niedziela, 10 lutego 2019

"Woła mnie ciemność" + "Twarzą w Twarz" Agata Suchocka - RECENZJA


„Woła mnie ciemność” to książka, która zaskoczyła mnie pod każdym względem. Armagnac Jardineux początkowo snuję nieco nostalgiczną opowieść o swojej rodzinie i młodzieńczych latach spędzonych na bagnach Luizjany. Nigdy nie chciał zarządzać plantacją i niewolnikami. Marzył o zwiedzaniu świata i graniu na fortepianie. Wyjazd do Europy odmienił jego losy bezpowrotnie. W wyniku wielu zawiłości losu, staje  się biednym pijakiem, który nie wie, co ma zrobić ze swoim życiem. Kiedy spotyka Lothara Minteza zaczyna pragnąć więcej. Więcej miłości, więcej pieniędzy, więcej uznania i namiętności. Zatraca się w mroku i cielesnych uciechach. Szybko jednak okazuję się, że jego babka miała tajemnice, którą powoli odkrywa studiując jej dziennik. Jak wynika z zapisków, tajemniczy Mecenas Edgar Francis Huntington, który wziął pod swoje skrzydła dwójkę owych młodzieńców,  odegrał ważną rolę również w jej życiu.
Na książce widniej ostrzeżenie, że jest nieodpowiednia dla osób nieletnich i może urazić niektórych dorosłych. Ja urażona się nie poczułam, a to dlatego, że jestem bardzo tolerancyjną osobą. Dużo w niej seksu, nie tylko między kobietą a mężczyzną, ale i między samymi mężczyznami. Trójkąty i orgię też się trafiają.  Mogłaby z tego wyjść kiczowata książka fantasty, jednak zapewniam Was, że jest to kawał dobrej literatury. Pierwszy tom ma niezwykły klimat. Wiktoriański Londyn, mroczne uliczki i rozwiązła socjeta stworzyły przyciężkie i mroczne tło, w którym można się zatracić. Wątek fantastyczny również jest istotny i kto przeczytał pierwszy tom ten wie, kim tak naprawdę jest Huntington. Odkrycie prawdy było dla mnie dużym zaskoczeniem, bo w pełni skupiłam się na Armagnacu i  Latharze. Ich związek jest burzliwy i fascynujący, jednak ich wybory i powolne porzucanie jakichkolwiek wartości mnie zafascynowały. Z każdą stroną coraz bardziej się pogrążali i kierowali w stronę ciemności, która robiła z nich egoistów. Historia trochę dziwna, ale również skłaniająca do refleksji.
„Twarzą w twarz” diametralnie różni się od pierwszej części, bo minęły dziesięciolecia i  bohaterowie muszą odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Ten tom skupia się w szczególności na Latharze, który opłakuje stratę i intensywnie szuka swojego mentora. W tym celu udaje się do Nowego Orleanu, gdzie poznaje Thomasa, który ma oczy takie same jak jego dawna miłość. Połączy ich pasja do muzyki, lecz  Lathar musi zmierzyć się prawdą nie tylko o Armagnacu, ale i o sobie samym.
Klimat nie jest już tak niezwykły, bo akcja dzieje się w obecnych czasach, ale bohaterowie nadrabiają. Są nostalgiczni i coraz częściej dostrzegają, że cielesne uciechy to nie wszystko. Próbują odnaleźć się w świecie, który galopuje do przodu, a ani czasami nie nadążają.  Więcej w tej książce refleksji, ale też szybciej mi się ją czytało. Szkoda, że jest taka krótka. Mniej seksu, a więcej nowych bohaterów i ich problemów. Nadal dużo muzyki i naprawdę cenię sobie ten wątek.

„Daję ci wieczność” to niezwykła seria. Autorka pisze pięknie i tworzy nietuzinkowe postacie, jednak to klimat, który tworzy wokół swoich historii jest najcudowniejszym elementem jej powieści. Z pewnością niegorsząca powieść, powiedziałabym raczej, że odważna. Dobre tempo akcji, wiele tajemnic do odkrycia, napięcie wiszące w powietrzu, szczególnie w pierwszym tomie odczuwałam groteskowość niektórych sytuacji.
Wszystko w tych książkach jest niezwykle intensywne. Ogrom tych  uczuć i emocji potrafi przytłoczyć, lecz przede wszystkim sprawiają one, że tę historię można odczuwać wszystkimi zmysłami i delektować się każdym zaskakującym momentem. Nie tylko seks i pożądanie tu dominują, bo autorka stworzyła wspaniałą i oryginalną powieść osnutą nieco sennym klimatem ze sporą dawką niebezpieczeństwa. Jak najbardziej polecam! 8/10