wtorek, 17 lipca 2018

"Zniewolony książę" C.S. Pacat - recenzja


Akielos przeżywa trudne chwilę! Król umiera, a prawowity następca zostaje wtrącony do lochu. Ten zamach stanu całkowicie odmienia życie Damena. Mężczyzna zostaje ofiarowany wrogiemu państwu, by tam służył, jako niewolnik. Vere okazuje się rozpustnym i okrutnym miejscem. Dominacja, intrygi dworskie i homoseksualizm w nietypowym wydaniu! Wow! Największe zaskoczenie tego roku!  

Miałam całkowicie mylne wyobrażenie o tej książce, bo spodziewałam się romansu paranormalnego. Już pierwsze strony uświadomiły mi, jak bardzo się myliłam, jednak w żadnym razie, odkrycie to nie było rozczarowujące. Fabuła osadzona jest w świecie przypominające średniowiecze, w którym niedopuszczalna jest ciąża pozamałżeńska.   By uniknąć tak haniebnego czynu, kobiety sypiają z kobietami, a mężczyźni z mężczyznami. Bogacze posiadają niewolników, by oni zaspokajali ich żądze. W książce można znaleźć sceny gwałtów, lub postaci o skłonnościach pedofilskich. Zaznaczę, że autorka w żadnym razie nie pochwala takiego zachowania, a główny bohater jasno daję do zrozumienia, że jest to złe. Książka z pewnością nie jest dla wszystkich. Jedni ją pokochają, a inni zmieszają z błotem. Czytelnicy mniej tolerancyjni mogą być zniesmaczeni. Ja podeszłam do tematu z luzem, swobodą i co tu dużo mówić, to jest fikcja, a książka raczej nie szerzy wielkich ideałów. I w tej historii pełnej gejów, zakochałam się bez pamięci! 

„Zniewolony książę” to nie tylko seks, choć początkowo ten temat nieustannie się przewija, lecz samych zbliżeń praktycznie nie ma. Damen zostaje niewolnikiem Laurenta, prawowitego następcy tronu Vere. Na razie to jego wuj sprawuję władzę. Między nimi czuć niechęć i rywalizację, jednak każdy z nich musi grać swoją rolę i zyskać jak najwięcej popleczników. Laurent to prawdziwa zagadka. Jest okrutny i bezwzględny. Damen jest głównym bohaterem i to jego  losy opowiada wszechwiedzący narrator. Oboje się nienawidzą, a mimo to, w dziwny sposób zawierają chwiejne porozumienie.

Autorka ma przyjemny styl. Stworzyła świat pełen intryg i walki o władzę, lecz nie skupia się nieustannie na polityce obu państw. Nie uważam tego, jako minus i niedopracowanie świata przedstawionego. Jest to tylko tło, dla historii Damena i dzięki temu, czytało mi się tę książkę z prawdziwą przyjemnością!

„Zniewolony książę” to porywająca lektura, która potrafi wywołać skrajne emocje. Charyzmatyczni i nieprzewidywalni bohaterowie potrafią zaskoczyć. Akcja pędzi do przodu. Niekonwencjonalny wątek miłosny, który jeszcze nie wykiełkował! A na deser liczne intrygi dworskie. Uwielbiam tę książkę i już nie mogę doczekać się kontynuacji! Polecam 8/10.

niedziela, 15 lipca 2018

"Odrobina brokatu" Shari L. Tapscott - recenzja


Lauren niebawem kończy szkołę i przede wszystkim skupia się na nauce i swoim blogu DIY. Kocha nagrywać filmy i ozdabiać przeróżne rzeczy, lecz kiedy przyjaciel jej brata zjawia się w mieście i zajmuję domek gościny, który był jej pracownią, wszystko się zmienia. Harrison nie jest już urwisem z dzieciństwa i choć nadal lubi psocić Lauren, to teraz jest przystojnym młodym architektem. Harrison potrafi wyprowadzić Lauren z równowagi, a kiedy tak się dzieje, wszystko zaczyna błyszczeć. Czy uda im się znaleźć kompromis?

Książka może nie jest wielce oryginalna, ale ma w sobie urok, któremu ja nie byłam w stanie się oprzeć! Takie lekkie i nieco przewidywalne powieści też są potrzebne i potrafią rozbawić każdą romantyczkę.

Bohaterowie są cudowni. Dawno nie spotkałam tak sympatycznej głównej bohaterki. Od pierwszej strony ją polubiłam. Jej uczucia są naturalne, zachowuje się przyzwoicie i ma pasję, która zachwyca. Autorka stworzyła powieść prostą, bez zbędnych sensacji i dramatów. ”Odrobina brokatu” to  powieść o przeciętnej nastolatce, która martwi się balem maturalnym i swoim blogiem, nie jest nad wyraz dojrzała i poważna. Mimo wszystko zachowuje się rozsądnie i naprawdę łatwo ją polubić. Harrison jest taki piękny i słodki, że tylko można do niego wzdychać. Ale nic na to nie poradzę, bo on z całą pewnością jest gorący! Pojawiają się również inni bohaterowie, którzy zasługują na uwagę i już skaczę z radości, bo kolejny tom będzie o Riley!

Autorka piszę lekko, co uwielbiam w młodzieżówkach. Książkę pochłonęłam w kilka godzin i te nieliczne przerwy, było dla mnie prawdziwa torturą. Dialogi są ogniste, a akcja zawrotna. Całość rozgrywa się na przestrzeni kilku miesięcy, co jest świetnym pomysłem.


„Odrobina brokatu” mnie nie zaskoczyła, ale lektura tej książki była dla mnie niezwykła przygodą! Nic złego nie mogę powiedzieć o tej powieści, bo od pierwszej do ostatniej strony bardzo mi się podobała.

„I żyli długo i szczęśliwie” jednak jest możliwe, a ja delektowałam się każdym momentem przeżywanym przez bohaterów. Cudownie słodka lektura, która jest idealna na każdą porę roku. Wiosna tętni życiem, tak jak ta powieść. Latem szukamy lekkiej lektury, a ta z pewnością taka jest. Jesienią brakuje blasku, więc „Odrobina brokatu” idealnie sprawdzi się w pochmurne dni, a zimowe wieczory rozjaśni przygoda Lauren. Dawno tak dobrze się nie bawiłam i choć chwilami troszkę zęby bolą od tej słodyczy, to tego właśnie potrzebowałam. Polecam 7/10!

Dziękuję!


wtorek, 10 lipca 2018

"Mroczny duet" Victoria Schwab - recenzja


Szokujące wydarzenia z pierwszego tomu, zmieniły dotychczasowe życie bohaterów. Kate opuściła Prawdziwość i znalazła nowy dom, jednak dziwny i nieznany potwor zmusza ją do powrotu. Minęło pół roku i Kate nie wie, czego może się spodziewać, lecz nie sądziła, że August tak bardzo się zmieni. Sunaj przyjął rolę przywódcy i teraz niesie na barkach wielki ciężar. Oboje mają ten sam cel, lecz potwory przejęły większość miasta. Czy uda im się wygrać tę wojnę?

Pierwszy tom połknęłam na raz i niecierpliwie wyczekiwałam tej części. Oczekiwania wysokie, lecz po skończonej lekturze, czuje mały niedosyt.

Seria Świat Verity to dylogia i po finałowym tomie spodziewałam się czegoś więcej. Lubię styl Victorii Schwab. Skupia się na konkretach i nie roztrząsa mało istotnych spraw. Przez jej książki dosłownie się płynie! Autorka stworzyła świat, w którym każdy zły czyn przyczynia się do powstania potwora, a dusza jest bezpowrotnie splamiona. Sunaje pochłaniają takie dusze i postrzegają świat, jako czarny lub biały. Jednak z czasem nawet oni zauważają, że nie wszystko jest takie proste.

Tym razem zacznę od minusów. Początek jest obiecujący. Kate odnalazła się w Dobrobycie, do którego powoli przenikają potwory. Dziewczyna ma przyjaciół i cel w życiu, lecz okoliczności zmusiły ją do powrotu do domu. Świetny wstęp, a bohaterowie to wielki i niestety niewykorzystany potencjał! Ludzie naprawdę w porządku, lecz gdzieś tam zaginęli i po prostu koniec. Tak cudowne postaci zniknęły w tłumie i ubolewam nad niemożnością ich poznania!

Pojawienie się nowego potwora jest aż nazbyt wygodnym rozwiązaniem, a jego powstanie nie zostaje ujawnione. Wiele tajemnic i to bez odpowiedzi. Autorka skupia się na Auguście i Kate, to oni są najważniejsi i im czytelnik kibicuję! Miałam swoje wyobrażenia odnośnie przyszłości bohaterów, lecz się nie spełniły. Męskie grono ucieszy się, że wątku miłosnego brak. Inni bohaterowie również zasługują na uwagę i z chęcią poznałabym ich lepiej. Niestety i w tym przypadku autorka porzuciła te wątki. 


Książka może nie jest idealna, ale z całą pewnością wciąga. Oryginalna fabuła, zachwycający rozwój wypadków. Kate mnie nie zaskoczyła i chyba bardziej ją lubię niż w parszej części, choć początkowo zachowuję się zbyt lekkomyślnie. August stał się przywódcą i surowym sunajem. Mój piękny sunaj o gołębim sercu, który marzy o byciu człowiek, przerodził się w bezwzględnego żołnierza. Akcja jest zawrotna, a dzięki temu czyta się bardzo szybko. 

„Mroczny duet” to finał przygody Kate i Augusta, ich niebezpiecznej historii życia. Z łatwością zżyłam się bohaterami i już za nimi tęsknie. Wiele kwestii pozostało w stanie zawieszenia, a szkoda. Świat Verity można było wykorzystać lepiej. Autorka nie skupia się na relacjach między bohaterami i liczą się tylko potwory. Mimo wszystko lubię te serii i polecam wszystkim fanom fantastyki i Urban Fantasy. Polecam 7/10!




sobota, 7 lipca 2018

"Przeklęci święci" Maggie Stiefvater - recenzja


Bicho Raro jest miejscem gdzie cuda się zdarzają, lecz nie jest to łatwy proces. Za każdym cudem stoi człowiek, a każdy święty dokonał cudu. Beatriz, Joaquin oraz Daniel są kuzynami i kiedy zaczynają poddawać w wątpliwość narzucaną im z góry przyszłość, zaczynają walczyć o samych siebie. Pragną pokonać rodzinną klątwę, lecz nie jest to łatwe, bo mrok jest coraz bardziej widoczny. Kiedy Daniel odchodzi, wszystko się zmienia!

Książki Maggie Stiefvater mają swój niepowtarzalny styl i urok. Lubię pióro autorki i z prawdziwą przyjemnością czytam jej książki. Niektóre są dziwne i trudno je ocenić. Właśnie tak jest w tym przypadku.

Autorka stworzyła magiczne miejsce, w którym dokonują się cuda. Co najdziwniejsze, to Bicho Raro wydaję się zwyczajne i całkiem realne. Pustynia i ten prowincjonalny urok mnie urzekły, a bohaterowie byli po prostu przesympatyczni. Zacznę od „cudów”, bo to one są tu najważniejsze. Pozbycie się mroku dokonuję się w dwóch etapach. W pierwszym pomaga święty i dzięki jego ingerenci, mrok ujawnia się w widoczny sposób. Drugi etap może przejść tylko pątnik. Święci nie rozmawiają z nimi, nie spędzają z nimi czasu i nie wtrącają się w ich decyzję.

Pątnicy stanowią przedziwną grupę. Mrok jest bezlitosny i ujawnia się zaskakujący sposób. Jedni mają kojocie lub wężowe głowy. Inni przybierają kolosalne rozmiary. Znalazła się również dziewczyna w sukni ślubnej i deszczem nad głową, która stała się moją ulubienicą. Autorka miała świetny, i co najważniejsze, oryginalny pomysł. Z taką fabułą jeszcze nigdy się nie zetknęłam i jeśli szukacie oryginalnej powieść, to „Przeklęci święci” są dla Was.

Przede wszystkim skupiamy się na trójce kuzynostwa, którzy prowadzą nielegalną stację radiową, oraz nowym przybyszu do Bicho Raro. Jednak to Beatriz wydaję mi się najlepiej wykreowana. Dziewczyna bez uczuć, jednak jej postępowanie pokazuję, że jest zdeterminowaną i walczącą o siebie dziewczyną. Szybko nawiązałam z nią więź. Beatriz z pewnością jest największym plusem tej powieści.


Maggie Stiefvater potrafi stworzyć klimat, który jest nierealny, dzięki któremu czytelnik dosłownie czuję opary magii. Jednak akcja początkowo kuleje. Wydarzenia toczą się powolnie, a narrator często roztrząsa mało istotne sprawy. „Przeklęci święci” to taka magiczna obyczajówka retro i dopiero później jeden wątek przybiera na sile. Przyjęłam to z ulgą, bo lubię, kiedy bohaterowie mają jakiś konkretny cel. Książka krótka, bo liczy sobie 300 stron, ale ze względu na powolny rozwój wypadków, czytało mi się ją dość powoli, co nadrobiłam pod koniec, kiedy akcja nabrała tempa.

„Przeklęci święci” to pełna uroku powieść, która pomimo powolnej akcji, potrafi zauroczyć czytelnika. Cudowny i niepowtarzalny klimat, zagadkowi bohaterowie i mrok do pokonania. Nieco dziwna, lecz z całą pewnością oryginalna lektura! 7/10!