wtorek, 20 lutego 2018

"Zieleń szmaragdu" Kerstin Gier - recenzja

Gwendolyn jest ostatnią podróżniczką w czasie i spoczywa na niej wielka odpowiedzialność. Pomimo swojej roli pozostaje nieświadoma prawdziwych celów Legendarnej Loży i musi sama odkryć prawdę. Po szokujących wydarzeniach z ostatniego tomu, Gweny jest silniejsza i bardziej stanowcza, co niewątpliwie jest pomocne. Nadeszła chwila ostatecznej rozgrywki i ujawnienia wszystkich sekretów mrocznego hrabiego de Saint Germain.

Wątek podróży w czasie był już wielokrotnie wykorzystywany w literaturze i z pewnością w przyszłości jeszcze się pojawi. Zawiłości czasu i liczne przeskoki, niekoniecznie w odpowiedniej kolejności, potrafią przyprawić o zawrót głowy, lecz autorka dzięki temu całkowicie zyskała uwagę czytelnika. Liczne intrygi nie są wcale tak jasne jakby się mogło wydawać, a bohaterowie krok po kroku odkrywają prawdę.   

Fabuła jest prosta. Gwen i Gideon są dwójką głównych bohaterów i mamy do czynienia również z wątkiem miłosnym. Pomimo swojej prostoty jest to jedna z moich ulubionych serii. Bohaterowie są sympatyczni, a Gwendolyn świetnie spisuję się w roli narratora. Chwilami jest sarkastyczna i to w niej uwielbiam, a jej emocjonalne wybuchy również działają na korzyść. Gideon w poprzedniej części strasznie stracił w moich oczach i dopiero w tej książce zaczyna zachowywać się odpowiednio. Przyjaciółka Gwen jest taką osobą, która swoją szczerością potrafi oczarować każdego. Bardzo ją polubiłam i tak sympatycznej postaci, autorka powinna poświęcić więcej uwagi. Moim bezwzględnym faworytem, jeśli chodzi o bohaterów, jest pewien uroczy gargulec lubujący się w literaturze kobiecej.


„Zieleń szmaragdu” to bez wątpienia najlepszy tom serii, ponieważ akcja pędzi od pierwszej strony. Gweny jest zdeterminowana i żądna wiedzy. Liczne przeskoki w czasie są ciekawe i wzbudzają kolejne pytania. Nieustannie się coś dzieję i nie ma miejsca na nudę. Bohaterowie odwiedzają przeszłość, a klimat dawno minionej epoki jest urzekający. Książkę czyta się z prawdziwą przyjemności.


Trylogia Czasu to jedna z najlepszych serii dla młodzieży. Świetnie wykreowane postaci i porywająca akcja, zapewniają wspaniałą przygodę, a niezwykły klimat i nuta niebezpieczeństwa są doskonałym dopełnieniem! Miłość? Też jest i ten wątek z pewnością wywoła burze emocji. Polecam 7/10! 

Dziękuję! 

poniedziałek, 19 lutego 2018

"Present Perfect" Alison G. Bailey - recenzja

Amanda kochała Noaha dosłownie od chwili narodzin. Połączyła ich przyjaźń i wieloletnie przygody. Ta więź to najlepsza rzecz, która mogła im się przytrafić. Czy warto zaryzykować tak głębokie uczucie dla spełniania głęboko ukrytych poranień? Amanda nie jest w stanie zaryzykować, tym bardziej że nie czuje się idealna dla Noaha. Morze emocji, spektakularne wzloty i upadki! Mocne i zaskakujące zwroty akcji.  Choć początek tego nie sugeruję, to książka potrafi zaskoczyć!

Fabuła nieco przewidywalna, bo mamy dwójkę przyjaciół, którzy w pewnym momencie zaczynają dostrzegać swoją cielesność i pragnienia biorą górę. Hormony szleją i przyćmiewają zdrowy rozsądek, co wielokrotnie kończy się kłótnią.   I w tym momencie dochodzimy do momentu, w którym rozwiązanie tego problemu nasuwa się samo, jednak nasza bohaterka jest ślepa i nie dostrzega prawidłowego wyboru, którego powinna dokonać już dawno temu!

 Ojjj….Dawno nie spotkałam tak irytującej bohaterki jak Amanda! Wątpi w siebie i zawsze znajdzie wytłumaczenie, by nie być z Noahem, a nie jest z nim, bo… NIE! Nie rozumiem jej złości i odmowy. Zapiera się, że chce by łączyła ich tylko przyjaźń, jednak zazdrość budzi w niej emocje, o których dotąd nie miała pojęcia. Natomiast Noah, to facet, którego można pokochać od pierwszego spotkania i choć nie popieram jego postępowania, to całkowicie go rozumiem. Ciężko przyjmować odmowy i nieustannie czekać. Facet chciał ruszyć do przodu, dlatego mimo wielu jego przygód, jestem fanką tego bohatera.

Narracja bardzo mi się podoba. Amanda, znana również jako Tweet, opowiada czytelnikowi losy swoje i jej najlepszego przyjaciela od najmłodszych lat.  Dzięki temu mamy możliwość poznać tę dwójkę bliżej, a ich wcześniejsze doświadczenia nabierają znaczenia. Akcja jest szybka, bo Amanda skupia się tylko na tych najbardziej znaczących momentach, co bez wątpienia wpływa na odbiór całej powieści. Autorka ma bardzo przyjemny styl. Dialogi są wartkie, a opisy nie są zbyt obszerne. Dodatkowo wielki plus za emocje, które buzują w czytelniku podczas czytania powieści.


„Present Perfect” to powieść, która mocno mnie zaskoczyła! Fabuła przewidywalna i już kilka razy spotkałam się z takim pomysłem, bo wątków z przyjaźnią od dziecka było naprawdę sporo. Nie mogłam spokojnie przeczytać tej powieści i wielokrotnie wertowałam strony, bo trudno było wytrzymać napięcie. Kiedy myślałam, że nic już mnie nie zaskoczy, to wielkie BUM mnie zmiażdżyło. Szok całkowity i nawet na moment nie pozwolił oderwać się od lektury. Jak zahipnotyzowany śledziłam dalsze losy Amandy.  Zrobiło się poważnie i powieść nabrała mocniejszego wydźwięku. Poważny temat, a i uczucia zrobiły się czystsze. Historia niepozorna przerodziła się w coś naprawdę pięknego i wartego przeczytania!

Zaskakujący mix fabularny sprawił, że zakochałam się w Amandzie i Noahu. Śmiałam się i płakałam jednocześnie, a to połączenie i natłok emocji podczas czytania uwielbiam. Jak najbardziej polecam i czekam na więcej książek autorki!

8/10

Dziękuję! 

PATRONAT MEDIALNY



sobota, 17 lutego 2018

"Słowo i miecz" Amy Harmon - recenzja

Amy Harmon nie jest mi obcą autorką, bo jakiś czas temu, namiętnie zaczytywałam się w przepięknej książce, jaką okazało się „Prawo Mojżesza”. Jestem zagorzałą miłośniczką  fantastyki i na myśl o nowej książce tej autorki, byłam przeszczęśliwa! Czy moje oczekiwania zostały spełnione?

Mała lady Lark jest wiecznie kontrolowana, oschły ojciec wiedziony obawą o własną przyszłość, strzeże swej córki za wszelką cenę. Lark odziedziczyła po matce DAR, lecz każdy z darem jest zabijany, bo takie jest prawo Jeru. Kiedy dziewczyna zostaje porwana przez młodego króla, nie tylko jej przyszłość ulega zmianie, bo losy całego Jeru spoczywają w jej rękach, a żądne krwi Volgary pustoszą rodzime ziemie!

„Słowo i Miecz” to książka, w której słowo odgrywa ważną rolę, bo ma w sobie moc. Lark potrafi kierować słowami i to dzięki nim narzuca wole zwierzętom i nie tylko im. Potężna i delikatna dziewczyna nabiera siły i pewności siebie na oczach czytelnika. Jej moc została spętana i teraz nie może mówić, co pokazuję również problem i dyskryminację ludzi niemych. Niby fantastyka, a jednak autorka poruszyła wiele ważnych kwestii. Drugim bardzo ważnym bohaterem jest sam Król, czyli młody Tiras. Zazwyczaj mnie irytował swoją władczością, ale nie można odmówić mu uroku osobistego. Jest lojalny i dba o poddanych. Obowiązkowy, lecz sprawiedliwy.

Zabrakło mi większej ilości bohaterów, bo prawie cały czas skupiamy się na tej dwójce, co również wpływa na przewidywalne zakończenie, lecz kompletnie mi to nie przeszkadzało. W powieści spotkałam przecudowną postać, czyli trolla i wiernego przyjaciela Lark! Boojohni jest tajemniczy i tak sympatyczny, że nie sposób go nie lubić. Szkoda, że było go tak mało, bo ja go uwielbiam i z chęcią poznałabym go lepiej.


Akcja toczy się na przestrzeni kilku miesięcy i jest to czas wypełniony walkami z Volgarami, problemami w królestwie i chwiejnymi uczuciami. Emocje oraz więź która tworzy się między bohaterami jest piękna. Autorka skupiła się na uczuciach między Lark i Tirasem, pokazując, że ich relacja wymaga pracy i zaufania. 

Świat przedstawiony najłatwiej porównać do średniowiecza, z tą różnicą,  że tu jest dużo magicznych akcentów. Taka mieszanka nie należy do najbardziej oryginalnych, ale ja lubię takie klimaty i już po kilkudziesięciu stronach, trudno było mi się oderwać od lektury!


Amy Harmon w tym wydaniu podoba mi się jeszcze bardziej i tak się zastanawiam, czy aby na pewno to Lark miała władze nad słowami, bo coś mi się wydaje, że autorka sztukę władania nimi opanowała już dawno temu, co jest doskonale widoczne w tej powieści. Książkę mogę polecić zarówno młodzieży, jak i starszym miłośnikom fantastyki. Niecierpliwie czekam na kolejny tom! 8/10!

Dziękuję! 

piątek, 16 lutego 2018

"Magia Uderza" Ilona Andrews - recenzja

„Magia uderza” to już trzeci tom niesamowitej serii, która skradła moje serce lata temu i ta miłość nie przemija, a wręcz przeciwnie! Ponowna lektura utwierdziła mnie w przekonaniu, że w tym gatunku nie znajdziecie lepszej pozycji!

Kate Daniels pracuje dla Zakonu, lecz jak to często bywa w jej przypadku, pakuje się w kłopoty, które mogą zagrozić losom całej Gromady. W mieści odbywa się nielegalny turniej - Północne Rozgrywki. Kiedy Derek zostaje skatowany niemal na śmierć, Kate rzuca się do walki, by ocalić przyjaciela i zabić oprawców!

Jeśli jeszcze nie mieliście przyjemności przeczytania tej serii, to zapewniam, że jest ona wyjątkowa. Książki z gatunku Urban Fantasy mają pewne cechy wspólne i tutaj też można je znaleźć. W powieści spotkacie wampiry,  magów, zmiennokształtnych i jeszcze wiele innych istot! Ale autorzy wszystko podrasowali i seria wypada bardzo świeżo. Świat przedstawiony nie należy do napawających optymizmem, jednak fascynuję i jest ciekawy. Magia walczy z technikom i tylko jedna z nich może panować na ziemi w tej samej chwili. Kiedy nad światem panuję magia, istoty obdarzone jakąkolwiek mocą są zdolne do wielkich rzeczy, a kiedy ustępuję, świat wydaję się nieco spokojniejszy.

Kate to twarda babka i lubi dominować. Nie podporządkowuję się nawet Władcy Bestii- Curranowi! Kobieta silna, lojalna, jednak i ona popełnia błędy, za które musi słono płacić. Uwielbiam ją! To moja ulubiona postać kobieca! Podoba mi się jej charakter- ognisty i pełen pasji. Curran natomiast potrafi być irytujący, jednak i tak go kocham.  Jak zawsze uważam, że było go za mało i już za nim tęsknie. W tym tomie poznajemy lepiej Kate, jej przeszłość zostaje ujawniona, na co czekałam, bo byłam ciekawa szczegółów z jej młodości. Saimon również pokazał się w nowym świetle, a Derek zaskoczył mnie ogromnie, jestem jego wielką fanką i każda scena z tym facetem jest dla mnie cenna! 

Każdy z tomów jest inny i wątek przewodni dotyczy innej sprawy. Autorzy stworzyli świat, który daje im szerokie pole do popisu i tym razem skupili się na hinduskich legendach. Jest też krwawo i z dużą ilością starć. Brakowało mi nieco większego poszanowania życia i ilość latających części ciał! Niemniej jednak książkę czyta się bardzo przyjemnie. Jest to gorący romans, w małym stopniu. Przygodówka i kryminał w większym, ale przede wszystkim jest to powieść zdominowana przez magie! Polecam wszystkim fanom gatunku!


„Magia uderza” zadowoli najbardziej wymagającego fana Urban Fantasy! Mroczna, namiętna, krwawa i szalenie wciągająca! Daj się opanować magii i niech ona wyzwoli w tobie głęboko skrywane pragnienia! Polecam 8/10

Patronat ! 

czwartek, 15 lutego 2018

"Cinder i Ella" Kelly Oram - recenzja

Ella uległa tragicznemu wypadkowi, w którym straciła matkę. Osamotniona i z bliznami na całym ciele, musi nauczyć się żyć w nowym miejscy. Od lat niewidziany ojciec jest dla niej zagadką, jednak jego nowa rodzina nie ułatwia życia Elli. Wredne siostry i okrutni rówieśnicy, wystawiają na próbę zdrowie psychiczne dziewczyn i tylko Cinder, jej wirtualny przyjaciel, może odwrócić jej uwagę i dać nieco szczęścia! Kopciuszek w nowym wydaniu? I to jeszcze jakim!!! 

Okłada nie należy do moich ulubionych, choć oryginalna jeszcze mniej mi się podoba. Rzadko zwracam uwagę na takie rzeczy, lecz czasami po przeczytaniu danej powieści dostrzegam jakieś nieścisłości. W tym przypadku grafik idealnie oddał ducha tej książki, bo czerwony dywan doskonale pasuje, lecz jak dla mnie okładka jest mdła i sztywna, a ta historia jest przepełniona emocjami i szkoda, że tak bezosobowa grafika przyćmiła tytuł i piękną opowieść.

Ella jest wspaniałą bohaterką. Chwilami płaczliwa, ale w jej przypadku jest to w pełni zrozumiałe. Uwielbiam jej emocjonalność i prostolinijność. Autorka wykreowała bohaterkę, którą pokochają wszystkie czytelniczki. Maniaczka książkowa i blogerka, co już na samym początku rozbudziło moją sympatię, jednak Ella również musi radzić sobie z innymi problemami. Wypadek nieodwracalnie zmienił jej ciało i to do tego stopnia, że rówieśnicy dokuczają jej z tego powodu Tak jawny ostracyzm potrafi być zabójczy i wpływa na niską samoocenę. Sytuację Elli można długo analizować, bo zachowanie jej rówieśników jest po prostu złe i okrutne. Problem bez wątpienia warty poruszenia. Ella nie dosyć, że cierpi w szkole, to po powrocie do domu nie jest jej łatwiej. Tu pojawia się wątek złej macochy i okrutnych sióstr. Autorka wiernie nie trzyma się wersji oryginalnego Kopciuszka, co bardzo mnie ucieszyło, tym bardziej że siostry, macocha i ojciec to kolejny burzliwy temat.

Cinder jest bardziej tajemniczy i nieco rozpieszczony, ale też nie należy do zwykłych nastolatków. Przyznaję, że kilka razy przewracałam oczami, bo jego pewność siebie przekracza przeciętne granice. Mimo wszystko uwielbiam go!

Akcja jest zawrotna i te niespełna 350 stron jest przepełnionych emocjami. Ella zmaga się z życiem codziennym, ze szkołą i nową rodziną. Od pierwszej strony nie mogłam się oderwać. Nieustannie coś się działo, a przygody Elli wyciskały łzy. Przyznaję, że Ojciec Elli wzbudzał we mnie dużo uczuć i chyba nigdy tak do końca go nie zrozumiem, a wybuchy Elli i jej często ostre słowa były uzasadnione. Wręcz miałam ochotę zaklaskać i pogratulować dziewczynie odwagi, bo sama chciałam  na niego nawrzeszczeć. Jest to pierwsza część, która kończy się w zadowalający sposób i obawiam się kontynuacji i tego, że autorka namiesza, ale i tak nie mogę doczekać się drugiego tomu!


„Cinder i Ella” to wspaniała powieść i przyznaję, że jestem mocno zszokowana! Czegoś takiego się nie spodziewałam. Ta historia przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Płakałam, śmiałam się i choć może jest troszkę przesłodzona, to właśnie tego było mi trzeba! Tej nadziei, miłości i spektakularnej walki z własnymi słabościami, a wszystko to w blasku fleszów.  Dałabym tej powieści mocne siedem, ale zbyt dobrze się bawiłam, by zwracać uwagę na jakieś niedociągnięcia, więc jak dla mnie Cinder i Ella zasłużyli na dziesiątkę! Jedno z największych zaskoczeń ostatnich miesięcy.

Polecam! 
Dziękuję! 

środa, 14 lutego 2018

"Royal. Królestwo ze szkła" Valentina Fast - recenzja

Katastrofa atomowa całkowicie niszczyła ziemię, a nieliczni ocalali dokończyli dzieło zniszczenia. Królestwo Viterry, które znajduje się pod szklaną kopułą, a wielkością można je przyrównać do Kandy, jest ostatnim miejscem na ziemi, gdzie można wieść spokojne życie! Co dwadzieścia lat, młode dziewczęta startują w reality show, by zostać narzeczoną księcia. Tatiana miała inne plany na przyszłość, jednak by jest spełnić, najpierw musi wziąć udział w wyborach. Czy wybory i poznanie czterech przystojniaków, nie zmieni jej planów?

„Royal” jest książką, o której nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Opis mówi wszystko o tej książce. Główna bohaterka to całkiem sympatyczna dziewczyna. Nie zależy jej na koronie i wizerunku, dopiero program i wybory pokazują, że być może za szybko zrezygnowała z korony. Są oczywiście jeszcze inne kandydatki i jak można się domyślić, większość jest zazdrosna i niemiła dla Tatiany. Wybory nie należą do najłatwiejszych, bo mamy jeszcze czterech młodzieńców i tylko jeden z nich jest księciem. Który? Tego muszą dowiedzieć się kandydatki. Ja mam swojego ulubieńca i wcale nie musi być księciem, po prostu podoba mi się jego gburowatość.

Cała fabuła kręci się wokół wyborów i telewizyjnego show. Jeśli ktoś nie lubi takich klimatów, to ta książka mu się zwyczajnie nie spodoba. Seria polecana fankom Rywalek, ja z tą serią nie szaleje. Przeczytałam i była to fajna przygoda, jednak niepowalająca. Royal może nie jest tak dobra jak Rywalki, ale czyta się ją równie lekko i przyjemnie. Chwilami irytowały minie ciągłe przeprosiny Philipa, wielokrotnie myślałam, że już tego więcej nie wytrzymam, ale na jego obronę muszę powiedzieć, że w tych chaotycznym i często niezrozumiałym postępowaniu był pewien urok, w końcu bohaterowie są jeszcze młodzi.



„Royal. Królestwo ze szkła” nie zaskakuje oryginalnością i to niestety mocno mnie uwierało. Czekałam na jakiś wielki zwrot akcji, ale się nie pojawił. Seria będzie miała kilka tomów, więc jeszcze nic straconego, tym bardziej, że cykl ma potencjał i być może moje przypuszczenia się spełnią, na co mocno liczę i głównie z tego powodu sięgnę po kontynuację. Nie dla pięknych sukien, miłości i intryg, a dla polityki i informacji odnośnie świata, bo choć na razie te wątki nie są istotne, to bardzo bym chciała aby nabrały znaczenia. Jeśli nie, to jestem chyba za stara na takie zwyczajne telewizyjne show z nutą miłości. Serie polecam młodszym czytelniczkom! 5/10. 

Dziękuję! 

piątek, 2 lutego 2018

"Zakon Krańca Świata: Tom 2" Maja Lidia Kossakowska - recenzja

Życie Berga nie jest łatwe, a po ostatnich wydarzeniach, to już prawdziwy chaos! Nie ma już nic do stracenia, więc wyrusza w drogę do Wyroczni i Drzewa, a będzie to podróż wybuchowa i zaskakująca, bo liczne potwory, które spotka, nie pozwolą mu na chwile wytchnienia. Czy Berg znajdzie lekarstwo dla Miriam i żonę? Wiele sekretów i zjawiskowych starć! Z Bergiem nie można się nudzić.

Jestem zachwycona pomysłem, jaki autorka miała na tę książę. Koniec świata bezpowrotnie odmienił oblicze ziemi, a technologia niemal doszczętnie wyginęła. I po to właśnie są Grabieżcy, którzy odwiedzają inne wymiary, by pozyskiwać cenne zdobycze, bo są one pożądane i bardzo wartościowe. Posiadanie zdolności i umiejętności bycia Grabieżcą nie jest wcale takie piękne, bo podróże mogą przyprawić o niezły odlot, a by go uniknąć muszą łykać cudowne tableteczki, czyli uzależniające narkotyki. Berg stąpa po niepewnym gruncie i musi bardzo uważać, by się nie zatracić.

„Zakon Krańca Świata” wchłonął mnie w swój niegościnny świat, który w całości osnuty jest mrocznym klimatem! Jak dla mnie, wizja świata wykreowanego przez Maje Lidie Kossakowską jest oryginalna, jednak autorka czerpię niektóre motywy z innych źródeł, co kilkakrotnie jest zauważalne.


Lars Bergenson jest twardym i niezależnym mężczyzną. Momentami potrafi doprowadzić do szału, a poziom irytacji sięgał zenitu! Czy to źle? Oczywiście, że nie. Lepiej być szorstkim w obyciu niż zakłamanym wazeliniarzem.  Podoba mi się, że jest lojalny i dotrzymuje słowa. Potężny i skłonny przekraczać granice, jednak ma swój honor i pomimo swoich wad, naprawdę łatwo polubić Berga.

W tym tomie dzieję się bardzo dużo. Z pozoru mamy tylko podróż Berga, a jego motywy i cele ujawniają się dopiero pod koniec powieści, niemniej jednak złożoność świata, przedziwni bohaterowie, choroba Miriam oraz wątek z żoną Berga w całości absorbują uwagę czytelnika. Autorka ma ciekawy styl, czasami zagłębia się w przydługie opisy, co nie zawsze mi się podobało, ale pisze też dosadne i dialogom nie brak ognia. Berg mówi prosto z mostu i kilka razy uśmiałam się do łez. Początkowo książka wydał mi się nieco chaotyczna, a ten tom wcale nie rozwiewa wszystkich moich wątpliwości, lecz częściowo wyjaśnia niektóre kwestie. Nowe wydanie jest piękne. Okładka robi wrażenie. Uwielbiam ilustrację w książkach, a w tej można znaleźć kilka, co bez wątpienia jest wielkim plusem.


„Zakon Krańca Świata” to oryginalna powieść dla zagorzałych fanów fantastyki. Pełnokrwisty bohater nie pozwala się nudzić, a mroczna wizja świata roztacza nad całą powieścią niezwykły klimat. Berg zabierze Was w szaloną podróż, podczas której można utracić zdrowy rozsądek! 7/10