poniedziałek, 9 marca 2015

"Wodospad" Lauren Kate- recenzja



„Wodospad” to kontynuacja „Łzy” Lauren Kate.
Po dramatycznych wydarzeniach, które miały miejsce w poprzedniej książce, świat uległ całkowitej zmianie. Eureka zapłakała, co sprowadziło potop. Ludzkość uległa zagładzie, a nieliczni ocalali borykają się z głodem. Dziewczyna wraz z ojcem, rodzeństwem, przyjaciółką oraz Anderem, udali się za ocean, by szukać rozwiązania tej tragedii. Tylko jeden człowiek zna prawdę i może im pomóc. Były Tragarz Ziarna, Solon posiada wiedzie, by pokonać Atlasa. Eureka jest zdeterminowana by osiągnąć sukces i zdolna do poświęcenia, nawet miłości.

Akcja „Wodospadu” toczy się bezpośrednio po wydarzeniach z pierwszej części. Nie ma tutaj miejsca na zwyczajność czy chociażby okruch normalnego życia. Cała grupa obarczona presją jest świadoma śmieci milionów ludzi, dlatego też od samego początku akcja jest szybka i zwięzła. Lektura jest treściwa, bez zbędnych rozważań czy wahań. Wiele zostało wyjaśnione, pojawiły się odpowiedzi na pytania, lecz był to stopniowy proces. Biorąc pod uwagę, że książka nie jest obszerna, gdyż to raptem 360 stron, uważam, że autorka dobrze sobie poradziła. Od początku zmierzała w wyznaczonym kierunku i wszystko, co chciała wyjaśnić znalazło się w tej powieści. Nie twierdzę, że to, co zaserwowało w pełni mnie zadowoliło, wręcz przeciwnie, wzbudziło wiele emocji, od złości poprze zwątpienie do smutku. Niektóre wątki urwały się zbyt gwałtownie i straciły na ważności, co mnie zaskoczyło, gdyż w poprzedniej książce stanowiły istotny element. 

Wątek romantyczny wisi nad całą książka, lecz dopiero w końcowym stadium nabiera rumieńców i intensywności. Miłość Andera jest tak piękna i czysta, że trudno nie podziwiać jego uczuć.  Sam bohater jest moim ulubieńcem i czuję niedosyt, ponieważ uważam, że powinno poświęcić się mu więcej uwagi.

Eureka jest główną bohaterka, która z pewnością jest nieprzeciętną postacią. Od początku można wyczuć w niej melancholie i smutek. Dziewczyna dusi w sobie emocje, wiele razy nie dopuszcza do siebie uczuć z obawy, przed załamaniem i łzami. Eureka jest świadoma tego, co zrobiła, lecz nie potępiam jej za to, w końcu to nie ona odpowiada za zło, które spustoszyło ziemię. Ktoś może pomyśleć, że jest to kolejna użalająca się nad sobą dziewczyna, lecz stan, w którym się znajduję można zrozumieć zagłębiając się w lekturę. Bohaterka popełnia błędy, chwilami denerwuję, ale w ostatecznym rozrachunku jej heroiczna walka wzbudza sympatię.  

Dobrym pomysłem, było wprowadzenie do powieści nowych bohaterów, niektórzy okazali się istotni, lecz ci, którzy wzbudzili moje zainteresowanie w poprzedniej książce, zeszli na drugi plan, co kompletnie nie przypadło mi do gustu. W „Wodospadzie” skupiamy się raczej na motywie wzniesienia Atlantydy, niż na życiu prywatnym bohaterów i takie rozwiązanie ma zarówno swoje plusy jak i minusy. Czy będzie kontynuacja? Raczej nie oczekuję dalszych części, tym bardziej, że ta lektura zakończyła się dość jednoznacznie.

 „Wodospad” jest barwną powieścią utrzymaną w mrocznym klimacie. Mitologia, miłości i zagłada ludzkości okazały się dobrym połączeniem, który spodoba się fanom gatunku. Książka ma w sobie czar, który zachwyci niejednego czytelnika. Pomimo kilku uchybień, z lekturą spędziłam miło czas, polecam.
4/6
Dziękuję!
 

niedziela, 8 marca 2015

"Pan tu nie stał- demoludy" gra rodzinna- recenzja



Co zawiera:
-110 kart (90 towarów, 14 akcji, 6 dolarów)
-25 żetonów ( po 5 w każdym kolorze, z wartościami 1-5)
-żeton „ Po ruchu dobierz kartę”
- 5 dwustronnych kart plansz samochodów
-1 plansza paszportu
*Bazar Różyckiego- dodatek do gry „Pan tu nie stał”

Dla kogo:
Gra jest przeznaczona dla 3-5 graczy w wieku 10-110 lat

Czas gry:
Ok. 30 min

O co chodzi:
Gra polega na licytowaniu towar-żetonów, w tym celu wykorzystuję się karty towarów. 25 żetonów jest podzielonych na 5 państw, w każdym znajduję się 5 towarów. Wygrywa gracz, który jako pierwszy zdobędzie 4 różne żetony.

Ocena: 

„Pan tu nie stał-demoludy” okazała się bardzo przyjemną grą. Już po rozpakowaniu i zapoznaniu się z instrukcją, która jest jasna i czytelna, założyłam, że jest to prosta i nieskomplikowania gra.
Szybkość z jaką ja i moi przeciwnicy wdrożyliśmy się w rozgrywkę, utwierdziła mnie w przekonaniu, że to niewymagająca gra. Już po pierwszej rundzie, co prawda w wariancie podstawowym, zastanowiłam się nad sugerowanym wiekiem gracza. Podstawowa gra jest prosta, zasady oczywiste i moim zdaniem młodszy gracz świetnie sobie poradzi. Wystarczy znajomość liczenia i to podstawowo. Sądzę, że w przypadku jakiś problemów, delikatna pomoc rodzica rozwiąże epizod.

Duże znaczenie w grze ma losowość. Dobieranie kart z tali nie daje pewnika nawet po przemyśleniu strategii. Szybko przekonałam się, że szczęście jest istotnym elementem zabawy. 

Podoba mi się możliwość wyboru wariantu gry. Dla żółtodziobów świetnie sprawdzi się wariant podstawowy, kiedy już nabierze pewności, może spróbować trudniejszej partii. Kart akcji są prawdziwym hitem i dodały całości uroku. Zabawa posiada dodatek, czyli „Bazar Różyckiego”. Nawiązuję on do pierwszej gry, czyli „Pan tu nie stał”. Nie posiadam owej zabawy, dlatego nie byłam w stanie przetestować dodatku, który wydaję się ciekawy.

Jestem przyzwyczajona, do jakości gier z Wydawnictwa Egmont, które zawsze są wykonane solidnie, dzięki czemu posłużą kilka lat.

„Pan tu nie stał- demoludy” to miła i prosta gra, która młodszym posłuży w nauce liczenia a starszym przypomni stan wojenny. Sympatyczna zabawa, którą polecam fanom gier planszowym i karcianym.
4/6  
Dziękuję!
 

czwartek, 5 marca 2015

"Ostatnia szansa" Samantha Young- recenzja



Hannah i Marco przyjaźnili się od młodzieńczych lat. Ona go bezgranicznie kochała, on skrywał swoje uczucia i pragnął tylko przyjaźni. Napięcie było wyczuwalne i w końcu ulegli pożądaniu. Niestety to zdarzenie wszystko zmieniło. Marco uciekł przestraszony a Hannah do dziś boryka się z własnymi demonami. Po pięciu latach ich ścieżki się krzyżują, lecz nic nie jest tak proste jak dawniej. Chłopak a właściwie już mężczyzna, nie poddaję się w walce o Hannah, lecz ona czuję irracjonalny strach. Wszystko staje się jeszcze trudniejsze, kiedy ich tajemnice wychodzą na światło dzienne. 

„Ostatnia szansa” jest czwartą częścią serii. W poprzednich tomach sytuacja Hannah zostało troszkę nakreślona, dlatego nie byłam zaskoczona, że ta powieść dotyczy tej dwójki. Jeśli ktoś nie czytał poprzednich tomów, co uważam za wielki błąd, który należy niezwłocznie naprawić, bez problemu odnajdzie się w tej książce. Hanna relacjonuję teraźniejsze wydarzenie oraz kilkakrotnie powraca do przeszłości. Jest to bardzo dobry zabieg, gdyż poznajemy przeszłość głównych bohaterów, co wiele wyjaśnia.

Hannah i Marco. Jacy są? Hmmm… normalni i prawdziwi. Nie ma tu sław i pompatycznych spotkań. Oboje mają normalną pracę i czerpią z niej przyjemność. Bohaterowie zmienili się przez te pięć lat. Hannah skrywa w sobie ból i tęsknotę, a Marco zaczął w siebie wierzyć. Podoba mi się kreacja tych bohaterów, są życiowi i realni a przez to jeszcze bardziej pożądani. 

Jest to romans, obyczajówka i z całą pewnością erotyk. Ta mieszanina tworzy zgrany zespół i uwodzi czytelnika. Najistotniejszy atut, to brak wyniosłości i przesady. Sytuacja, w jakiej znaleźli się bohaterowie, może przytrafić się każdemu. Nie tylko ta część, ale i poprzednie pokazują ludzkie krzywdy i trudy, którym należy stawić czoło. Sama mogłabym przytoczyć kilka takich przypadków, jakie zostały poruszone w tych książkach. Autorka ujęła to zgrabnie i z wielką dozą ironicznego humoru, co pokochałam od pierwszej książki autorki. 

Akcja książki nie jest zawrotna, ale za to nie brak w niej zwrotów akcji. Kiedy myślałam, że zmierzam ku lepszemu, wyskakiwał nieoczekiwany sekret, który komplikował wszystko. Z pewnością nuda nie grozi nikomu. Seksu nie było wiele, ale kiedy się pojawiał, był dobrze opisany. Podniecający i wyczekiwany, wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Namiętność buchała i co najistotniejsze, bohaterowie rozmawiali o istotnych sprawach a nie ciągłe o zbliżeniach. Tak właśnie powinny być pisane romanse i erotyki, aby seks był wyczuwalny, jednak by czytelnik śledził historie bohaterów i skupiał się na niej, a wtedy gorący seks sprawia o wiele więcej przyjemności niż bezustanne nawiązywanie do niego. 

„Ostania szansa” nie zawiodła mnie, wręcz przeciwnie. Utwierdził  w przekonaniu, że to najlepsza książka w tym gatunku, jaką czytałam.  Szczerze powiem, że nie podobało mi się kilka rzeczy. Po pierwsze, te książki są za krótkie. Po drugie, za szybko się czyta. Po trzecie, za wolno Pani Young pisze, gdyż już wyczekuję kolejnej książki.

„Ostania szansa” jest mieszaniną seksu, namiętności i bólu, ale przede wszystkim czułości, która zwaliła mnie z nóg. Słodko gorzka opowieść o życiu, w której łatwo się zatracić. Jestem oczarowana i szczęśliwa, ponieważ tak działają książki Pani Young. Bawią i wzruszają. Czego chcieć więcej? Nie umiem wyjaśnić magnetyzmu, jakim pała ta seria, ale bez wątpienia przyciąga czytelnika.  Polecam! 
5/6
Polecam!

środa, 4 marca 2015

"Na szczycie" K.N. Haner- recenzja



Sedrick Mills w dniu ślubu ucieka sprzed ołtarza i obiera wyznaczony plan. Chcę odmienić życie pierwszej dziewczyny, spotkanej w klubie ze striptizem. Rebeka Staton okazuję się tą szczęściarą. Sed jest menadżerem znanej grupy rockowej Sweet Bad Sinful, a ona ma zostać jedną z tancerek i wyjechać z nimi na tourne. Jak można się spodziewać, między tym dwojgiem wybuchnie namiętność, której nie sposób się oprzeć. Rebeka i Sedrick będą musieli stawić czoło wielu problemom, aby osiągnąć to, czego chcą.

Aj, aj, aj! Tylko to nasuwa mi się po zakończeniu lektury. Obawiałam się tej książki, długo myślałam po jej zakończeniu i niestety jestem rozczarowana. 

Główna bohaterka, czyli Rebeka jest dziewczyną z trudnym dzieciństwem. Doświadczona przez los stała się chwiejną emocjonalnie młodą kobietą. Jest zabawna i szczęśliwa, by chwile później wybuchnąć złością. Jej postępowanie jest często irytujące i pozostawia wiele do życzenia. Były chwilę, kiedy chciałam ją złapać za ramiona i potrząsać, aż zmądrzeje. Oczywiście jej przeszłość miała na nią wpływ. Uzależniona od pomagania toksycznej matce i dość frywolnie podchodząca do seksu.  Jeśli to pierwsze jest znośne to, to drugie już nie. Dziewczyna jest dziewicą a do tego striptizerką? Hmmm… trochę irracjonalne. 

Dziewczyna przyjaźni się z Treyem, gejem a właściwie biseksem. Niby się przyjaźnią, ale mieli kilka gorących akcją, łącznie z próbą utraty dziewa przez dziewczynę. I to tu pojawia się temat, którego nie mogę przeoczyć, bez względy na spoilery. Ta zadziwiająco nieprawdopodobna sytuacja, zwyczajnie mnie zdumiała. Rebeka traci dziewictwo trzykrotnie, przy czym krwawi jak „dźgnięta nożem”. No bez przesady, taka afera z tym dziewictwem, że aż wytrzeszczałam oczy na sytuacje, w której znalazła się dziewczyna. Ot tak, bez problemu podjęła decyzję i zaproponowała seks przyjacielowi. Cały ten epizod jest bardzo pokręcony. 

Sedrick również miał swoje gorsze, jak i lepsze chwile, jednak polubiłam go. Głównie z jego powodu przeczytałam tę pokaźną książkę, gdyż prawie osiemset stron, to całkiem sporo. Objętość może trochę przerazić. 

Sama fabuła podoba mi się. Zespół, trasa, przyjaciel i demony przeszłości. Z przyjemnością śledziłam losy głównych bohaterów i bliskość, która rodziła się na moich oczach. Błyskotliwe dialogi robiły swoje i nakręcały akcje, która jest zawrotna. Wszystko było dobrze, do chwili, kiedy pojawiał się seks. Od początku gorąco buchało, lecz samo ujęcie tego zagadnienia mi nie odpowiada. Przyznaję, że podoba mi się, iż pisarka nie ma zahamowań i podkreśla sprawy związanie z ludzkimi potrzebami, lecz wszystko ma swoje granice. Począwszy od mało realnej utraty dziewictwa, poprzez oglądanie miłosnych ekscesów przyjaciel geja, do rozwiązłości muzyków, dochodzę do wniosku, że ta książka jest przekombinowana. Lubię erotyki i często czytam tego typu literaturę, lecz bardzo łatwo zatrzeć granicę między hitem a kiczem. Niestety tu bliżej mamy szmiry. Brak smacznych momentów i choćby odrobiny romantyzmu. A jeśli pojawiała się czuła atmosfera, to szybko zacierały ją niesmaczne akty miłosne.

Dobrze obrany kierunek, lecz niedopracowany. Relacja między głównymi bohaterami wciąga, lecz wszystko inne zniechęca. Mam wrażenie, że to mocne zderzenie dobra ze złem i niestety to, co smaczne, przegrywa. Seks powtarzalny i mało autentyczny. Każdy z każdym, trójkąty, czworokąty i inne figury, przyprawiały mnie o sceptycyzm, zwątpienie i niestety niesmak, co chyba przytrafiło mi się pierwszy raz, nie należę do pruderyjnych osób. Początkowo myślałam, że to jakaś parodia zważywszy na ogrom absurdalnych scen. Co prawda nie brak w niej zabawnych chwil i ciętego języka Rebeki, jednak myślę, że książka tylko i wyłącznie skierowana do niewybrednych fanów erotyki. Lekka i niewymagająca, chyba, że anielskiej cierpliwości. Dojrzałym czytelnikom odradzam.
2+/6
Dziękuję!
 

poniedziałek, 2 marca 2015

"Podróże w czasie. Archiwum Chronosa" Rysa Walker- recenzja



Życie Kate zmienia się z dnia na dzień. Poznaję swoją babkę, o której myślała, że jest lekko nawiedzona. Szybko okazuję się, że zarówno ją jak i Katherine, łączy coś bardzo istotnego, mianowicie gen, umożliwiający podróże w czasie. Podczas napadu w metrze zostaje uratowana przez nieznajomego, który namiętnie ją całuję. Od tej chwili wszystko się zmienia i to dosłownie. Kate musi odbyć trening by mogła podróżować w czasie i wypełnić powierzone jej zadanie, musi ocalić swoją linię czasu. 

Motyw podróży w czasie nie jest nowy, ale ta książka jest prawdziwą gratką dla fanów „Trylogii Czasu”. Kilka elementów było podobnych, jednak nie na tyle, aby to negatywnie odczuć. „Podróże w czasie” są niezwykle przemyślaną powieścią, którą wciąga od pierwszej strony. 

Kate jest młodą dziewczyną, na którą zrzucono wielką odpowiedzialność. Dziewczyna zadziewająco szybko dostroiła się do nowej sytuacji, w której się znalazła i z zapałem zabrała do pracy. Jej postępowanie z czasem było coraz bardziej przemyślane, lecz kilka krotnie wykazała się lekkomyślnością. 

Podoba mi się, że skupiamy się głównie na Kate oraz jej babci. Nie jest to kolejna grupa nastolatków. Oczywiście pojawia się i chłopak, który będzie jej pomagał, lecz w centrum dowodzenia zajmuję się babcia Kate. Uważam to za doby pomysł, który wprowadził do powieści głos rozsądku i wiedzy.

Akcja książki jest wyważona i rozwija się stopniowo. Spora część książki jest przegadana. Kate poznaje różne teorie na temat podróży w czasie oraz przeszłość Katherine. Było dużo rozmów, opowiadań i nawiązań do przeszłości. Nie przepadam za tego typu rozwiązaniami, lecz w tej powieści wkręciłam się bezproblemowo w ich dywagacje. Najróżniejsze teorie przedstawiane prze bohaterów potrafią nie tylko zainteresować, ale i przyprawić o zawrót głowy. Kilkakrotnie przerywałam, aby przemyśleć pewne sytuacje i uzmysłowić sobie ich sensowność. Oczywiście i akcji nie brakowało. Kiedy Kate zaczęła swoje skoki, działo się bardzo dużo, a te momenty były lekkie i przyjemne.

Wątek romantyczny jest, lecz nie tak oczywisty jak początkową sądziłam. Zaskoczył mnie rozwój wypadków i przyznaję, że nie to podejrzewała, jednak to, co zaserwowała autorka spełniło moje oczekiwania. Mam nadzieję, że w drugiej części nie zostanie to zbyt mocno pogmatwane. Sam wątek miłosny nie dominuję nad książki. Można bezproblemowo skupić się na misji Kate a jej relacje z przystojnym chłopcem są miłym dodatkiem.

„Podróże w czasie”  bez wątpienia są błyskotliwym debiutem. Powieść dla każdego, kto szuka dobrej przygody i pragnie kilku godzin w doborowym towarzystwie. Ta książka wam to zapewni i niejednokrotnie zaskoczy. Polecam  
4+/6
Dziękuję!!!