środa, 21 czerwca 2017

"Przekleństwo Soni" Kathryn Purdie - recenzja


 Sonia przez lata ukrywała się, by nikt nie poznał prawdy o jej darze, lecz pewnego dnia zostaje złapana i odeskortowana do klasztoru, gdzie ma szkolić się na auroczułą. Kiedy powoli odnajduję swoje miejsce w życiu, emocje biorą górę, a Sonia przyczynia się do tragedii, która bezpowrotnie odmieni jej los. Dziewczyna nieoczekiwanie zostaje Najwyższą Auroczułą, a jej głównym zadaniem jest obrona Imperatora Valka.

„Przekleństwo Soni” to idealna książka dla czytelników szukających wytchnienia, lekkości i łatwej oraz niewymagającej lektury. Taka właśnie jest ta książka, dobrze się ją czyta, ale też nie ustrzegła się wad, czy też irytujących momentów.

Od pierwszej strony byłam zachwycona światem, do którego wkroczyłam wraz z poznaniem Soni. Trochę barokowy klimat i to uczucie przebywania w dawno minionej epoce, było cudownym doznaniem. Rosyjskie nazwiska oraz system społeczny mocno nawiązuję do kultury rosyjskiej, a klimat dodatkowo potęguję to wrażenie. Ja uwielbiam Rosję, jej architekturę, mniej politykę, ale nie można zarzucić braku wyjątkowości tej kulturze. Piękna podróż przez zaśnieżone tereny do miejsca pełnego przepychu i okrucieństwa.

Sonia jest główną bohaterką i to ona relacjonuje toczące się wydarzenia. Niezwykła dziewczyna. Samotna i zdystansowana, pragnie tylko spokoju i zrozumienia, bo trudno żyć z darem/przekleństwem, który jest częścią niej. Auroczułe potrafią odczytywać emocje innych ludzi, a Sonia posiada dodatkowe zdolności. Chwilami trudno zrozumieć jej postępowanie, czasami nawet mnie denerwowała, jednak względem tej dziewczyny byłam bardzo wyrozumiała. Jest to moment, w którym muszę wspomnieć o stylu autorki, bo język jest prosty, a opisy bardzo plastyczne i ten natłok emocji i bitwa tocząca się w umyślę oraz ciele Soni, jest silnie odczuwalna przez czytelnika i łatwo sobie wyobrazić przeżycia bohaterki.

W tej książce spotkacie dwójkę równie ważnych bohaterów. Anton jest bratem imperatora. Dawno nie poznałam tak bardzo irytującej postaci. Owszem, ma wielkie ideały i górnolotne plany, ale jego postępowanie względem Soni doprowadzało mnie do szału. Wątek romantyczny, choć mało istotny, majaczy w tle i nie można nie zwracać na niego uwagi. Anton nieustannie odpycha dziewczynę, a ona jak głupia pędzi za nim zaślepiona emocjami. Jest to najsłabszy punkt tej historii i stereotypów oraz przewidywalności się nie ustrzegł, jednak można było pokazać ich uczucie z innej, lepszej strony. To wszystko sprawiło, że postać jawnie negatywna wzbudziła moje zainteresowanie. Valko, choć szalony, to w tym wariactwie był charyzmatyczny i w dziwny sposób fascynujący.

„Przekleństwo Soni” to powieść pełna uroku oraz silnych i dezorientujących emocji! Jeśli szukacie książki, z którą miło spędzicie czas i w całości zapomnicie o otaczającym Was świecie, to to książka Wam to zapewni!
4+/6











Książka dostępna TU!

poniedziałek, 19 czerwca 2017

"Wiecznie głodny?" David Ludwig - recenzja

Ileż to diet już stosowałam, tabletek kupowałam i po latach prób i błędów doszłam do momentu, iż żadna z diet nie wydaję mi się możliwa. To właśnie z tego powodu sięgnęłam po książkę „Wiecznie głody?”, gdyż dr. med. David Ludwig nie mami czytelnika obietnicami szybkiej utraty wagi, on w sposób zrozumiały opowiada o ludzkim organizmie, jego potrzebach i sposobie na uleczenie organizmu i zlikwidowaniu przyczyn nadwagi.

Drakońskie diety wiążą się z wyrzeczeniami, z doświadczenia wiem, że jeśli odmawiamy sobie wszystkiego, by szybko osiągnąć rezultaty, to przychodzi moment przełomowy, którego większość nie jest wstanie pokonać. Tym, którym się to udaję, szybko nudzi się życie pełne ograniczeń i ciągłego myślenia o jedzeniu.

Autor w długim i chwilami nużącym wstępie, opowiada o potrzebach ludzkiego ciała, jego reakcjach na wysiłek oraz określone grupy pokarmów. Na początku należy zrozumieć, że każdy organizm jest inny i ma własne potrzeby do zaspokojenia. Nie jest to może porywająca lektura, ale ogromnie mądra. Obala wiele stereotypów związanych z żywieniem, a wizja przeprogramowania swojego życia zaczyna jawić się w kolorowych barwach, bo jak można chudnąć i czuć się sytym? Z tej książki wynika, że jest to jednak możliwe. Moje ulubione momenty, to „Moja historia”, czyli krótkie opowieści osób biorących udział w programie pilotażowym. Są to oparte na faktach historie i są one w całości autorstwa uczestników. Poznacie dzięki nim przeróżne sytuację, ścieżki życiowe i plany, które wiążą się z wagą i kompleksami z tego wynikającymi. Świetne, pouczające i otwierające oczy na przyczyny problemu opowieści!

„Wiecznie głodny?” to również książka kucharska! Wiele przepisów kusi, a fakt, że nie są to trudne do wykonania potrawy z pewnością motywuje do działania. Byłabym w pełni usatysfakcjonowana, gdyby w książce znalazły się zdjęcia potraw, bo nic nie cieszy oka tak, jak pięknie wyglądające jedzenie! Bo teraz możecie jeść zdrowo, pysznie i co najważniejsze, bez liczenia kalorii.


Zakochałam się w tej książce, a właściwie w obietnicy, którą niesie. Już od dawna wiedziałam, że by schudnąć nie należy poddawać się przeróżnym dietą, a zmienić tryb życia. Dr. med. Dawid Ludwig pomaga to zrobić. Dzięki tej książce zrozumiecie potrzeby ludzkiego ciała, poznacie sposoby jak jeść mądrze i co najważniejsze, cieszyć się tym. Oczywiście każda zmiana wiąże się z wyrzeczeniami, ale te są tak małe, że aż trudno w nie uwierzyć. Liczę, że moje nadzieję oraz oczekiwana zostaną spełnione, ale o tym dowiem się już za kilka tygodni. 

Dziękuję! 
Książkę można kupić TU!

niedziela, 18 czerwca 2017

"Klątwa przeznaczenia" Monika Magoska-Suchar, Sylwia Dubielecka - recenzja

Arienne szuka schronienia przed grożącym jej niebezpieczeństwem. W tym celu udaję się do Czarnej Twierdzy w Riwillonie, która nie słynie z dobroci, a co najwyżej z przestrachu, jaki budzi w nowo przybyłych. W tym okrutnym miejscu dziewczynę czekają liczne upokorzenia, jednak nieoczekiwanie wchodzi pod protektorat jednego z najokrutniejszych i najpotężniejszych Związkowców, co niewątpliwie odmieni nie tylko jej plany, ale i przeznaczanie. 

„Klątwa przeznaczenia” to dzieło dwóch autorek i cały czas jestem zafascynowana tą książką, bo choć mogę dopatrywać się małych minusów, to po przeczytaniu tej książki jestem pełna podziwu dla talentu pisarek, pomysłu na książkę i dla kreacji bohaterów, bo to on zrobili na mnie największe wrażenie.

Zacznę od Arienne, która jako niedoświadczana dziewczyna trafia do miejsca surowego i wymagającego poświęceń. Nie wszystkie jej wybory satysfakcjonują czytelnika, ale dzięki temu jest bardziej realna, a jej odwaga oraz umiejętności fascynują. Ciekawych postaci jest tu bardzo wiele, ale to właśnie dziewczyna oraz Severo wzbudzają największe zainteresowanie. Mężczyzna jest niezwykle złożoną postacią i analiza jego charakteru oraz wyborów, zajęła mi kilka dni. Wiele z jego poczynań nie zyskało mojego uwielbienia, ale potrafił być również delikatny i czuły. Jego liczne talenty zaskakują, ale nie jest to żaden słodziak! Co to, to nie! Jest twardy, waleczny, chwilami okrutny i przede wszystkim, otacza go mroczna i niebezpieczna aura.

Świat przedstawiony również zwraca uwagę. Od pierwszej strony wyczuwalny jest mrok i okrucieństwo. Troszkę przypomina średniowiecze, ale jest mocno okraszony magią. To są moje klimaty, dlatego od pierwszej strony dałam się porwać przygodzie i śmiało wkroczyłam do świata Arianne!

Książka jest pokaźnych rozmiarów, jednych to ucieszy, a innych przerazi. Uspokajam, nie ma się czego obawiać! Co prawda, ostatnio sama wybieram tę cieńsze pozycję, to „Klątwa” kusiła mnie od jakiegoś czasu i cieszę się, że w końcu przeczytałam tę książkę! Momentami za dużo opisów i rozmyślań, ale kiedy zaczynało się coś dziać na poważnie, to wytrzeszczałam oczy z prawdziwego szoku i ekscytacji.

Nie jest to książka dla najmłodszych, bo jest przemoc i seks.  Liczne intrygi nie pozwalają się nudzić, a spektakularne walki cudownie dopełniają tę historię. Początkowo myślałam, że będzie to ostry erotyk, ale ostatecznie książka pozytywnie mnie zaskoczyła. Intrygi, walki o władzę i potajemne knowania zajmują sporą część, a seks jest tylko dodatkiem. Owszem, częste rozmowy o cielesności nie pozostawiają złudzeń, co do oczekiwań i zwyczajów Związkowców, ale delikatność, która rodzi się z czasem, pozytywnie łagodzi ten aspekt. Podejrzewam, że to zderzenie brutalności z wątłymi i ledwo co powstałymi uczuciami, tak bardzo podkreśla tę pozytywne emocje.


Naprawdę trudno mi uwierzyć, że jest to debiut autorek. Doskonale napisana i do tego z pomysłem. Oryginalna, ostra, wciągająca i co najważniejsze, zakończenie wbija w fotel. Wspaniała lektura, którą polecam fanom romansu, namiętnego seksu i licznych intryg, które całkowicie potrafią odmienić bieg wydarzeń. Polecam 5-/6

Dziękuję!

poniedziałek, 12 czerwca 2017

"Reksio. Dobranocka wszech czasów" - recenzja

Reksio to postać, która była nieodzownym elementem mojego dzieciństwa i nie tylko mojego, bo rodzice oraz dziadkowie nadal wspominają przygody tego przesympatycznego psiaka. Upływ czasu mu nie szkodzi, a wręcz przeciwnie! Minęło 50 lat, a ja z każdym rokiem coraz bardziej cenię sobie zalety tej kultowej animacji!

Najbardziej w przygodach Reksia podoba mi się to, iż nie są one skażone technologią, przemocą oraz innym współczesnym wymysłem. W książce znajdziecie 10 opowieści o przygodach Reksia. Piesek mieszka na wsi i wraz z przyjaciółmi doświadcza niezapomnianych przygód i nie raz wpakuję się w kłopoty, ale co najważniejsze, ciągle jest w ruchu i na świeżym powietrzu.

W zeszłym roku zachwycałam się Elmerem i wartością edukacyjną płynącą z jego przygód, a teraz całkowicie zauroczyłam się Resiem! Piesek nawet na krok nie ustępuję temu uroczemu słoniowi.


Zbiór opowiadań o Reksiu sprawdzi się idealnie, jako bajeczka na dobranoc oraz pierwsza czytanka. Prosty język oraz sympatyczne, aczkolwiek proste ilustrację, czynią z tej książki bardzo kuszącą i wartościową pozycję.


Więcej takich bajek da dzieci! Sympatyczny bohater, wartka akcja oraz emocjonująca i na lata zapadająca w pamięci przygoda, zachwycą nie tylko nasze pociechy, ale i nas samych! Polecam 5+/6  


Dziękuję!

sobota, 10 czerwca 2017

"Żniwiarz. Pusta noc" Paulina Hendel - recenzja

Magda ma przesympatyczną rodzinę, spokojną pracę oraz twardy charakter, bo pod pozorną zwyczajnością, jej życie nie należy do najłatwiejszych, więc odwaga jak najbardziej jest w cenie. Dziewczyna widzi więcej niż normalni ludzie, a ta umiejętność wielokrotnie wpakuję ją w kłopoty. Jej wujo-kuzyn jest żniwiarzem i nocami tropi upiory, a Magda nie pozostaję w tyle i również wkracza w świat pełen duchów i martwców, a sama myśl o tych przerażających bytach, przyprawi Was o gęsią skórkę!

Magda to bohaterka, którą pokochacie od pierwszej strony! Silna, odważna, pyskata oraz sympatyczna. Owszem, popełnia błędy, ale łatwo jej to wybaczyć, bo dzięki temu wydaję się bardziej prawdziwa. Feliks, żniwiarz również odgrywa ważną rolę i jemu mogłabym zarzucić kilka wad, lecz do największej zaliczę ślepotę na szczegóły oraz lekceważenie Magdy. Jego przemiana w powieści jest nieco kontrowersyjna, ale jak najbardziej dobra. Z pewnością to ona wpłynęła na umiejętności mężczyzny, jednak jego złośliwe podejście do życia mnie ujęło.

Wątek miłosny pojawia się, lecz uspokajam męskich czytelników, ponieważ stanowi on miły dodatek, który w żadnym razie nie dominuję, a co najważniejsze, kierunek, w jakim się potoczy, zaskoczy większość czytelników!

Narrator opowiada losy kilku bohaterów. Fragmenty dotyczące Magdy były moimi ulubionym, jednak możliwość poznania losów innych żniwiarzy okazała się prawdziwą przyjemnością. Pojawienie się czarnych charakterów początkowo jest dezorientujące, lecz ta nutka tajemnicy fascynuję i muszę przyznać, że długo zajęło mi odkrycie prawdy.

Żniwiarze to duszę potrafiące zamieszkiwać w martwych ciałach i przywracać je do życia. Posiadają całą gamę umiejętności, jednak autorka nie przesadziła z ich zdolnościami. Największe zastrzeżenie mam do i profesji, ponieważ są wolnymi strzelcami i naprawdę zabrakło mi dowódcy wszystkich żniwiarzy, który kierowałby ich poczynaniami. Fragmenty łacińskich modlitw i egzorcyzmów powinny być przetłumaczone, ponieważ kompletnie te momenty mnie nie zainteresowały, po prostu nie wiedziałam, co one oznaczają.


Największą zaletą powieści jest nastrój. Mroczny oraz posępny klimat pozwala idealni wczuć się w lekturę. Bardzo się cieszę, że pisarze coraz częściej sięgają po słowiańskie legendy oraz wierzenia, a nie wałkują mitologie wszystkim już dobrze znane. Pani Hendel czerpie garściami z mitów słowiańskich i stworzyła intrygującą, choć nieidealną powieść!


„Żniwiarz. Pusta noc” to książka nie tylko dla młodzieży. Szybka akcja, liczne walki oraz nieprzewidywalne zwroty akcji, nie pozwalają się nudzić! Powieść czyta się lekko i szybko, a przerażające legendy dopełniają lekturę. Polecam 4/6

Dziękuję! 

czwartek, 8 czerwca 2017

Mój początek wszystkiego!

Początek wszystkiego! Czy uważacie, że jeden moment może odmienić nasze życie? Że jedna złą decyzja zaprzepaszcza marzenia? Że jedna szczęśliwa chwila może uczynić nasze życie wyjątkowym? Szczerze powiem, że nie do końca zgadzam się z takim pomysłem. Każdy wybór wpływa na kolejny i tak bez końca. Jedna podjęta decyzją po latach może mieć znaczenie. Jednak w swoim życiu wyodrębniłabym kilka takich momentów, które bezpowrotnie odmieniły moje życie.


Nie będę oryginalna i powiem, że moje dzieci sprawiły, że świat przestał istnieć, a zaczęły liczyć się tylko dzieci - Nataniel i Gabriela. Oczywiście mój najukochańszy mąż miał w tym swój udział i pomimo upływu lat, nasza miłość nie słabnie.



Choć kiedyś byłam buntowniczką, to wpływ Łukasza wyzwolił we mnie romantyczkę. Nigdy nie spodziewałabym się, że książki moje życie całkowicie zdominują. W każdej wolnej chwili odpływam w fantastyczny świat, choć ostatnio zaczynam próbować innych gatunków. Nie wyobrażam sobie życie bez książek i do dziś podczas imprez rodzinnych toczą się dyskusje na ten temat! Czy książki mogą odmienić nasze życie? TAK! Nowe światy, namiętne romanse, intrygi i zaskakujące zwroty akcji, całkowicie potrafią pochłonąć! Świat od razu wydaję się barwniejszy! Nie jestem oryginalna, zadziorna czy choćby niereformowalna! Cieszę się życiem, jestem szczęśliwa i pragnę czytać! Czego chcieć więcej! Czy jestem nudna? być może! Ale takiej sielanki życzę i Wam! 

Post powstał zainspirowany książką  Początek wszystkiego

niedziela, 4 czerwca 2017

"Tysiąc pocałunków" Tillie Cole - recenzja

Był kiedyś chłopak i dziewczyna. Połączyła ich piękna miłość, która miała trwać wieki. Los przewidział dla nich inną drogę i rozdzielił na lata. Kiedy ponownie ich serca się łączą w całość, nic nie jest już takie same. On czuję złość, żal i ból, a ona miłość i spokój. Czy serce Rune’a zostanie uleczone dzięki miłości Poppy?

Poppy otrzymała od umierającej babci słoik, który ma zapełnić tysiącem pocałunków chłopaka i przyznaję, iż motyw przewodni tej powieści jest nie tylko oryginalny, ale przede wszystkim piękny i romantyczny. Od pierwszej strony, historia tej dwójki mnie oczarowała i przyssałam się do tej książki jak narkoman na głodzie. Znam twórczość autorki, lecz tego się nie spodziewałam. Powinna porzuć pisanie erotyków i całkowicie oddać się pisaniu książek takich jak ta, które na lata zapadają w pamięci, do których wraca się z przyjemnością, a emocje podczas czytanie nie słabną nawet na chwilę.

„Tysiąc pocałunków” to książka, którą mogłabym zaspoilerować bardzo łatwo i opisać całą fabułę jednym zdaniem, dlatego nie będę się rozpisywać. Droga Poppy i Rune’a nie należy do najłatwiejszych, lecz oboje sobie radzą. Połączyła ich miłość i głęboko wierzę, że tak czyste uczucie, które szczerze podziwiałam, jest możliwe. Oboje są młodzi, mają po siedemnaście lat, dlatego nie zawsze radzą sobie z natłokiem wrażeń. Chłopak czuję złość i potrzebuję spokoju, by ponownie pokochać życie.

Książka niezwykle emocjonalna, nie można jej czytać spokojnie, bo serce wyrywa się z piersi. Płakałam niemal przez całą książkę, a ja nie lubię płakać. Choć jest to jedna z najpiękniejszych historii, jakie miałam okazję poznać, to nie uważam jej za idealną.


Język jest piękny, autorka ma cudowny styl. W książce znalazłam bardzo dużo cytatów, które namiętnie zaznaczałam, by później do nich wrócić. Jeden całkowicie rozłożył mnie na łopatki, a tysięcznego pocałunku nigdy nie wymaże z pamięci.  Mimo wszystko nie potrafię sobie wyobrazić, by w normalnym życiu, rozmowy były prowadzone w taki sposób, za pomocą tylu pięknych słów i porównań. Ckliwe rozmowy wyciskały łzy, bo autorka za pomocą słów silnie oddziałuję na czytelnika. Finał powieści jest przewidywalny do bólu, nie miałam żadnych wątpliwości odnośnie zakończenia, co kompletnie mi nie przeszkadzało, ale odniosłam wrażenie pewnej przesady. Wiele scen jest wyolbrzymionych i zwyczajne budzą one wątpliwości.

„Tysiąc pocałunków” to książka, której nigdy nie zapomnę. Wędrówka dwójki młodych ludzi kochających życie, przygodę i pocałunki, które potrafiły rozjaśnić nawet najmroczniejsze dni. Podczas czytania, doświadczyłam całej gamy emocji, które zmiażdżyły moje serce i nie skleiły na powrót. Długo nie przeboleję historii Poppy i Rune’a! To książka dla tych, którzy potrafią kochać i tą miłością dzielą się z innymi.

Polecam 5/6 

Dziękuję!