczyć na namiętny związek. Jednak to dopiero ułamek tego, co znajduje się w księdze, bo za pomocą Księgi Luster, Kate wkracza do magicznego świata, w którym odnajdzie Fiona. Razem będą musieli stawić czoło niebezpieczeństwu, co nie jest łatwe, szczególnie, że oboje dopiero się uczą, a wpadki często im się zdarzają.

Nieprzewidywalna i w każdym calu magiczna opowieść, dla każdego, kto pragnie przeżyć niezapomnianą przygodę. Jeśli nie lękasz się magii, to zamknij oczy i wejdź do Jaaru, gdzie doświadczysz masy emocji!

„Kroniki Jaaru. Księga Luster” to typowo literatura młodzieżowa. Początkowo obawiałam się, że już dawno wyrosłam i zwyczajnie będę za stara na tę książkę, ale moje obawy szybko się rozwiały, bo od pierwszej strony całkowicie dałam się porwać tej historii.

Kate jest nastolatką i boryka się z problemami odpowiednimi do jej wieku, popełnia błędy, czasami nie uczy się na nich, ale jest również lojalna i chętna do poznawania nieznanego. Szybko zaakceptowała fakt istnienia magii, ale powiedzmy sobie szczerze, gdybyśmy sami zobaczyli to, co ona, to uwierzylibyśmy w naprawdę niezwykłe rzeczy. Fion- Fer, który szybko pojawia się w tej historii, również wzbudza zainteresowanie.  Wszyscy bohaterowie są niezwykle barwni, w książce spotkacie ogromne motyle, wredne jednorożce, oraz całą gamę przedziwnych istot, które nieźle namieszają. Narrator spisał się doskonale, lawiruję między bohaterami i relacjonuję najważniejsze wydarzenia, a robi to bardzo sprawnie,  nawiązanie więzi z bohaterami jest łatwe i przyjemne.


Książka napisana jest bardzo dobrym językiem. Opisy są plastyczne, dialogi wartkie, a akcja szybka i pełna twistów fabularnych. Cała historia rozgrywa się na przestrzeni kilku dni, lecz ma się wrażenie, że to całkiem spory kawałek czasu, bo  dużo się dzieję i nuda nikomu nie grozi. Z tego powodu czuję również niedosyt, bo z chęcią poznałabym lepiej bohaterów, ich pragnienia i plany, a sam Jaar jest niezgłębioną tajemnicą, którą pragnę odwiedzić ponownie. Bohaterowie głownie skupiają się na zagrożeniu i z tego powodu nie pozostało miejsca na inne rzeczy. Wiele książek polskich autorów jest napisana specyficznym stylem, a ta powieść to całkowity profesjonalizm i śmiało może konkurować z zagraniczną literaturą. Brawa dla autora!

Nie wiem na ile hasło z okładki, nawiązujące do Harrego Pottera, jest trafne, bo nie miałam jeszcze okazji poznać tej serii, jednak znam książki Kerstin Gier. Jestem pewna, że jej fani docenią „Księgę luster”, bo książka posiada cudowny klimat i ten tajemniczy czynnik, który trudno opisać słowami, a wyróżnia on daną lekturę od innych.

„Kroniki Jaaru” śmiało mogę polecić wszystkim tym, którzy mają młode serce, kochają przygody i niezwykłe światy, bo ta książka wciąga i zabiera czytelnika w magiczną i niezapomnianą podróż.

5-/6

Dziękuję!
Książka dostępna TU!