sobota, 8 listopada 2014

"Splątany warkocz Bereniki" Anna Gruszka- zapowiedź + fragment



Tytuł: Splątany warkocz Bereniki
Autor: Anna Gruszka
Format: 143x205
Oprawa:miękka                                                                         
ISBN: 978-83-61386-53-7
Liczba stron: 600
Cena: 39,90 zł

Premiera: 19.11.2014


„Splątany warkocz Bereniki” to debiutancka powieść Anny Gruszki, która ma szansę okazać się jedną z najgorętszych polskich powieści ostatnich lat.

Mimo dużej intensywności scen erotycznych „Splątany warkocz Bereniki” nie jest kolejną kopią „Pięćdziesięciu twarzy Greya”.

Historia Bereniki – choć również skrząca się zmysłowością i nieokiełznaną erotyką – to opowieść rozpięta na dużej palecie emocji, nasycona tęsknotą, żarem uczuć i trudnymi życiowymi wyborami.

Ale to także powieść o samotności i desperackiej próbie otwarcia się na głos swojego serca, choć przez wiele lat starało się ten głos ignorować.

Książka, którą będziesz czytać z wypiekami na twarzy, która uwiedzie Cię niezapomnianą historią miłości tyleż pięknej, co kontrowersyjnej.

„Splątany warkocz Bereniki” to rozpalająca zmysły historia dziejąca się we współczesnym Krakowie i po części w Australii.

Opowieść o pragnieniu prawdziwego uczucia skrywanego za zasłoną pracoholizmu, imprezowania, szybkiego seksu i przypadkowych relacji.

Odważna opowieść dla odważnych kobiet.

Najgorętsza książka na zimowe wieczory!


*

Berenika ma 28 lat, mieszka w Krakowie, jest prawnikiem w prywatnej firmie, no i może trochę tęskni za miłością. Gdyby to była bajka dla grzecznych dziewczynek, pojawiłby się teraz książę na białym koniu i żyliby długo i szczęśliwie.

Ale to nie jest bajka dla grzecznych dziewczynek, bo rycerz jest… no właśnie, kim on dla niej jest? I jak ich kontrowersyjny związek wytłumaczyć innym? Przyjaciołom, rodzinie... A przede wszystkim sobie.

Wydaje się, że w takiej sytuacji półtoraroczny kontrakt Piotra w Australii jest wybawieniem albo odroczeniem kary.

Berenika zostaje sama w wielkim mieszkaniu ukochanego i jakoś musi wypełnić samotne miesiące. Gdyby kierowała się rozsądkiem, nigdy w jej domu nie pojawiliby się dwaj lokatorzy i może nie zrobiłaby tylu głupstw.

Ale Berenika nigdy nie była rozsądna, dlatego plącze nici swojego życia w wyjątkowo skomplikowaną materię. Kocha, tęskni i próbuje przeczekać. A czeka wyjątkowo nerwowo i niekonsekwentnie...

FRAGMENT:

Anna Gruszka – Splątany warkocz Bereniki



Zza drzwi dochodził do niej jego podniesiony głos, chyba z kimś rozmawiał, pewnie w sprawie pracy. Jego głos był mocny, dźwięczny i zdecydowany. Wydawało jej się, że słyszy podniesione „nie, nie, nie”. Trochę ją to zaniepokoiło, ale nie chciała go podsłuchiwać. Wróciła do lawendy rozkwitającej na łóżku i uświadomiła sobie, że prawdopodobnie szykuje to miejsce dla jakiejś panienki, którą on pewnie bardzo szybko przyprowadzi, żeby pokazać  nowe mieszkanie.
Z zamyślenia wyrwał ją huk tłuczonego o ścianę szkła, za chwilę jeszcze jeden i jego przekleństwo.
– Kurwa, kurwa!…
Wpadła przerażona do salonu. Stał koło stołu, a w ręce trzymał kolejną szklankę. Zdążyła mu ją wyrwać, zanim ta podzieliła los swoich dwóch poprzedniczek.
– Co się stało? Piotr! Co się stało? – była przerażona, przez głowę przelatywały jej najgorsze myśli, których nawet nie dało się wyartykułować. – Piotr, co się stało?!
Był blady, wkurwiony i zdezorientowany. Jego wzrok biegał po pokoju i nie mógł zatrzymać się na żadnym przedmiocie.
– Piotr! – Cały czas trzymała go za uniesioną dłoń, w drugiej trzymając ocalałą szklankę. – Słyszysz?
– Nic, nic – pokręcił głową – nic się nie stało, nic się, kurwa, nie stało!
Przestraszyła się jeszcze bardziej, bo nigdy go nie widziała w takim stanie. Poczuła paniczny lęk w brzuchu i zachciało jej się wymiotować ze strachu.
– Powiedz, co się stało – prosiła łamiącym się głosem. – Proszę, Piotruś… 
Trzymana przez nią jego ręka zaczęła powoli wiotczeć, więc ją puściła. Podszedł do lodówki i nalał sobie wodę, wypił powoli, a później z całej siły rzucił szklanką o ścianę.
Ze zdziwieniem zauważyła, że w tym miejscu pozostał tylko niewielki ślad po śmierciach szklanek. Następnie, tak jak w filmach na zwolnionych zdjęciach, przypomniała sobie jedną z imprez w akademiku, kiedy upojeni alkoholem, zbierali wszystkie puste butelki z piętra i zabawiali się, tłukąc je o kaloryfer w pokoju kumpla. Oczywiście gdy wytrzeźwieli, mieli niezłego kaca fizycznego i moralnego. Na całym piętrze nie było całej szklanki i dosyć długo sprzątali. To był jej jeden z bardzo nielicznych chuligańskich wybryków, ale piętno wandala na lata wgryzło się w jej dziwnie pokręconą moralność.
Chyba była w lekkim szoku po jego zachowaniu, bo nie potrafiła się skoncentrować na nim ani na jego wściekłości. Siedział na kanapie i łapczywie palił papierosa. Usiadła naprzeciw niego, poszukała swoje fajki i zapaliła. Powoli też się uspakajała i czekała.
– Powiedz – poprosiła przez łzy.
Zaciągnął się dymem, zgasił papierosa i zapalił nowego.
– Kojarzysz Roberta ode mnie z pracy? – Kiwnęła głową – Miał bardzo poważny wypadek, nie wiadomo co z nim będzie. Szef właśnie dzwonił. To stało się trzy godziny temu, operują go. Ma jakieś poważne obrażenia wewnętrzne i chyba złamany kręgosłup. I kiepskie notowania, kurwa, taki chłop… – Głos mu lekko drżał.
Mogłaby go teraz przytulić, ale to nie wpisywało się w klimat ich związku. Raczej nie pozwoliłby jej na to.
– Ale to jeszcze nic! Mamy zobowiązania finansowe i projektowe. Robi za 6 tygodni miał wyjechać, ale tak się stało, więc nie pojedzie. Najważniejsze, żeby przeżył. Następny w kolejce jest Zbychu, ale jego żona za dwa miesiące ma urodzić bliźniaki, więc on nie da się ruszyć, powiedział, że raczej odejdzie z firmy niż wyjedzie. I tu jest najlepsze, słuchaj! – Zaśmiał się gorzko. – Wiesz kto pojedzie? – Już wiedziała. – Ja! Kurwa! Ja! Bo jestem jedyny na tyle zorientowany w projekcie, że dam radę. Ja, kurwa, bo jestem cały i zdrowy. Ja, kurwa, bo nie mam żony i dzieci w drodze. Ja, samotny, pieprzony, zdrowy kawaler.  Kawaler, który właśnie miał spędzić pierwszą noc w swoim nowym mieszkaniu. Kurwa…
Zapadło milczenie. Próbowała coś powiedzieć, ale nie mogła zebrać myśli. Powinna pocieszyć, zapytać, ale miała totalną pustkę w głowie.
– Australia…  na półtora roku – wyjęczał.
 – O kurwa – powiedziała bezgłośne.
Tak właśnie na zwolnionym filmie rozpada się czyjś świat. Powolutku, metodycznie odpadały jego kawałki i docierała bolesna prawda o jej zasranym życiu. A raczej o symulacji jej życia. Bo nie chodziło tutaj bynajmniej o niego, ale o nią. O nią bez niego. Bez faceta, który był dla niej całym światem. Prawda, uciekała od niego przez ostatnie dziewięć lat, czyli przez całe dorosłe życie. Dwa razy na poważnie – do Stanów i teraz do Anglii. Ale będąc tam, wiedziała, że on tu jest i czeka na nią. Dopóki ona go zostawiała –  było dobrze, znaczy nie było dobrze, nie było fair. Ale była to jej zdroworozsądkowa decyzja. A teraz ktoś go do tego zmusza. Gdyby zrobił to sam, zrozumiałaby, że musi od niej odpocząć. Ale to ktoś zabiera go od niej. Ich relacje i tak były wyjątkowo popieprzone, nikt nie musiał tego dodatkowo komplikować. Stanęły jej przed oczami kolejne samotne święta, urodziny, beznadziejne urlopy i denne imprezy. Bez niego. Fakt, jest podłą egoistką, myśli tylko o sobie. Odważyła się spojrzeć mu w oczy. Pierwszy raz nie było tam nic. Pustka. Niemyślenie. Zazwyczaj była tam ironia i dowcip, odrobina pożądania i dużo miłości. A teraz nic.
Nie myślał. Czuł się tak, jakby wywaliło mu bezpieczniki, jakby nie miał władzy nad sobą i własnym życiem. „Kurwa. Pozbieraj się, chłopie, dasz radę”.  Miał 29 lat i nadzieję, że „zakotwiczył”. A tu co? Dupa! I znów będzie się musiał pakować i rezygnować ze swoich planów, a trochę ich było. Nie miał ochoty jechać na drugi koniec świata i organizować sobie życie od nowa. Popatrzył na nią. Siedziała ze łzami w oczach i Bóg jeden raczył wiedzieć, o czym teraz myślała. Nie był znawcą kobiecej psychiki,  ale ją znał i widział, że była zrozpaczona. Wyglądała jak mała, opuszczona dziewczynka, która nie wie, co ją czeka.  I która bardzo się boi. Chciałby wstać i ją przytulić, ale to nie wchodziło w zakres jego obowiązków.
– Posłuchaj – powiedział łagodnie, ale ona chyba nie mogła go słyszeć. – Posłuchaj… To tylko półtora roku i wrócę, oczywiście może się przedłużyć. Przy takich projektach 2 lub 3 miesiące obsuwy to norma. Jeżeli nie pojadę, stracimy kontrakt, zapłacimy takie odszkodowanie, że firma padnie. Szef pójdzie z torbami, Zbyszek z żoną i bliźniakami na bruk, Robi ze swym zdrowiem… Ja stracę pracę i mieszkanie. – Kiwała głową, że rozumie, ale docierały do niej tylko wyrazy bez ich znaczenia. – A poza tym płacą fantastycznie, to są pieniądze na jakie tutaj musiałbym pracować 6 może 7 lat. Zdobędę doświadczenie, kontakty, wrócę z lepszą pozycją.
 Sam akurat w to nie wierzył, bo argument finansowy nie był najważniejszy.
– Szkoda mi tego mieszkania. – Rozejrzał się po pokoju, zawiesił wzrok na magicznym żyrandolu. – Może przeprowadziłabyś się tutaj? Nie chcę go wynajmować obcym ludziom, a zostawiać puste… – Nie odezwała się. – Mogłabyś je wykończyć, tamte pokoje. – Machnął  ręką w tamtą stronę.
Myślał o wszystkim, albo starał się nie myśleć o najważniejszym. Milczała. Spojrzała na zegarek – dochodziła 21. Musiała się zbierać, ale nie miała siły. Pod szczytową ścianą leżała kupka szkła, reszta rozprysnęła się po pokoju. Wstała jak na automatycznym pilocie, odszukała zmiotkę i śmietniczkę.  Ostrożnie stanęła pomiędzy okruchami szkła i zaczęła je zamiatać. Banalne porównanie – czuła się jak te szklanki, rozsypała się po pokoju i w żaden sposób nie mogła się pozbierać. Więc zamiatała się na tę śmietniczkę i planowała wyrzucić się do kosza.
– Zostaw, poodkurzam jutro – powiedział łagodnie.
Myślała nad tym szkłem. Kiedyś oglądała program o wyburzaniu obiektów w środku miasta. Zapamiętała jedną akcję; wysadzali stary budynek w centrum miasta i nie uszkodzili nic dokoła. Na zwolnionych zdjęciach blok osuwał się w siebie. Zapadał, a wkoło był tylko kurz i huk, ale nic się nikomu nie stało. Jej budynek właśnie się zapadał sam w siebie.
Stała przy stole i bezmyślnie wpatrywała się w błyszczące okruchy. Musiała iść do domu, by wreszcie się wypłakać. Biedna, mała dziewczynka. Podszedł do niej i ostrożnie wyjął z jej rąk zmiotkę  i śmietniczkę. Została pustymi rekami.
Nie pomyślał o wykorzystaniu okazji. Pochylił się i pocałował ją miękko, suchymi ustami. To była może trzysekundowa chwila. Odsunął się na kilka centymetrów. Nawet nie drgnęła, podniosła tylko na niego puste oczy. Pochylił się jeszcze raz, pocałował już mocniej, wilgotniej, ale jeszcze tak, że mógł się w każdej chwili wycofać. Nie oddała mu pocałunku, ale też się nie broniła. Stali przez chwilę z opuszczonymi rękami i wpatrywali się w siebie. Nie rozumiał jej oczu. Pochylił się trzeci raz, mocno po męsku, rozchylił jej usta i zaczął całować. Zdecydowanie, tak naprawdę, jak całuje się z ukochaną kobietą. Dopiero teraz zdecydował się ją dotknąć. Chwycił ją mocno za przedramiona i trzymał, zaciskając dłonie. W cichym pokoju słychać było tylko ich oddechy. Oddawała mu pocałunek i pozwalała jego językowi błądzić w jej ustach, po zębach, spotykać swój język.
Nigdy się tak nie całowała, nigdy nie czuła bólu w podbrzuszu od pocałunku. Zabrakło jej oddechu, serce niebezpiecznie wędrowało do gardła.
 Cały czas patrzyli sobie w oczy i nie zamknęli ich nawet na chwilę. Żeby nie zapomnieć z kim teraz są. Znaleźli się w dziwnym punkcie – mieli dwa wyjścia: albo odskoczyć od siebie i przepraszać się niezręcznie, albo iść dalej. Byli dorośli i wiedzieli, czym się to skończy. Poczuła jeszcze mocniejszy uścisk na ramionach, nie przestawał jej całować, ale odsunął się pół kroku i chciał, żeby poszła za nim. Nie dała się poprowadzić, teraz ona go całowała, przejęła kontrolę nad jego ustami. Chętnymi i bardzo smacznymi. Położyła mu delikatnie dłonie na ramionach, żeby nie stracić jego uścisku.
I wtedy zrobił to jeszcze raz, pociągnął ją delikatnie w stronę sypialni. Już nie oponowała. Szli powolutku, aby każde mogło się jeszcze wycofać, aby mieć jeszcze czas do namysłu. Tylko o czym tu można jeszcze myśleć? Spokojnie, guzik po guziku, rozpinał jej bluzkę, która spadła na podłogę.  Pomyślał tylko, że jeżeli ceną za ten jedyny raz ma być wyjazd, to warto ją ponieść. Marzył o tej chwili i jeśli to ma zniszczyć wszystko, to niech się stanie.
Zatrzymali się przed łóżkiem, odsunął się od niej odrobinę.  Powoli ujęła brzeg jego koszulki i pomogła mu ją zdjąć.  Dawała mu znak, że nie ma już odwrotu. Całował jej dekolt, szyję, zszedł niżej na piersi, powoli zdejmował ramiączka stanika. Uwalniał jednym doświadczonym ruchem jej piersi. Usiadł na łóżku, a ona stanęła pomiędzy jego kolanami, błądził ustami po jej brzuchu, rozsupłując pasek przy spodniach. Powolnym, miękkim ruchem zsunął je z bioder. Pięknych, kruchych i opalonych. Stanął znów przy niej, całował milcząco i zsuwał swoje spodenki. Popchnął ją na łóżko, podtrzymując jedną ręką.  Gdy posuwała się w górę do poduszek, wzdłuż niedbale rzuconej kołdry, uwolnił się z bokserek. Szedł za nią, nad nią, prowadzony jej ustami, na czworaka. Włożył palec za gumkę jej majtek, a ona się z nich wyślizgnęła. Spojrzała na niego. Był wielki i bardzo gotowy. To nieprawda, że rozmiar się nie liczy, liczy się, zwłaszcza w takich momentach. Jęknęła, gdy położył się między jej udami i wszedł w nią. Oparł łokcie po obydwóch stronach jej głowy. Poruszał się powoli, ale zdecydowanie, wiedział czego chce, czego chcą oboje. Chcieli siebie. Zamknęła oczy i zaczęła zapadać w błogość.
– Spójrz na mnie – poprosił szeptem.
Odnalazła jego wzrok, trzymał ją na uwięzi oczami, ustami. Poruszał się mocno, rytmicznie, jakby się bał, że zaraz wymknie się spod niego. Tłumił jej krzyki swoimi ustami, aż wreszcie zamarł na sekundę, by opaść tuż przy jej uchu, ciężko oddychając.
Zsunął się z niej i naciągnął kołdrę. Drżała. Oddychał jej włosami, jej uchem, jej szyją. Uspakajali się. Milczenie nie było kłopotliwe, pokrywało ich dziwne niedokończone rozmowy, kłótnie, dwuznaczności.
Nie chciał dotykać jej nachalnie, jeszcze nie teraz. Leżał tylko przy niej i obserwował jej profil.
– Dziewięć lat wyobrażałem sobie nasz pierwszy raz, ale to przeszło moje najśmielsze oczekiwania – powiedział stłumionym głosem.
Jakby ktoś wylał jej na głowę kubeł zimnej wody. Odsunęła się od niego, usiadła na brzegu łóżka, odwracając się plecami. Zamknęła poduszkę w ramionach i próbowała pozbierać myśli. Podniósł się i językiem smakował jej kręgosłup.
– Drugi raz w życiu widzę w całości twój gwiazdozbiór – mruczał w jej plecy.
Zerwała się łóżka.  Spojrzał na nią zaskoczony.
– Nie powinniśmy byli tego robić – powiedziała  bladymi wargami.
– Zostań na noc – poprosił łagodnie.
– Nie powinniśmy tego robić! – prawie krzyknęła.
– To było najwspanialsze…
– Słyszysz, co do ciebie mówię! – Przerwała mu. – Nie powinniśmy byli tego robić! – Zakładała bieliznę, miotała się w poszukiwaniu ubrań.
– Poczekaj.
– Nie! – krzyknęła. – Nie powinniśmy byli tego robić. Czy ty słyszysz, co ja do ciebie mówię?
– A ty nie słyszysz, co ja mówię? Że to było najwspanialsze wydarzenie w moim życiu i że cię kocham!
Zamarła ze spodniami zaplątanymi w okolicy kolan.
– Nie powinniśmy byli tego robić – wyszeptała.
– Jezu, kobieto! – Przeczesał włosy obiema rękami. – Czemu nie? – Wyskoczył z łóżka i zakładał bokserki.
– Bo jesteś moim bratem a ja twoją siostrą! Tak ciężko to pojąć? Jesteśmy rodzeństwem!

 

czwartek, 6 listopada 2014

"Swobodna" S.C. Stephens- recenzja



Kellan i Kiera wyplątali się z miłosnego trójkąta, nie bez ofiar. Dziewczyna postanawia nie popełnić więcej tych samych błędów, lecz kiedy jej ukochany wyrusza w trasę koncertową musi pokonać swoje słabości i zaufać bliskiej osobie. 

„Bezmyślna” bardzo mnie rozczarowała, szczególnie postawa głównych bohaterów. Brak moralności w ich postępowaniu wręcz mną wstrząsnął. Wiele mogę zrozumieć, zakochać się w kimś innym, zdradę, kłamstwo, lecz wszystko ma swoją granicę. Kellan i Kiera każdy możliwy punkt ostateczny przekroczyli wielokrotnie. Pierwsza część pozostawiła po sobie nie tylko niesmak, ale i wielką ciekawość, dlatego skusiłam się na przeczytanie „Swobodnej”.
 
Kiera w końcu z samolubnej dziewczyny zaczyna przeistaczać się w dorosłą kobietę. Początkowo obserwowałam ich nowy związek i budujące się relacje z wielkim sceptycyzmem. Ostatnia część pokazała, że nie tak łatwo pokonać ich miłość, jednak, aby związek mógł ruszyć dalej potrzeba czegoś więcej niż uczucia. Zaufanie to coś, co buduje i umacnia a dla nich zaufanie jest czymś bardzo trudnym do osiągnięcia. Wiele aspektów tej książce postrzegam w dwojaki sposób, zarówno dobrze jak i źle.  Keiera i Kellan nie ufają sobie nawzajem i jest to całkowicie zrozumiałe zważywszy na ich przeszłość. Wywołuje to wiele nieporozumień i napiętych momentów. Między bohaterami brak szczerej rozmowy, która by wiele wyjaśniła. 

Najbardziej irytujące było wielkie uwielbienie zespołu a zwłaszcza Kellana. Są rozpoznawalnymi lokalnymi muzykami i dopiero ruszają w trasę a większość kobiet i dziewczyn wzdycha do nich i z chęcią oddaję się bez cienia sprzeciwu. Serio? Jakoś ciężko mi w to uwierzyć. Gdzie pojawia się Kellan, tam pojawiają się tłumy spragnionych fanek. Ach…. Ile można? A później się dziwić, że Kiera dostaje świra. 

Kiera często rozwodzi się szczegółowo nad spędzonym dniem. Opisuję dokładnie chwile i zdarzenia, które nie wnoszą nic do powieści. Lubię obszerne powieści, lecz „Swobodna” powinna być krótsza. Duża ilość opisów spowalnia akcje i chwilami byłam znużona. Ciągłe podejrzenia Kiery i Kellana sprawiają, że w książce jest duża ilość powtórzeń, a wszystko sprowadza się do jednego! Zaufanie!  

„Swobodna” jest książką, która wzbudziła we mnie wiele emocji i to nie zawsze dobrych. Ma kilka wad, jednak wykazała ogromny progres względem „Bezmyślnej”. Książka ta przeraża prawdziwością wad bohaterów oraz ich obawami. Miała lepsze i gorsze momenty, często zabawne, ale i dramatyczne. Urzekły mnie chwile poważnych rozmów oraz momenty czułości między Kellanem i Kierą. Czuję się jak rodzić spoglądający na swe niesforne, dorastające dzieci, które popełniają błędy i krzywdzą się nawzajem, co sprawia smutek. Światło nadziei daje fakt, że te wszystkie przeżycia ich umocniły, zaczynają dorastać, co napawa mnie ogromną radością. Polecam!!!
4/6

Dziękuję!!!
 

wtorek, 4 listopada 2014

"Na wojnie i w miłości" Ida Pierelotkin- recenzja


Fretka Furczybicz przyjmuje zakład: kto pierwszy poderwie Wojtka Lebiody, Suna dyrektora szkoły. Jej przeciwniczką jest Małgorzata Tkacz, słodka i piękna koleżanka z klasy. Fretka nie boi się wyzwań, jednak perspektywa sukienek i obcasów jest przerażająca.

Główną bohaterką jest Fretka, dziewczyna nieobliczalna i impulsywna.”Szatan, nie dziewczyna!” Mawia jej babcia i podzielam jej opinie.  Zawsze mówi, co jej ślina na język przyniesie, co niejednokrotnie wpędziło ją w kłopoty. Gdyby tylko słowa mogły jej zaszkodzić, ale na domiar złego, jej czyny są jeszcze bardziej nieobliczalne niż jej słowotok bez zahamowań. Chłopczyca jednak jest wstanie zrobić wszystko, aby wygrać. W książce mamy zamknięto grupę bohaterów, Fretka, Wojtek, Gośka oraz Irmina, której przypadło w udziale spisanie kroniki dotyczącej owego zakładu. Oczywiście pojawiają się inni, ale sporadycznie.

Książka jest króciutka, ledwo ponad dwieście stron. Zważywszy na to nie spodziewałam się skomplikowanej fabuły i przypuszczenia się potwierdziły. Książka opiera się na zakładzie i cała akcja dotyczy tego tematu. Dziewczyny rywalizują, co często prowadzi do przedziwnych sytuacji, które są komiczne. Absurdalność poczynań dziewczyn często wydawała mi się przerysowana, lecz sama historia prawdopodobna. Akcja jest szybka a język przystępny, dlatego książkę można przeczytać w kilka godzin. Lektura nie najgorsza, lecz starszemu odbiorcy może wydać się infantylna.

„Na wojnie i w miłość” to książka nieskomplikowana z dużą dawką humoru.  Idealna dla dziewczyn w wieku szkolnym, które same borykają się z pierwszymi miłościami. Lektura z morałem, więc polecam.

4-/6
Dziękuję!

poniedziałek, 3 listopada 2014

Gra planszowa: "Mumia, wyścig w bandażach"- recenzja


Co zawiera:
18 kafelków zagrożeń
8 kafelków skarbów
6 kafelków wielbłądów
4 żetony mumii
Pole start oraz pole meta
18 pionków ( po 3 w każdym x 6 kolorów)
Mumia
8 strażników
2 kostki

ELEMENTY DODATKOWE:
10 żetonów akcji
2 kapelusze (pecha i szczęścia)
4 kafelki wymiany
8 kafelków ryzyka

Dla kogo:
Gra jest przeznaczona dla 2 do 6 graczy w wieku od 8 lat.

Czas gry:
Ok. 30 min

O co chodzi:
Celem gry jest zdobycie jak największej liczby punktów.  Należy ustawić plansze zgodnie z ilustracją na instrukcji. Uczestnik posiada 3 pionki. Po rzuceniu dwóch kostek, postępuję zgodnie z instrukcją. Jedna kostka mówi o tym ile pól do przodu należy się przemieścić, druga o tym, co przemieszczamy. „?”- Przemieszczamy pionek, strażnika lub mumię, czyli mamy wybór.  Znaczek mumii- przemieszczamy mumię.  Znaczek z pionkiem i strażnikiem- przemieszczamy pionek lub strażnika. Jeśli pionek lub mumia stoją samotnie na kafelku skarbów lub zagrożeń i przesuwają się do przodu, zabieramy opuszczony przez nas kafelek. Gra się kończy po przekroczeniu wszystkich pionków pola „Meta”. Kafelki wielbłądów zamieniają ujemne punkty z kafelków zagrożeń na dodatnie!

Moja ocena:
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy po rozpakowaniu, to brak tarczy. Hmmm…, O co chodzi? Pomyślałam. Po szczegółowym przeczytaniu instrukcji, która wydała mi się bardzo skomplikowana, przygotowałam wszystko do gry. W grze wzięło udział dwóch uczestników i po pierwszej rozgrywce ogromne zaskoczenie. Miła, zabawna, pobudzająca i wyciągająca ostatnie pokłady złośliwości i strategicznego myślenia. W tej grze należy się wysilić i przemyśleć strategię. Niejednokrotnie poświęcałam swoją korzyść, by utrudnić przeciwnikowi zdobycie punktu. Gra od 8 lat i uważam, że to idealny wiek do tej zabawy. „Mumia” posiada trzy warianty gry oraz możliwość zmiany ustawienia tarczy, co jest wspaniałym pomysłem. Bardziej zaawansowane rozgrywki polecam już doświadczonym graczom. Wykonanie solidne, zapewni długotrwałe użytkowanie. Dawno tak się nie bawiłam grając w grę planszową i to bez udziału dzieci. Jeśli istniej idealne gra dla dorosłych i dzieci, to Mumia z pewnością nada się idealnie!

Dziękuję!!!
 

Wyzwanie: Noszę to, co czytam!


Niebawem na blogu ruszy cykl: „Noszę to, co czytam”

Zabawa ma na celu pokazanie swojej (mojej) pasji, oraz uświadomienie innym, że jest ona wartościowa i piękna. Moje przyszłe video-recenzje będą zawierały elementy związane z recenzowaną powieścią. Wypatrujcie kolejnej relacji, zarówno książka jak i koszulka przepiękne. Najlepsze inspiracje znalazłam na stronie sklepu KaRoKa! ( kliknij tu)Piękne wzory intrygują i przyciągają uwagę, a koszulki są ekologiczne. Pokażmy innym, że warto eksponować rzeczy, które się kocha a być może i skłonić do sięgnięcia po książkę.

Zachęcam do zabawy!!!
 
 

niedziela, 2 listopada 2014

"Ekstaza, Euforia" Sylvia Day- recenzja

 Sylvie Day znam z romansów historycznych, które mnie urzekły stylem oraz fabułom. Do tej książki podeszłam z ogromną dawką zaufania i pewnymi oczekiwaniami, dlatego jestem szczęśliwa, że autorka mnie nie zawiodła.

Gianna i Jackson byli kochankami, lecz ta sielanka została gwałtownie ucięta w chwili, kiedy mężczyzna ją porzucił.  Gia przez dwa lata ciężko pracowała nad budową swojej kariery. Pracowała pod okiem Lei Yeung, biznesowego rekina. Kiedy myśli, że jej życie jest na najlepszej drodze do osiągnięcia sukcesu spotyka Jaxa. Wszystko zaczyna się komplikować, praca, plany na przyszłość oraz relacje rodzinne. Gianna będzie musiała się wykazać, aby pokonać trudności i zaznać szczęścia.

Gia jest młodą kobietą, która została bardzo zraniona. Bohaterka wywodzi się z rodziny restauratorów i kocha wszystko, co związane z tą branżą, jednak to strona biznesowa ją fascynuję. Bardzo przyjemnie zagłębiałam się w jej wewnętrzne wynurzenia oraz ból, złość i smutek, które odczuwa po ponownym spotkaniu Jacksona. Rozumiem ja całkowicie, jednak trochę mnie zawiodła, że nie była w stanie oprzeć się dawnemu kochankowi. Jax niewiele jej mówi o swoim życiu, co ją bardzo irytuję. Mężczyzna zajmuję się polityką i stara się chronić Gie przed twardym i bezwzględnym światem polityki. Bardzo mało go poznałam i początkowo denerwowało mnie jego zachowanie, może gdybym poznała go z innej strony, byłabym wstanie go zaakceptować.

Relacje bohaterów są złożone. Z jednej strony mamy ich wielką miłość, lecz stworzenie związku nie jest takie łatwe. Bohaterowie nieustannie się kłócą. Jax nie chce się całkowicie otworzyć, co stanowi problem. Bardzo lubię styl Pani Sylvii. Autorka nie żeruje bezustannie na podnieceniu bohaterów a pokazuję również inne ważne zagadnienia. Praca Gianny i sprawy z tym związanie są interesujące. Życie rodzeństwa bohaterki to kolejny mocny punkt. Są pociągający i z chęcią poczytałabym więcej o tych opiekuńczych mężczyznach.

Jak na literaturę erotyczną, uważam, że seksu było stanowczo za mało. Akcja jest bardzo szybka a wiele ciekawych wątków wypełniają bark seksualnych uniesień. Sama miłość między bohaterami pozostawia wiele do życzenia. Gia i Jax często się kłócą a ilość tajemnic, szczególnie ze strony Jacksona staje się uciążliwe. Dla mnie ta książka jest za krótka, z przyjemnością zagłębiłabym się szczegółowo w relacje między kochankami i poznała ich lepiej.

„Ekstaz, Euforia” to bardzo dobry erotyk, w którym znajdziecie ciekawą fabułę z intrygującymi bohaterami. Autorka mnie nie zawiodła, dlatego polecam wszystkim, którzy szukają lekkiej i przyjemnej lektury, w której łatwo się zatracić.

4+/6
Dziękuję !!!