poniedziałek, 26 marca 2018

"Magia krwawi" Ilona Andrews - recenzja


„Magia Krwawi” to już czwarty tom niezwykłej serii o Kate Daniels. Cykl ten bez wątpienia jest bestselerem! Jestem zakochana w fantastce, a Urban Fantasy to moja wielka słabość i żaden cykl nie zauroczył mnie tak bardzo jak TEN!

Atlanta jest zagrożona! Tajemniczy morderca w płaszczu pustoszy miasto i sprowadza na jego mieszkańców pradawne zło i plagi. Kate musi rozwikłać zagadkę, a odkrycie tożsamości „Mary” będzie prawdziwym szokiem. Gromada znajduje się na celowniku, co nie ułatwia sprawy, tym bardziej że Curran jest zawzięty i zdeterminowany, a Kate nieuległa. Kto wygra w tej rozgrywce? Miłość, żądza władzy, czy troska o życie pobratymców?  

Już sam początek jest wstrząsający! Pierwsze strony mocno wytrąciły mnie z równowagi i choć dalszy rozwój wypadków był interesujący, to ja kipiałam ze złości i myślałam tylko o Curranie! Mocny i bulwersujący początek, którego nigdy nie zapomnę, szczególnie że emocje długo nie opadały, to z czasem uczucia osłabły i już spokojnie mogłam wciągnąć się w nowe przygody Kate.

Oczywiście spokój nie trwał długo i to z tego powodu tak uwielbiam tę serię. Szybka akcja i liczne walki są niezwykle pochłaniające i trudno oderwać się od lektury. Dla bohaterów jestem coraz bardziej pobłażliwa, a to za sprawą sympatii, która rośnie z każdym kolejnym tomem. Kate, Curran i ich przyjaciele popełnią błędy, czasami zachowują się irracjonalnie, ale jakoś mi to nie przeszkadza i traktuję ich jak rodzinę!

Jeśli nie mieliście okazji poznać tej serii, a lubicie fantastykę w nieco bardziej klasycznym stylu, to warto nadrobić zaległości! TA SERIA JET OBŁĘDNA!  Dużo krwi, walk, wampirów, zmiennokształtnych i istot wszelkiego rodzaju. Świat przedstawiony stanowi idealne tło dla przygód Kate.  Niedaleka przyszłość, która została całkowicie odmieniona przez magię, która walczy z techniką. Tylko jedna może dominować nad światem i jest to świetny pomysł.


Ta część jest kolejnym potwierdzeniem na pomysłowość autorów. Czerpią z mitologii i wierzeń, a rezultat jest naprawdę dobry. Każdy problem, z którym mierzy się główna bohaterka wymaga wiedzy, a analiza poszczególnych etapów śledztwa dostarcza wielu ciekawostek.

Kolejna książka, w której się zakochałam. Seria o Kate nadal zachwyca i nawet upływ czasu jej nie szkodzi. Działa chyba nawet korzystnie, bo lata mijają, a ja nadal uwielbiam bohaterów! Mocna, krwawa i kompletnie nieprzewidywalna, czyli książka idealna! Powieść ocieka magią! Aż ślinka leci na myśl o kolejnej książce! Polecam 8/10!


patronat 

Książka do kupienia TU

czwartek, 22 marca 2018

"Weteran" Katy Regnery - recenzja


Savannah Carmichael buduje karierę i ziszcza najskrytsze marzenia. Jeden nierozsądny wybór, wszystko niszczy. Młoda dziennikarka zaszywa się w rodzinnej mieścinie, by uleczyć dumę i zacząć wszystko od nowa. Nieoczekiwanie dostaję propozycję napisania historii o interesującym człowieku, postanawia spróbować. Asher Lee od ośmiu lat nie opuszcza domu, ponieważ czuję się wyobcowany. Okaleczony weteran stracił wszelką nadzieję i kiedy losy tej dwójki splatają się, poznajemy przepiękną opowieść o walce z własnymi słabościami i szukaniu nadziei!

„Weteran” to przepiękna historia! Jeśli chodzi o romanse, to jestem bardzo wymagająca i krytyczna. Miałam duże oczekiwania i zapewniam, że nie rozczarowałam się!

Savannah jest pracowitą kobietą, która ceni sobie niezależność i karierę. Momentami wydaję się samolubna, jednak po głębszym zastanowieniu, jej postępowanie napawa dumą. Asher, to jedna z moich ulubionych postaci romansowych. Nie mam mu nic do zarzucenia. Fabuła oscyluję wokół historii tej dwójki i poza nimi pojawia się tylko kilku innych bohaterów.

Autorka poruszyła bardzo ważny temat, a mianowicie okaleczeń wojennych i rodzeniu sobie z traumą. Jest to współczesna baśń, dlatego można się domyślić, że Asher pełni tu rolę Bestii i mieszka na wzgórzu. Nowa wizja tej historii mnie oczarowała. Oboje wyjechali z Danvers. Ona za karierą, a Asher za wielkimi ideałami. Wrócili, by lizać rany i są uważani za dziwaków, choć dla mnie to ludzie, którzy walczą o własne marzenia.

„Dwanaście kamieni milowych każdego związku”, to jeden z artykułów, na które natrafia siostra głównej bohaterki i ten temat jest obecny do ostatniej strony. Książkę można podzielić na owe dwanaście etapów i ten pomysł jest cudowny. Czułam miłość wiszącą w powietrzu, delektowałam się rozmowami między bohaterami i z zapartym tchem śledziłam rozwój wydarzeń.

Autorka ma przyjemny styl i już wiem, że z pewnością sięgnę po kolejne jej książki. Seks również jest obecny w tej powieści, jednak wielki plus za naturalności i czułość! Opisy przyprawiają o szybsze bicie serca, ale nie są tandetne i przerysowane. Akcja jest zawrotna, a dialogi przepełnione emocjami.

Pani Katy Regnery z czułością pisze o bohaterach. Nie tworzy sztuczny, czy tanich scen, by zirytować lub wzbudzić sensacje. Jest to po prostu trudna historia miłosna dwójki zagubionych ludzi, którzy szukają swojego miejsca w życiu i miłości, jednak najważniejsza jest akceptacja siebie samego. Zamykanie się w okowach strachu i odrzucenia, może zrujnować życie, dlatego warto budować swoją pewność siebie i otaczać się ludźmi szczerymi i potrafiącymi wejrzeć poza powierzchowność. I to wszystko znajdziecie w tej książce!

To jedna z najlepszych książek, jakie czytałam. Piękna i wzruszająca. Delektowałam się każdą stroną i niechętnie wyczekiwałam końca. Czy polecam? Jak najbardziej TAK! 9/10!


Dziękuję! 

Patronat! 


niedziela, 18 marca 2018

"Wiedźma Naczelna" Olga Gromyko - recenzja


„Wiedźma Naczelna” to kolejna dawka wyśmienitego humoru i kontynuacja przygód pewnej wrednej wiedźmy! Jest to również zwieńczenie jej historii, choć wcale nie oznacza to pożegnania z Belorią i jej mieszkańcami. Cały cykl liczy sobie sześć tomów, więc nie ma nad czym płakać! Jeszcze sporo dobrej zabawy przed nami! 

Wolha Redna kocha wiedźmi zawód i w celu poszerzenia wiedzy wyrusza w podróż, by zebrać potrzebne materiały. Choć strach przed ślubem, również motywująco wpłynął na decyzję opuszczenia Dagewy! Przed Wolhą liczne przygody, nieoczekiwane znajomości, krwiożercza pomroka i najemnicy, którzy wykazują wzmożone zainteresowanie wiedźmą, a konkretnie jej głową. Czy i tym razem Wolha wyjdzie cało z opresji?  I najważniejsze pytanie! Co ze ślubem?

Kto jeszcze nie zna tej serii, to wiele stracił i szybko powinien nadrobić zaległości! Olga Gromyko stworzyła niezwykły świat, który w całości mnie pochłonął. Krasnoludy, wampiry, elfy, ludzie i liczna pomroka, tworzą mieszankę wybuchową! A i smoków nie zabraknie. Uwielbiam takie klimaty, lecz nie to cenie sobie w tej serii, a oryginalne pióro autorki i jej poczucie humoru!  

Sarkazm autorka opanowała do perfekcji i umiejętnie nim operuję. W. Redna jest kobietą temperamentną, chwilami złośliwą i wybuchową, ale ma również wielkie i dobre serce. Niezwykle charakterystyczna postać, która z łatwością kształtuje się w umyśle czytelnika i pozostaje tam na długo.  Rzadko trafiam na takie postacie, które bez problemu potrafię sobie wyobrazić i to w najdrobniejszym szczególe. Nawet złośliwe skrzywienie warg znalazło się w tym obrazie. Wiedźma ma cięty język i to w niej uwielbiam! W książce na powrót spotykamy jej przyjaciół. Lenowi również poświęcono więcej uwagi i jakoś taki doroślejszy się wydaję. Czyżby nasz młody władca Dogewy zmężniał? Aż łezka się w oku kręci w dumnym czytelniku, który w całości pokochał tę zgraje porywczych bohaterów.

Książkę czytałam z prawdziwą przyjemnością i jeśli szukacie poważnej literatury, to ten cykl należy omijać. „Kroniki Belorskie” to w całości literatura rozrywkowa, którą należy przyjąć z przymrużeniem oka. Styl autorki jest charakterystyczny, przesiąknięty gwarą i kąśliwymi uwagami. Książka jest przepełniona zjadliwymi komentarzami, lekkim szyderstwem i tak jak prędzej wspomniałam, sarkazmem. Całość jest naprawdę przyjemna w odbiorze. Komizm sytuacji wyciska łzy rozbawienia, a przygody bohaterki porywają. Ten tom można podzielić na trzy osobne historię. Pierwsza jest utrzymana w rycerskich klimatach i Wolha bawi się w detektywa. Druga część jest nico bardziej beztroska i przygodowa. Trzecia, ta najbardziej interesując, to spotkanie starych znajomych i walka ze złem. Wszystkie pozornie odrębne, jednak  łączą się w spójną całość. Finał jest w pełni satysfakcjonujący i przyznaję, że niektóre szczegóły mi umknęły, bo autorka powraca do zdarzeń z poprzednich tomów, więc z pewnością wrócę do tej historii.

„Wiedźma Naczelna” to ognista powieść. Zabawna i świetnie napisana. Wolha Redna jest jedyna w swoim rodzaju i kiedy raz się odwiedzi Belorię, ma się ochotę zgłębić ten magiczny świat. Specyficzny humor wyróżnia tę serię i mogę ją polecić  wszystkim fanom fantastyki. 8/10


Dziękuję! 
Patronat! 

wtorek, 13 marca 2018

"Strange the Dreamer. Marzyciel" Laini Taylor - recenzja


Lazlo Strange jest sierotą i został wychowany przez surowych mnichów, którzy tłamsili w nim marzenia i wyobraźnie. Kiedy zostaje bibliotekarzem, w końcu otrzymuję niepowtarzalną szansę, by odkryć prawdę o mieście Szloch. Zafascynowany owym miejscem, szuka wszystkiego, co pozwoliłoby mu poznać je lepiej. Nigdy nie przypuszczał, że weźmie udział w wyprawie przez pustynie Elmuthaleth, co na zawsze odmieni jego życie i marzenia.

Twórczość Laini Taylor poznałam kilka lat temu i wyczekiwałam kolejnej jej książki. Autorka ma ogromną wyobraźnie i zabiera czytelnika do niezwykłych światów. Tworzy bohaterów tak oryginalnych, że na lata zapadają w pamięci. Piszę piękne bajki dla starszych czytelników, którzy kochają magię i nie boją się marzyć.

„Marzyciel” to powieść niezwykła, która ma wiele plusów, jednak tym razem zacznę od rzeczy, która od pierwszej strony, w dość dużym stopniu, mi przeszkadzały. Powolny rozwój akcji i bardzo długie opisy były męczące i naprawdę dużo czasu zajęło mi, wniknięcie w ten świat. Wiało nudą i brakowało mi dialogów. Całe szczęści, że z czasem jest lepiej i kiedy Lazlo wyrusza w podróż, akcja troszkę przyspiesza i fabuła zagęszcza się, co przyjęłam z ulgą. Jednak nadmiar opisów jest widoczny do ostatniej strony. Przeskoki czasowe i dziwne podziały na części, z czego każda opowiada o czymś nieco innym, jest dezorientujące, jednak całość jest intrygująca i czytałam dalej, mimo że chwilami nie ogarniałam.

Świat wykreowany przez autorkę z pewnością zasługuję na uwagę, jest baśniowo i nieziemsko. Klimat również robi swoje i kiedy już poczułam magię płynącą z tej powieści, to styl autorki mnie oczarował. Czułam piękno biblioteki i potęgę niektórych postaci.

Bohaterowie są świetnie wykreowani, a mam tu na myśli złożoność ich osobowości i różnorodność charakterów. Każdy z nich ma jakąś historię, która ich ukształtowała. Lazlo jest sympatyczny i ma wielką, przepiękną wyobraźnie. Okładka jest idealna, bo niebieski ma tu istotne znaczenie. Pojawiają się niebiescy ludzi i ćmy, a do tego dzieci bogów.  Nie chcę zdradzać zbyt wiele, bo ta książka jest niezwykła i co najważniejsze, oryginalna w każdym calu. „Marzycielem” trzeba się delektować i pomimo początkowej trudności z wciągnięciem się w fabułę, to w pewnej chwili zrozumiała, że naprawdę trudno oderwać się od powieści.

Pięknie napisana książka, która zabiera czytelnika w niezwykłą podróż po świece surowym i magicznym. Niesztampowa historia z miłością w tle. Jest idealna dla wszystkich marzycieli i dorosłych, którzy lubią zapomnieć o otaczających ich świecie, by znaleźć się w bajce, która jest równie cudowna, co przerażająca. 7/10


Dziękuję! 

środa, 7 marca 2018

"Jej wysokość P." Joanne MacGregor - recenzja [przedpremierowa]

Peyton jest piękną dziewczyną, jednak nie czuję się dobrze we własnej skórze. Nastolatka jest wysoka, o czym rówieśnicy nie pozwalają jej zapomnieć. Pewnego dnia postanawia przejąć zakład, a by wygrać 800 dolarów, musi pójść na trzy randki i bal maturalny z chłopakiem wyższym od siebie! Kiedy poznaje Jaya wszystko się zmienia, bo chłopak spełnia wszystkie kryteria, ale dziewczyna pragnie, by był kimś więcej niż tylko środkiem do celu.

„Jej wysokość P.” zaintrygowała mnie opisem i zapragnęłam poznać główną bohaterkę. Spodziewałam się lekkiej lektury.  Tak! Otrzymałam ją, jednak cała powieść ma głębsze dno i chodzi w tej historii o coś bardziej ważnego i wartościowego.

Peyton na pierwszy rzut oka jest zakompleksioną nastolatką, której doskwiera jej wysoki wzrost. Im bardziej ją poznawałam, tym bardziej rozumiałam jej obawy.  Rówieśniczy od lat dokuczali jej w tym temacie, ale dziewczyna tak naprawdę ma problemy, o których chcę zapomnieć, a by to zrobić, najlepiej skupić się na czymś innym. Autorka porusza istotne kwestię i pod przykrywką wesołości, skupia się na ważnych tematach, które powinny być poruszane w książkach dla młodzieży. Jay jest chłopkiem niemal idealnym, ale mam mu kilka rzeczy za złe i chyba będę swoje żale dusiła w sobie, by nie sypać spoilerami. Pomimo kilku spraw, naprawdę polubiłam tego chłopaka, bo w końcu przyczynił się do wyzwolenia Peyton! Przyjaciółka dziewczyny, jest chyba jedną z moich ulubionych postaci. Prawdziwa kumpea, która mówi szczerze i robi wszystko co może, by pomóc!


Akcja jest zawrotna, co jest wielkim plusem! Peyton chodzi na randki, które potrafią rozbroić czytelnika i wywołać szczere wybuchy śmiechu. Autorka ma cudowny styl. Dialogi są zabawne i co najważniejsze ciekawe. Nie jest to żadne pitu, pitu, a rozmowy mające na celu poznanie się! Sytuacje są komiczne, a bohaterowie pełni zaskoczeń! I pod tą całą wesołością odkryłam piękną i wzruszającą historię dziewczyny borykającej się z problemami rodzinnymi, z niezrozumieniem i odtrąceniem. Jej sytuacja w domu jest naprawdę trudna i wymaga głębszego zastanowienia.

Sam finał tej historii jest nieco wyidealizowany, ale dobrze rokuje na przyszłość i dzięki temu naprawdę miło spędziłam czas z Peyton i jej perypetiami! 

„Jej wysokość P.” to zabawna i pełna emocji powieść, która wywołuje skrajne emocje. Śmiałam się w głos, szczerze rozbawiona i równie gwałtownie płakałam, bo choć powieść jest naprawdę przyjemna, to Peyton nie ma lekko w życiu i trudno obojętne przejść obok tej historii. Piękna powieść o dorastaniu i popełnianych błędach, które potrafią uświadomić, że najprostszą drogą do szczęścia jest akceptacja samego siebie i wytrwałość, która potrafi dokonać cudów. Jak najbardziej polecam! 8/10!

Premiera: 09.03.2018

Dziękuję! 



poniedziałek, 5 marca 2018

"Aż do śmierci" Jennifer L. Armentrout - recenzja


Sasha przeżyła piekło! Uciekła seryjnemu mordercy i by zapomnieć o traumatycznych wspomnieniach, postanawia wyjechać.  Zostawia matkę, przyjaciółkę i chłopaka. Po dziesięciu latach pragnie odzyskać stracony czas i wraca w rodzinne strony. Kiedy w miasteczku zaczynają znikać  kobiety, Sasha wie, że przeszłość o niej nie zapomniała. Kto jest zabójcą? Morderca powstał z martwych? Czy Cole, dawna miłość, zdoła ocalić Sashe?

Jestem wielką fanką Jennifer L. Armentrout! Co dziwne, to poznałam ją dzięki serii wydanej przez Wydawnictwo Amber. „Zaczekaj na mnie” zapoczątkowało wyśmienity cykl, wydany pod pseudonimem J. Lynnn. Dopiero później przeczytałam serię Lux, a muszę powiedzieć, że jestem zakochana w fantastyce! To była obłędna seria, tak samo jak cykl Dark Elements! Tym razem autorka postanowiła zaprezentować się w innym gatunku, a mianowicie w thrillerze!

Książka wciąga od pierwszej strony! Dosłownie! Jeśli tak mają prezentować się książki  z cyklu „Sexy Crime”, to ja chcę wszystkie!

Bohaterów uwielbiam! Zarówno tych dobrych jak i tych zabójczych. Autorka wykreowała bohaterkę, którą należy zrozumieć, tym bardziej, że przeszłość nie była łaskawa i pozostawiła po sobie ślady. Trochę zakompleksiona, ale nieprzerysowana. Zwykła dziewczyna i właśnie dlatego, tak łatwo nawiązać z nią więź.  Cole, to mój faworyt tej powieści, złego słowa o nim nie można powiedzieć, jedyne co nasuwa mi się na jego myśl, to „kocham tego faceta!

Akcja jest szybka, bo ciąg niebezpiecznych zdarzeń rozgrywa się na przestrzeni kilku dni. Dużo tajemnic  i niebezpieczeństwa, ale bliżej tej powieści do romansu i to JAKIEGO! Świetna powieść! Wciąga, zaskakuję i co najważniejsze, to obłędnie się ją czyta. Trudno powiedzieć cokolwiek o tej książce, bo najlepsze jest ta niewiadoma.  Kilka zwrotów akcji mnie zaskoczyło. Policja jest troszkę nieporadna i kilka rzeczy można zakwestionować, ale autorce udało się wywieść mnie w pole. 


Miałam kilka typów odnośne seryjnego zabójcy. Brałam pod uwagę różne możliwości i nawet miałam na celowniku  TEGO  kandydata, jednak autorka nieźle namieszała, za co daję jej wielkiego plusa. Być może fani thrillerów będą mieli więcej obiekcji. Choć dużo śmierci w tej powieść, to czyta się ją bardzo przyjemnie i można się rozmarzyć.  Pojawiło się wiele szczegółów, których nie brałam nawet pod uwagę i to jest wspaniałe. Czekałam na wielki zwrot akcji i doczekałam się go!

„Aż do śmierci” to wyśmienita mieszanka romansu z thrillerem! Jest namiętność i może emocji. Uwierzcie mi, naprawdę trudno oderwać się od lektury! Polecam!!! 8/10


Dziękuję!

sobota, 3 marca 2018

"Zrodzony ze srebra" Patricia Briggs - recenzja


Mercedes Thompson jest twardą babką, lubi swoją prace, przyjaciół i upartego kota, ale nie lubi kłopotów! Sęk w tym, że one lubią Mercy. Teraz Mercedes jest częścią stada, jednak nie wszystkim się to podoba i tylko Adam jest dla niej prawdziwym oparciem. To nie wszystkie problemy kojotki, bo tym razem trafia w sam środek afery nieludzi i to przysporzy jej wielu problemów. Czy uda jej się wyjść bez szwanku z opresji?

Seria o Mercedes Thompson nie jest cyklem najwyższych lotów, ale jest to kawał dobrej literatury rozrywkowej. Urban Fantasy to mój ulubiony gatunek i każde ponowne spotkanie z Mercedes jest dla mnie prawdziwą przyjemnością.

Autorka pokazała wizję świata, w której ludzkość wie o istnieniu wilkołaków i niektórych nieludzi. Poszczególni zmiennokształtni ujawniają się. Jedni ich akceptują, a inni nienawidzą. Mercy jest kojotem i posiada kilka umiejętności, które nie raz ratują ją z opresji. Jest ona niezależną kobietą, ale od jakiegoś czasu jej relacje z Alfą miejscowego stada wilkołaków nabierały rumieńców, by ostatecznie wybuchnąć. Wątek miłosny jest, lecz nie dominuję i stanowi raczej dodatek.

Nieludzie są potężni i bardzo niebezpieczni. Trzeba uważać na słowa i choć te istoty nie potrafią kłamać, to w naginaniu prawdy są prawdziwymi mistrzami. Temat pewnej książki, który został poruszony w poprzednich tomach powraca i to właśnie główna bohaterka musi uporać się z problemem. Prywatne śledztwo prowadzone przez Mercy jest głównym wątkiem. Dużo zagadek, tajemnic i intryg.


Tym razem jestem nieco rozczarowana. W poprzednich tomach doceniałam Mercedes za odwagę i lojalność. Dla przyjaciół zrobi wszystko. Nigdy nie udawała niepokonanego herosa i choć ma pewne zdolności, to często trzeba było ją ratować. W tej części zabrakło mi siły Mercedes. Momentami chciałam by wybuchła, by mogła ocalić siebie. Mam nadzieję, że w przyszłości jeszcze pokaże, na co ją stać. Samuel potrafi być irytujący, jednak w tym tomie bardzo go polubiłam. Samuel, jako wilk jest naprawdę sympatyczny. Adam? Ja to Adam, jest potężny i impulsywny, jednak i tak go uwielbiam. Ben intryguje mnie najbardziej i jestem ciekawa jak dalej potoczy się jego życie.

„Zrodzony ze srebra” to świetna kontynuacja, a poziom nie spada. Powieść czyta się szybko i z prawdziwą przyjemnością. Lekka i idealna na wieczór. Uwielbiam świat wilków i wampirów, więc ten cyk jest dla mnie idealny, a przy tym nie wieje nudą i schematami.  Jak najbardziej polecam. 7/10 ! 

Książka pod patronatem!