środa, 22 marca 2017

"Śpiący Książę" Melinda Salisbury - recenzja

Stare legendy okazują się prawdą. Śpiący Książę budzi się raz na sto lat, by siać zniszczenie i śmierć. Errin nigdy nie sądziła, że koszmar dosięgnie i ją. Zdana jedynie na siebie musi uratować matkę, a jedyną nadzieję pokłada w tajemniczym Silasie, co może okazać się jej największym błędem.

„Śpiący Książę” to drugi tom serii, jednak zapewniam Was, że można go czytać bez znajomości poprzedniczki. W pierwszym tomie poznałam historię Twylli oraz Liefa. Romans dominował i zetknęłam się z przeróżnymi opiniami o tej książce. Jak dla mnie to bardzo udana seria i jeśli do pierwszego tomu miałam małe zastrzeżenia, tak ten, okazał się o wiele lepszy i śmiało mogę ten cykl zaliczyć do moich ulubionych serii.

Autorka stworzyła całkowicie nową rzeczywistość, w której alchemicy odgrywają istotną rolę i jeśli ich istnienie się zaakceptuję, to pozostałe elementy fantastyczne są niezwykle realne, czy też niewzbudzające wątpliwości. Legenda o Śpiącym Księciu stała się prawdą i to całkowicie zmieniło bieg wydarzeń.  Romans z pierwszego tomu przeradza się w polityczne gierki, krwawe starcia i całkowity chaos mieszkańców tamtych krain. Jeśli nie przepadacie za rozterkami miłosnymi, to ta książka nie skupia się na nich, ale też nie jest całkowicie pozbawiona wątku miłosnego. Z pewnością stanowi on miły dodatek, lecz w tej historii chodzi o coś więcej.

Główną bohaterką jest Errin, siostra Liefa, który pozostawił ją i matkę w pozornie bezpiecznym miejscu. Prawda jest trochę inna, gdyż dziewczyna toczy walkę z głodem i biedą. Kocha swoją matkę i jest w stanie zrobić dla niej wszystko. Errin popełnia błędy, jest nieufna, czasami poddaje się emocjom, jednak w zaistniałych warunków nie jest to dziwne. Drugim ważnym bohaterem jest Silas, który jest tak tajemniczy, że nie zdradzę na jego temat nic, bo odkrywanie jego tajemnic jest prawdziwą przyjemnością i emocjonalną huśtawką.


Od pierwszej strony zachwyciła mnie miłość Errin do matki. Melinda Salisbury dużo czasu poświęciła życiu dziewczyny oraz wojnie, która zbiera coraz większe żniwo. Okrucieństwo naznaczyło tę powieść. Obozy uchodźców, żołnierz zmieniający się pod naporem presji w szalonych morderców, głód i wszechobecna śmierć. Z zapartym tchem śledziłam losy Errin, kilka razy po mojej skórze tańczyły dreszcze z żalu i smutku, za co dziękuję autorce, bo było to niezwykłe doznanie.

Książkę czyta się szybko. Język jest prosty, opisy plastyczne, a dialogi wartkie i często podszyte silnymi emocjami. Nie spodziewałam się, że tak mocno wniknę w ten świat i nie zastanawiałam się, co dalej, ani nie poddawałam w wątpliwość dziwnych zbiegów okoliczności. Zapewne z tego właśnie powody doświadczyłam kilku zaskoczeń, a owe zwroty akcji mocno odczułam. „Śpiący Książę” nie zaskakuje pomysłowością, tak naprawdę nie znalazłam w tej książce nic nowego, lecz nie zmienia to faktu, że książka jest bardzo dobrą lekturą. Postacie nie są idealni, wręcz przeciwnie i z tego powodu wzbudzają tak silne emocje. Jestem ogromnie ciekawa, co też autorka zgotowała dla bohaterów w ostatnim tomie, bo pilnie potrzebuję wyjaśnień!


„Śpiący Książę” to kawał dobrej książki młodzieżowej. Świat splamiony krwią i żądzą władzy! Dobrze wykreowani bohaterowie oraz silne wrażenia towarzyszące czytelnikowi kuszą. Nie opierajcie się zbyt długo, bo warto! 5/6





Dziękuję !!!

poniedziałek, 20 marca 2017

"Amulet z Samarkandy" Jonathan Stroud - recenzja

Magowie rządzą Londynem, posiadają nie tylko moc, ale i wpływy polityczne. Pozostałą część społeczeństwa lekceważą i uważają za zwykłe pospólstwo. Nataniel ma dopiero dwanaście lat, ale dorastał w środowisku chłodnym i pozbawionym głębszych uczuć. Pewne zdarzenie doprowadza go do ostateczności i kierowany potężnym pragnieniem zemsty, przywołuję Bartimaeusa i żąda od niego, by zdobył Amulet z Samarkandy. Od tej chwili bohaterów czeka ciąg nieprzewidywalnych zdarzeń, bo Amulet ma potężną moc, a chętnych na ten wyjątkowy artefakt jest wielu.

Moment przywołania demona, a ściślej mówiąc dżina, rozpoczyna ciekawą i zagadkową przygodę dwójki, całkowicie różniących się od siebie bohaterów. Z jednej strony mamy liczącego sobie pięć tysięcy lat Bartimaeusa, którego przeszłość naznaczona jest okrucieństwem i przemocą. Niezwykle potężny,  liczne umiejętności z pewnością zaskoczą czytelnika, a  swoją osobowością i urokiem, który jednak posiada, podstępnie zyska sympatię.  Nathaniel jak na swój wiek jest bardzo dojrzały i mądry, ale brakuję mu miłości, a to potrafi doprowadzić do wielu złych rzeczy.

Narracja jest dwojaka. Niektóre rozdziały opowiada gargulec- dżin w pierwszej osobie i były to moje ulubione momenty. Na dole strony znalazłam dodatkowy komentarz, również autorstwa Bartimaeusa, często zabawny i sarkastyczny. Pozostałe rozdziały relacjonuję wszechwiedzący narrator. Poznajemy przeszłość Nathaniela, jako pięciolatek został porzucony przez rodziców, którzy dla pieniędzy oddali go na nauki, by szkolił się na maga. Wprawnie streszcza doświadczenia chłopca, aż ostatecznie dochodzi do bieżących wydarzeń.

Akcja jest szybka, choć kilka przydługich opisów się znalazło. Młodsza młodzież, która lubi fantastyczne klimaty, oszaleje na punkcie tej książki, z pewnością nie tylko dla dziewczyn, a nawet w szczególności poleciłabym ją męskiej części czytelników. Fabuła zagęszcza się z każdą kolejną stroną, a tajemnice, i spektakularne starcia umilają czytanie i uatrakcyjniają je.

Największe zastrzeżenie ma do okładki, która jest baaardzo niebieska. Owszem, nawiązuję do treści powieści, ale jest banalna i odpychająca. Młodzi czytelnicy zwracają uwagę na takie rzeczy, a słaba grafika jest wręcz obrazą dla tej książki, bo jest to naprawdę warta przeczytania lektura. Drobna czcionka, również nie wpływa korzystnie, bo nawet mnie, dorosłej kobiecie, przeszkadzał ten drobny maczek, a dopiski, które czasami zajmowały nawet pół strony, były jeszcze mniejsze. Wytrzeszczałam oczy i mocno skupiałam się, by czasem czegoś nie pominąć.

„Bartimaeus. Amulet z Samarkandy” to idealna książka dla młodzieży. Prawa do ekranizacji zostały sprzedane i mam nadzieję, że doczekamy się realizacji tego projektu, gdyż może to być coś bardzo, bardzo dobrego. 

Polecam 4/6
Dziękuję!

sobota, 18 marca 2017

"Podbój" Elle Kennedy - recenzja

Szalone imprezy, seksowni hokeiści, zaskakujące zwroty akcji i niezapomniane wrażenia z lektury, zapewni Wam kolejna książka Elle Kennedy.

„Podbój” to trzeci tom serii, jednak zapewniam, że nie trzeba znać poprzednich książek, by móc zabrać się za tą. Drugi tom jak dotąd, okazał się najsłabszy, choć nie był zły. Jak się okazało po przeczytaniu tej pozycji, śmiało mogę powiedzieć, że seria nie ma tendencji spadkowej, a wręcz przeciwnie, bo pnie się wzwyż i jestem z tego powodu przeszczęśliwa.

Allie Hayes od dwunastego roku życia wie, co chce robić w życiu i ciężko pracuję, by osiągnąć swój cel. Ma mały problem, jej chłopak stawia ultimatum, którego ona nawet nie bierze pod uwagę i wieloletni związek rozpada się w mgnieniu oka. By nie ulec pokusie i nie wybaczyć nadętemu chłopakowi, postanawia zaszyć się w domu znajomych. Sęk w tym, że mieszka tam najseksowniejszy playboy kampusu, a niewinna noc przeradza się w szaleństwo orgazmów.  Dean Di Laurentis jest pewnym siebie chłopakiem, który dosłownie musi opędzać się od dziewczyn, ale on pragnie tyko tej jedynej. Allie, bo zgotowała mu najlepszą jazdę w życiu. Czy pożądanie, które połączyło te dwójkę przetrwa próbę czasu i przerodzi się w coś więcej?


Szybko polubiłam bohaterów. Allie ma pasję i pragnie spełniać marzenia, a przy tym jest wyluzowana. Wbrew pozorom tę dwójkę łączy naprawdę wiele, a ich poczucie humoru udziela się również czytelnikowi. Opis jest sztampowy, jak cała książka i muszę powiedzieć, że jest przewidywalna. Czy mi to przeszkadzało? NIE! Śmiałam się podczas czytania. Rumieniłam, wyobrażając sobie szaleństwa głównych bohaterów. Smuciłam się, kiedy przyszła pora na małą dawkę dramatu, a co najważniejsze, cieszyłam się lekturą. Dawno żadna książka nie sprawiła mi tak ogromniej przyjemności. Napisana z lekkością, namiętnością i ten cudowny humor całkowicie mnie zachwycił. Akcja jest szybka, Dean niepowtarzalny i tak zabawny, że nawet jego poprzednie i to liczne przygody seksualnie nie wydają się dziwne.

Bohaterowie wkraczają w dorosłość i czas ciągłej zabawy powoli się kończy, a co za tym idzie ważne wybory stają im na drodze. Bohaterowie borykają się z wątpliwościami dotyczącymi dalszej pracy zawodowej, ten wątek ogromnie mi się podobał. Liczne sceny erotyczne są śmiałe i co najważniejsze swobodne. Podoba mi się, że Allie i Dean tak otwarcie mówią o swoich potrzebach, rozmawiają ze sobą i cieszą każdą wspólną chwilą. W ostatnim czasie nie sięgam po erotyki, ale książki Elle Kennedy mnie oczarowały i bez wątpienia będę kontynuowała przygodę z tą serią.


„Podbój” to zabawna i pełna emocji książka, z którą spędziłam cudowne chwilę i mogę tylko żałować, że przeczytałam ją tak szybko, bo z chęcią potowarzyszyłabym Allie i Deanowi w dalszej ich drodze. Z tą dwójką nie można się nudzić. Polecam 5/6 



Dziękuję! 

Recenzja tygodnia w Księgarni internetowej Gandalf

poniedziałek, 13 marca 2017

"Noc Kupały" Katarzyna Berenika Miszczuk - recenzja

„Noc Kupały” to drugi tom cyklu Kwiat paproci. Gosława szkoli się na szeptuchę, czyli ludową zielarkę, lekarkę, znachorkę. Zwał jak zwał, ale biorąc pod uwagę jej wykształcenie, nie jest to szczyt marzeń. Dziewczyna po miesiącach spędzonych w Bielanach zaczyna dostrzegać walory takiego wiejskiego życia, a jej kwitnąca przyjaźń z mentorką, stanowi dla niej wsparcie, które jest na wagę złota, szczególnie, że pomoc jest jej pilnie potrzebna. Bogowie pragną kwiatu paproci, a że tylko ona może go zerwać, wszyscy wykazują wzmożone zainteresowanie młodą praktykantką. Nawet Mieszko, bliski jej sercu ma tajemnice, bo jak się okazuję, była małżonka Ote ma się całkiem dobrze i nie jest tak do końca martwa jak wszyscy sądzili. 

Wyobraźcie sobie Polskę, w której to Mieszko I nie przyjął chrztu, bo tak właśnie potoczyły się wydarzenia w tej książce i teraz mamy świat, w którym ludzie szukają porad u szeptuch i żerców. Stare obrzędy nadal są praktykowane, a bogowie mają się całkiem dobre, gdyż można ich spotkać na niejednym ludowym święcie, oczywiście, jeśli się w nich wierzy. Gosia pomimo swojego sceptycyzmu, zaczyna wierzyć w najdziwniejsze rzeczy. Niewątpliwie świat przedstawiony stanowi ogromny atut i choćby dla poznania starych wierzeń, warto zagłębić się w tę serię. Polska kultura obfituję w całą plejadę bogów i to zaskakujących, a ich sługi potrafią przyprawić o dreszcz niepokoju, choć większość żyję wśród ludzi i pomimo niecnych zamiarów, można, co niektórych polubić.

Gosia to hipochondryczka lękająca się bakterii, brudu i kleszczy, ale zło czyhające w lesie jej niestraszne. Uwielbiam tę dziewczynę. Czasami postępuję lekkomyślnie, ale potrafię jej to wybaczyć. Gosia jest jedyna w swoim rodzaju, a ja ją taką akceptuję, mogłabym czytać o jej przygodach nieustannie.  Najpierw mówi, dopiero potem myśli, a niewyparzony język nieraz wpakuję ją w kłopoty.

Akcja dąży do jednego, wyczekiwanego momentu, czyli Kupalnocki i chwili, w której to Gosława zerwie legendarny kwiat paproci. Jednak droga do tej wyjątkowej nocy jest usiana dziwnymi zdarzeniami. Książkę czytałam z prawdziwą przyjemnością. Życie Gosi to pasmo ciągłych wzlotów i upadków, a ja doskonale bawiłam się śledząc jej poczynania. Romans przybrał na sile, co mnie ogromie ucieszyło. Mieszko to mężczyzna chwilami dziwny i pełen tajemnic, ale łatwo go lubić. Autorka pokusiła się o kilka namiętnych scen i muszę powiedzieć, że mnie zaskoczyła, bo chwile uniesień rozpalają policzki i wywołują uśmiech satysfakcji na twarzy. Pięknie napisana książka, z wieloma szczegółami, na pewno autorka musiała włożyć dużo pracować by stworzyć coś tak zachwycającego, bo wierzenia już dawno zapomniane, ponownie odżyły i to za sprawą Pani Katarzyny.

Książka ma niepowtarzalny klimat. Piękne i urokliwe widoki, Świętokrzyski Park i wierzenia, które uświadamiają nam, że dawne legendy zasługują na uwagę. Rusałki, wąpierze, strzygi, południce czy bogowie nieznający litości, zgotują Wam przednią zabawę! "Szeptuchę" czytałam kilka miesięcy temu i już zapomniałam, że była to tak dobra książka, ale ponowne spotkanie z bohaterami szybko uświadomiło mi, ze wile straciłam zwlekając z lekturą, bo to jedna z najlepszych książek, jakie czytałam.


Sławieński romans, w którym nie brakuję krwawych starć, uszczypliwych staruszek, łaknących krwi strzyg i dawnych przesądów! Oryginalna i pełna uroku historia, dla której można starać głowę. Ja uwielbiam Gosie, Mieszka, Szeptuchę, a nawet tych przeklętych bogów i niecierpliwie czekam na 3 tom! 5/6





Dziękuję!

sobota, 11 marca 2017

"Poison City" Paul Crilley - recenzja

Agent Gideon Tau, zwany również London, jest agentem, co najmniej nietuzinkowym. Pilnuję, by traktat był przestrzegany, a istoty nadprzyrodzone nie łamały prawa. Kiedy w mieście zaczyna dochodzić do niewyjaśnionych zabójstw, a jego szefowa ulega „małemu” wypadkowi, London musi wykazać się nie lada sprytem, by rozwikłać tę zagadkę. Wszystko komplikuję się jeszcze bardziej, kiedy okazuję się, że sprawa łączy się z morderstwem jego córki sprzed lat. Czy agent zachowa trzeźwość umysłu, a może podda się żądzy zemsty?

Główny bohater to z pewnością postać zapadająca w pamięci. Doświadczony przez życie, często naginający przepisy i językiem ostrym jak nóż. Bardzo szybko przypadł mi do gustu, tym bardziej, że jego błyskotliwe uwagi i lekko cyniczne podejście do życia, okazały się zaskakującymi atutami. Jego partner, współlokator, przewodnik duchowy i pies w jednej osobie, również zwrócą Wasza uwagę. Jest to stworzenie złośliwe i posiadające nałogi, choć Pies ma swoje momenty i lojalnością potrafi zaskoczyć. Do ciekawszych postaci zalicza się szefowa Gideona, Armitage. Kobieta jest twarda niczym stal i nie daje sobie w kaszę dmuchać, ale jest też "niepełnosprawna duchowo", a to określenie cały czas mnie bawi, szczególnie, że sytuacja, w jakiej znalazła się Armitage najłatwiejsza nie jest, niewiele trzeba szukać jasnych stron życia, czy też innych form bytności.

„Poison City” to typowe Urban Fantasy, w którym akcja toczy się w mieście, a nadprzyrodzony świat obfituję w przestępców, nad którym pieczę musi sprawować jakiś urząd. Co się tyczy świata przedstawionego, to jak najbardziej jestem na tak. Nowe wymiary, bożki, stwory, wampiry, niecodzienne anioły i jeszcze wile innych istnień, których nie potrafię wymienić, bo pewnie nie zdołałam wszystkich zapamiętać, a nawet jestem tego pewna. Owe istoty dążą do zmian. W tym momencie zaczyna się wybijać na powierzchnie jeden, wiodący wątek, który jest ciekawie prowadzony i pełen zwrotów akcji. Bohater często zwraca się bezpośrednio do czytelnika, a taki zabieg osobiście sobie cenie, jednak tym razem mam małe zastrzeżenie. Akcja jest równomierna, lecz główny bohater lubi się rozwodzić na niektórymi kwestiami, często mało znaczącymi, co niestety nie jest zachwycające. Gdyby pominąć niektóre momenty, opisy, zbyt długie rozważania, to książka straciłaby na objętości, ale zyskałaby w ogólnym rozrachunku. Z pewnością czytałoby się lepiej i szybciej.


„Poison City” to lektura idealna dla wszystkich tych, którzy są już znudzeni romansami i szukają książki, w której nie bark ciętych dialogów, ostrych starć, zagadek do rozwiązania oraz intrygujących bohaterów. Idealna dla starszych czytelników, ze względu na wiek postaci, jaki i niewybredny humor. Polecam 4/6  



Dziękuję! 

środa, 8 marca 2017

"Pryncypium" Melissa Darwood - recenzja

A jeśli imię ma znaczenie? To ono nas definiuję i decyduję o tym, czy będziemy żyć, bo może nasz Nomen- imię znudzić się i opuścić ciało, które do tej pory zamieszkiwał. Na szczęście na świecie jest organizacja, która kieruję się prawami Pryncypium i strzeże wiedzy o Nominach. Jednak moją jeszcze inne, ważniejsze zadanie. Potrafią znaleźć nowe lokum, dla znudzonego lub rozdrażnionego Nomina. Wiąże się to z niezwykłą odpowiedzialnością, bo bez względu na wszystko, ktoś zawsze umiera. Aniela jest zdolna i ambitna i dziwnym trafem wpada na Zoltana, pozbawionego jakichkolwiek uczuć aroganta, który całkowicie odmienia jej życie.  Surowe prawa, ból, strata i uczucia, które mogą zabić, sprawiają, że książka jest niebywale wciągająca.

Od pierwszej strony zapałałam sympatią do głównej bohaterki, dlatego że nie jest szarą gąską i nie daję sobie w kaszę dmuchać. Pochodzi ze wsi i przez niektórych jest lekceważona, jednak jej ogromna determinacja zachwyca, co niewątpliwie jest plusem. Co się tyczy Zoltana, to na pewno zirytuję Was niejednokrotnie. Niezdolny do głębszych uczuć, czy też nieszukający ich, gdyż zawsze musi słono zapłacić za wybuchy silnych emocji. Jego postępowanie i wyniosłość ma swoje wytłumaczenie, które tłumaczy jego wybory oraz decyzję. Nie zawsze wszystko jest czarno - białe, dlatego należy doszukiwać się motywów, większego celu lub warto przeanalizować sytuację, które po prostu nie miały innego rozwiązania.

„Pryncypium” najprościej określić mianem romansu paranormalnego, obecne z dodatkiem modnego określenia New Adult i muszę przyznać, że lektura tej powieści była nie tylko przyjemna, ale i zaskakująca.  Kilka zwrotów akcji mocno podnosi wartość historii Anieli i Zoltana, a ich burzliwa relacja jest nieprzewidywalna. Podoba mi się również, że w całej powieści chodzi o coś więcej, gdyż Zoltan oraz jeszcze inni bohaterowie dążą do zmian w organizacji. Wątek władzy o przywództwo oraz intrygi i niebezpieczeństwo są miłym dodatkiem. Akcja jest szybka, jak na romans dzieję się tu naprawdę dużo. Wszechwiedzący narrator pozwala śledzić wydarzenia z większej perspektywy i jest to bardzo dobre rozwianie.


Wątek paranormalny, to jedyny element, do którego mam zastrzeżenia, gdyż przez pewną część książki był niejasny, a kiedy doszło do wyjaśnień i zgłębienia praw rządzących światem i wędrówką Nominów, myliły mi się określenia. Może wynika to z mojej nieuwagi, jednak zabrakło mi czegoś w tym zakresie i nie potrafię wyjaśnić swoich wątpliwości względem Pryncypium.


„Pryncypium” to ciekawa i wciągająca książka, którą polecam fanom romansu paranormalnego. Ciekawe postaci, zawrotna akcja, buchająca namiętność oraz miłość, która rozgrzeje Wasze serducha, zapewnią Wam emocjonującą przygodę.  Polecam 4+/6

Dziękuję!

niedziela, 5 marca 2017

"Sigrid" Johanne Hildebrandt- recenzja

Sigrid jest córką wodza Skilfingów i wie, do czego została stworzona. Bogowie ukazali jej przyszłość, w której urodzi syna. Piękny chłopczyk przytula się do niebieskookiego mężczyzny, obu kocha i zrobi wszystko, by jej syn został królem królów. Czy uda jej się wypełnić przeznaczone jej zadanie w obliczu rychłego ślubu? Ojciec wybrał dla niej małżonka, króla Eryka, gdyż pragnie pojednać zwaśnione rody, a Sigrid kierowana powinnością względem swojego ludy, ulega namową ojca.

Książka całkowicie niebanalna. Spowija ją gęsty mrok, chwilami przytłaczający, ale jakże pochłaniający, bo w tej powieści całkowicie można się zatracić.

Dwie odrębne historie, które splatają się i zmieniają całkowicie bieg wydarzeń, lecz te spotkania nie trwają długo. Z jednej strony mamy Swena, wojownika i jego potyczki, a z drugiej Sigrid, która ma plan do zrealizowania. Oboje stanowią dla siebie zakazany owoc, lecz miłość nie wybiera i choć piękna, może doprowadzić do upadku. Książa pełna zaskakujących bohaterów i większości nie obdarzycie sympatią. Każdy ponosi straty i kieruję się własnymi potrzebami.

Powieść historyczna, bo z takim określeniem się spotkała, może być mylące, a nawet odstraszające. Nie wszyscy lubią takie książki i obawiają się suchych faktów. Owszem, książka jest inspirowana losami Sigrid, żyjącej w IX wieku n.e. Lecz podania o jej życiu są niejasne, ale jedno jest pewne, była to kobieta silna i potężna, a swoją inteligencją potrafiłaby zawstydzić niejednego panującego władcę. Wierzyła w bóstwa i moce, które są stałym i mocnym elementem tej książki. Sigrid jest młoda, lecz odpowiedzialna i dojrzała jak na swój wiek.

Świat przedstawiony jest mroczny i splamiony krwią. Nieustanne walki to nieodzowny element historii Sigrid, co może być przytłaczające. Wikingowie są okrutni. Z pewnością nie jest to piękna i wymuskaną lektura, tak naprawdę całkowicie odbiega od tego obrazu.  Brutalne walki i opisy są obrazowe, a to, co się dzieję po zakończonych starciach, jest jeszcze mroczniejsze. Gwałty, grabieże i żądza władzy stanowiły chleb powszedni dla mieszkańców tamtych ziem. W takim otoczeniu trudno pozostać idealistą, więc bohaterowie nasiąkli tamtymi obyczajami. Gęsta atmosfera jest fascynująca, wręcz odurzająca.


Książkę czyta się dość szybko, jednak język nie jest najłatwiejszy. Trudne imiona, nazwy wiosek czy choćby inne, dawno wyparte z użytku słowa, mogą stanowić małą trudność. Dołączony słowniczek jest sporym ułatwieniem, a po kilkudziesięciu stronach nie stwarza to już takiego utrudnienia jak na początku. Książa z pewnością nie dla młodych czytelników. Polecam ją w szczególności starszej młodzieży i dorosłym, gdyż jest brutalna i dużo w niej chędożenia, które nie jest ani piękne, ani romantyczne.


„Sigrid” to kawał dobrej książki. Zachwyca złożonością, okrucieństwem i miłością, która nie miała prawa zaistnieć, a jednak wybuchła spektakularnie i zmieniła ówczesny obraz świata. Sigrid jest tak absorbującą i zaskakującą postacią, że nie przyćmi jej najbarwniejszy bohater. Jej wytrwałość oraz poświęcenie zdumiewa i to jej postać sprawia, że ta lektura jest tak wyjątkowa. Jeśli lubujecie się w powieściach mrocznych, czasami nawet szokujących swoją bezpośredniością, gdzie intrygi i polityka odgrywa istotną rolę, a do tego okraszonych odpowiednią dawką zapomnianych mocy, to lektura „Sigrid” może okazać się doskonałym wyborem. Poleca 5/6 !

Dziękuję!

czwartek, 2 marca 2017

"Reap" Tillie Cole - recenzja


Nie pamięta, czym jest wolności. Od dwudziestu lat był przetrzymywany w niewoli. Faszerowany nowym narkotykiem, był posłuszny swojemu Panu, gangsterowi, który zniszczył mu życie. 221 potrafi tylko zabijać, lecz to się zmienia, kiedy Lucka uwalnia z go z koszmaru i oferuję nowe życie. Wystraszony, zdesperowany i zły, potrafi odnaleźć spokój tylko przy Talii Tolstoi, jednak czy namiętność, która ich połączyła przetrwa? Pisana jest im nienawiść, lecz serca pragną miłości, czy pójdą ścieżką rozumy, czy jednak uczuć?

Książki Pani Tillie Cole darzę wielkim sentymentem, ponieważ erotyki czytam sporadycznie, a seria Poranione Dusze zaoferowała mi coś, czego do tej pory nie znalazłam w tym gatunku. Największą zaletą powieści jest oryginalność i brak wymuskanych bogaczy, nieśmiałych dziewuszek i ładnych słówek.

Świat, jaki stworzyła autorka jest mroczny, brutalny i piekielnie niebezpieczny. Rosyjska mafia walczy z Gruzinami, co niesie ze sobą śmierć i morze krwi. Takie otocznie jest dobrym podłożem dla wydarzeń i w właśnie to mnie zafascynowało, bo taki obraz całkowicie odbiega do schematów. Przyznaję, że to był główny czynnik, dla którego zdecydowałam się na tę powieść, lecz autorka w mojej ocenie, zbyt pobieżnie podeszła do tematu. W szczególności zwróciłam uwagę na ilość zabójstw i trupów, bo z niektórych opisów wynika, iż Nowy York powinien wyglądać jak cmentarzysko zawalone zwłokami, a przechodnie musieliby uważać, by jakiegoś denata nie rozdeptać. To, czym zajmują się bohaterowie również nie zostało sprecyzowane, skupiamy się tylko na walkach, ale wątpię, by mafia zajmowała się tylko tym. To, co z jednej strony mnie oczarowało, z drugiej nie spełniło moich oczekiwań.


Bohaterowie z pewnością należą do intensywnych postaci. Talia jest twardą kobietą, choć pragnie odrobiny spokoju i wytchnienia od rodzinnego interesu. Jest piękna, wyrozumiała i co najważniejsze, waleczna. Szybko zapałałam sympatią do tej kobiety i z przyjemnością śledziłam jej losy. 221 jest mężczyzną niezwykle skrzywdzonym i zagubionym, dlatego przygotujcie się na mocne wrażenia i emocje, które potrafią namieszać w głowie, szczególnie, że bohater mocno oddziałuję na czytelnika. Lubię pierwszoosobową narrację, szczególnie w romansach, a podzielnie jej między dwójkę głównych bohaterów, jest doskonałym rozwiązaniem. Raze, znany z poprzedniego tomu, również kilkakrotnie dochodzi do głosu, a pokazanie jego dalszej wędrówki ku ocaleniu, było doskonałym dopełnieniem.

Duża czcionka, prosty język oraz akcja naładowana walką, sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko. Ponieważ mafijny świat jest brutalny, to i bohaterowie nie należ do najmilszych. Bardzo dużo przekleństw, przemocy i jak już prędzej pisałam, śmierci. Ciągła żądza zabijania również wydaję się wątpliwa. Owszem, mężczyźni doświadczyli niewyobrażalnej i niemal nieodwracalnej krzywdy, jednak i owa żądza śmierci zakrawa już na szaleństwo. Tym wojownikom przydałby się cały sztab psychologów i dożywotnia terapia, a nie dalsza egzystencja w przestępczym świecie. Być może z tego powodu, tak bardzo rzuca się w oczy miłość, delikatność i nieśmiałość między Talią, a Zaalem i choć seksu nie ma tak dużo jak się spodziewałam, to jest on czuły i całkowicie potrafi oczarować czytelnia. Sama historia tej dwójki, chwyta za serce i szczerze im kibicowałam, bo szczęści  im się należało. Troszkę narzekam, jednak ta historia nadal jest moją ulubioną, jeśli chodzi o erotyki, a serię będę kontynuowała z wielka przyjemnością.


„Reap” to historia naznaczona bólem, przemocą i śmiercią, jednak nie bark jej pasji i rozpalającej zmysły namiętności. Polecam 4+/6









Dziękuję !