środa, 24 grudnia 2014

"Love, Rosie" Cecelia Ahern- recenzja



Rosie i Alex znają się od najmłodszych lat. Razem się uczyli, kłócili, bawili i wpadali w tarapaty. Ich przyjaźń kwitła i stała się solidna. Pewnego dnia okazało się, że Alex musi wyjechać do Ameryki a Rosie zostać w Irlandii. Dziewczyna zachodzi w ciąże i jej życie zmienia się diametralnie, Alex również żyje własnym życiem, lecz tę dwójkę nadal łączy przyjaźń, czy taka więź może przetrwać tysiące kilometrów rozłąki? 

Rozpoczynając lekturę szybko przekonałam się, że nie jest ona standardową powieścią. Po raz pierwszy postanowiłam nie oceniać bohaterów. Dlaczego? Ponieważ są oni tacy jak my, łącznie ze swoimi wadami jak i zaletami. Ta historia może zdarzyć się każdemu, zarówno Rosie jak i Alex są prawdziwi a ich historia zwaliła mnie z nóg. 

Książa napisana jest w specyficzny sposób, gdyż jest to zbiór listów i maili, które bohaterowie wymieniają na przestrzeni lat. Nie jest to tylko korespondencja głównych bohaterów, ale również rodziców, rodzeństwa oraz córki Rosie i jej przyjaciela. Akcja jest zawrotna, gdyż wydarzenia opisane w książce rozgrywają się na przez wiele lat i właśnie, dlatego każdy list jest bardzo ciekawy i zawiera ważne informacje. 

Bohaterowie popełniają błędy i to niejednokrotnie. Widać, że jest między nimi chemia a mimo to boją się pójść za głosem serca. Wiążą się z niewłaściwymi ludźmi i tak przez lata. Czytając „Love, Rosie” można sobie uzmysłowić jak jedna źle podjęta decyzja może zrujnować przyszłość. Każdy błąd ma swoje konsekwencje a ukrywanie uczuć jest najgorszym możliwym rozwiązanie. Uważam, że trochę za dużo było tego kluczenia i problemów. Dorastająca Katie jest bardzo dobrym dodatkiem do tej historii. Głównym bohaterom dość mozolnie idzie uczenie się na błędach, lecz umieją przekazać kilka wartościowych porad dzieciom i chwała im za to! 

Nie jestem fanką okładek filmowych, lecz ta jest po prostu olśniewająca. „Na końcu tęczy” to pierwotna nazwa tej książki, lecz obecne wydanie oraz ekranizacja dały drugie życie tej powieści, z czego jestem zadowolona i nie mogę sobie wybaczyć, że tak dobra lektura była dostępna przez lata a ja nie miałam o niej zielonego pojęcia.

„Love, Rosie” to przepiękna i magiczna książka o życiu i wszystkich jego aspektach. Przyjaźń trwająca przez lata jest godna podziwu. Bohaterowie popełniają błędy i pokazują czytelnikowi jak łatwo jedną złą decyzją można zmarnować kilka lat. Wszystko jest podsycone sporą dawką dobrego humoru i niepowtarzalnym klimatem. To nie jest książka! To życie, które jest wypełnione ogromem emocji. Łatwo się zakochać w tej historii, dlatego polecam zarówno młodym jak i starszym czytelniczką.
5+/6
Dziękuję !!!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

"Pięćdziesiąt twarzy grzechu" Caroline Linden- recenzja



Lady Joan ma dwadzieścia cztery lata. Z braku kandydata na męża dziewczyna jest uważana już za stara pannę. Kiedy ponownie spotyka wicehrabiego Burke, jej staropanieństwo nie jest pewne, gdyż między tą dwójką iskrzy zadziwiająco mocno. 

Joan nie jest klasyczną pięknością, ponieważ jej wygląd odbiega od stereotypowego wzoru piękna. Jest wysoka i mocno zbudowana a o do tego ubiera modne suknie, które jej nie służą. Tristan, jako jedyny ma odwagę jej o tym powiedzieć, co wywołuję ciąg wybuchowych zdarzeń na pograniczu skandalu. Joan jest kobietą z awanturniczym charakterem, mówi dosadnie i nie lęka się wyzwań, co Burke bezwstydnie wykorzystuje. Mężczyzna ma reputacje awanturnika i hulaki, lecz jego przeszłość i dzieciństwo po części to tłumaczą. Zarówno Joan jak i Tristan od razu spodobali mi się ze względu na przepychanki słowne i upodobanie do przygód. 

Tytuł „Pięćdziesiąt twarzy grzechu” nawiązuję do zakazanej broszurki, która opisuję łóżkowe przygody tajemniczej Constance. Młode damy zaczytują się w tej lekturze i czerpią wiedze o seksie.  Jest to bardzo miłe urozmaicenie powieście, które wywołało wiele zabawnych momentów. Nietypowo zaczęłam te serie od drugiego tomu i w niczym mi to nie przeszkadzało. Każda książką opowiada historię innej dziewczyny i pomimo, że są one przyjaciółkami, to nie jest wymagana znajomość innych książkę. Lektury łączy głównie nawiązanie do bezwstydnego pisemka.

„Pięćdziesiąt twarzy grzechu” jest romansem i to niezbyt wymagającym. Trzysta stron można pochłonąć w mgnieniu oka. Autorka ma lekki styl a wykorzystanie kilku przestarzałych wyrazów nie utrudnia czytania. Książka nie porusza bardzo poważnych tematów. Podoba mi się, że niema tu żadnych udziwnień, kombinowania i wymuszonych, często absurdalnych problemów. Akcja jest szybka i prosta, opiera się głownie na rozwijającym się uczuciu między bohaterami. 

Często czytam romanse oraz książki erotyczne, lecz ostatnio jestem już nimi zmęczona. Odkryłam idealne rozwiązanie, czyli romans historyczny. W tej książce jest miłość, przygoda oraz konwenanse, które dodają uroku a seks nie jest głównym tematem, za to na brak napięcia erotycznego nie mogę narzekać.  Książa jest bardzo miłym czytadłem, lecz nie zniewalającym. Czy sięgnę po następną książkę autorki? Z całą pewnością tak! Pisarka kreuje bohaterów, których nie sposób nie lubić, więc wyczekuję spotkania kolejnej damy, która będzie łamała etykietę i wzbudzi jakiś szczególnie głośny skandal. Polecam.
4/6
Dziękuję !!!

poniedziałek, 15 grudnia 2014

"Nie igraj ze mną" Sylvia Day- recenzja



Simon Quinn wraca do Paryża z myślą o nowym spokojnym życiu, lecz nieoczekiwanie musi wykonać jeszcze jedno zadanie. Jego przyszłe plany są związane z Lysette Rousseau, zimną i bezwzględną zabójczynią. Simon myśli, że traci rozum, kiedy zaczyna czuć coś do tej bezdusznej kobiety, lecz kiedy okazuje się, że to jej siostra bliźniaczka skradła serce mężczyzny, priorytety Simona ulegają zmianie a tajemnice z przed lat zaczynają mieć ogromne znaczenie.

Simon jest przystojnym i bogatym mężczyzną, lecz nie posiada pochodzenia. Poznałam go już w poprzednich tomach i od pierwszego spotkania zrobił na mnie dobre wrażenie. Bardzo się cieszę, że autorka poświęciła mu osobny tom. Lunette zauroczyła Simona od pierwszego wejrzenia i między nimi namiętność wręcz wrzała. Skupiamy się na dość dużej grupie bohaterów, którzy odgrywają istotną rolę. Bardzo podoba mi się, że mogłam obserwować rozwój uczuć nie tylko między Simonem i Lynette, ale i Lysette wzbudziła równie mocne zainteresowanie. 

Główną wadą książki jest jej długość. „Nie igraj ze mną” skupia się głównie na Simonie, lecz fakt, że zagłębiamy się w historie innych bohaterów sprawił, że trzysta stron to stanowczo za mało. Rzadko się zdarza, że akcja jest za szybka, lecz tu właśnie taka jest. Były momenty, kiedy nie nadążałam za rozwojem wypadków a wszechwiedzący narrator mi tego nie ułatwiał. Przeskakiwałam w zawrotnym tępię między wydarzeniami oraz bohaterami a wydarzenia opisywane były bardzo istotne i wiele wnosiły do powieści, dlatego musiałam bardzo mocno się skupić, aby nie przeoczyć, żadnego szczegółu.

W tej części seksu było znacznie mniej niż w poprzednich tomach. Jest to kolejny plus,  gdyż miałam możliwość skupienia się na akcji, tajemnicach oraz bohaterach, którzy są niezwykle ciekawi. W plątaninie wszystkich spisków, każde zbliżenie między bohaterami było istotne i doceniane. 

Pani Day stworzyła przecudowną serię historyczną, która mnie porwała w wir namiętności, zawrotnej akcji i przemyślanych gierek. Pomimo kilku niedociągnięć „Nie igraj ze mną” to książka, przy której miło spędzicie czas. Polecam!!! 4+/6

Dziękuję !!!
 

niedziela, 14 grudnia 2014

"Przeznaczeni" Holly Bourne: video-recenzja





„Przeznaczeni” to książka, która wpadła mi w oko, kiedy ujrzałam zapowiedzi. Dla tej powieści porzuciłam wszystkie swoje plany oraz obecnie czytaną książkę i całkowicie poświęciłam się lekturze książki pani Holly Bourne.

Poppy nie lubi Middletown, małego miasteczka pod Londynem. Uważa, że to najnudniejsze miejsce na świecie. Wraz z przyjaciółkami chodzą na cotygodniowe występy kapel rockowych. Podczas pewnego sobotniego wyjścia poznaje Noego, przystojnego gitarzystę z kapeli. Chłopak całkowicie odmienił jej życie i poglądy dziewczyny. Ich relacje są burzliwe oraz głębokie, lecz uczucie, które z każdą chwilą jest mocniejsze, zagraża nie tylko im, ale i światu. 

Poppy jest dziewczyną, która rozczuli czytelnika swoją postawą zatwardziałej feministki. Nie wierzy w miłość i przewraca oczami na samą myśl o młodzieńczej miłości. Noe wszystko zmienił. Bohaterka z każdym mijanym dniem staję się romantyczniejsza a miłość nie wydaję się tylko abstrakcją. Dziewczyna w pewnym momencie zaczęła wzdychać do swojego gitarzysty i było to trochę uciążliwe, lecz młodzieńcza miłość rządzi się swoimi prawami i lekka paranoja oraz zachwyt nad obiektem swoich uczuć jest w pełni zrozumiałe. Noe jest stereotypowym bohaterem młodzieżówek. Piękny, z powodzeniem, z mroczną przeszłości a wszystkiego dopełnia fakt, że gra w zespole rokowym. Mimo swojej niezbyt oryginalnej kreacji jest bohaterem, do którego można wzdychać. Szkoda, że nie zagłębiliśmy się bardziej w jego przeszłość oraz relacje rodzinne. Przyjaciółki  Poppy również są ważnym elementem powieści. Każda jest inna, lecz to Ruth wzbudza największe kontrowersje. 

Narracja pierwszoosobowa, prowadzona przez Poppy. Pojawiło się kilka rozdziałów dotyczących tajemnicze organizacji, mającej na celu obronę świata. Wątek paranormalny dość szybko jest ujawniony, lecz sami bohaterowie o nim nie wiedzą. Śledząc losy Poppy i Noego wyczuwałam napięcie z tego powodu. Para żyła własnym życiem, niczego się nie spodziewając, lecz czytając wyczuwa się zagrożenie wiszące w powietrzu. Pomimo, że fabuła jest prosta i pozornie się niewyróżniająca, byłam zaskoczona, z jaką łatwością wdrożyłam się w historie Poppy i Noego. Ich relacje mnie fascynowały, tym bardziej, że związek, który budowali miał lepsze i gorsze momenty, lecz całość była realna.  Autorka pisze lekko i używa młodzieżowych języka, co idealnie się sprawdziło. Książka porusza problemy młodzieży. Bohaterowie popełniają błędy, lecz nie zawsze się na nich uczą. 

„Przeznaczeni” mnie zaskoczyli, lecz przede wszystkim złamali serce. Z pozoru sztampowa powieść przerodziła się w emocjonującą i pasjonującą historię o prawdziwej, bezwarunkowej miłości. Nie jedno serce zmięknie podczas czytania, a łzy popłyną chyba każdej dziewczynie. Oczywiście znajdziecie zabawne momenty, które zrównoważą smutki. Czuję lekki niedosyt, gdyż chciałabym zgłębić wiele poruszonych spraw, począwszy od życia Noego, terapii Poppy oraz organizacji i jej członków. Brutalny realizm ukazanej miłości rozdarł mi serce i właśnie, dlatego ta par pozostanie w mojej pamięci na długo. 

Polecam !!! 5/6
Dziękuję !!!
 

poniedziałek, 8 grudnia 2014

"Slumdog. Milioner z ulicy" Vikas Swarup- recenzja



„Zostałem aresztowany. Za to, że wygrałem miliard rupii.”

Tak zaczyna się książka, która już od pierwszych słów pokazuję, że główny bohater nie ma lekko w życiu. Rom Mohammad Thomas, kiedy wygrywa ogromną ilość pieniędzy, zostaje aresztowany za oszustwo. Chłopak musi udowodnić, że wygrał uczciwie i miał po prostu szczęście.

„Bo czy to nie szczęście, że zadali mi takie pytania, na jakie znałem odpowiedzi?”

Słowa te są tak prawdziwe i szczere, że dziw potrzeć na los Roma, który musi walczyć o prawdę i wolność.
Akcja książki jest specyficzna, gdyż wydarzenia w niej rozgrywają się nie chronologiczne. Zaczynamy od wygranej Roma. Aby udowodnić, że znał on odpowiedzi na zadawane pytania, wraca wspomnieniami do minionych lat. Każde pytanie wiąże się z jakimś ważnym epizodem z jego życia, które wpłynęło na jego poprawną odpowiedz. Opowiadania nie są po kolei, co było dla mnie pewnym problemem, ponieważ nie jestem przyzwyczajona do takiej konstrukcji powieści. 

Historia życia bohatera jest tak wciągająca, że łatwo pochłonąć tę książkę. Lektura ukazuję Indie w dwojaki sposób, z jednej strony bogactwo a z drugiej ogromna bieda. Skrajność ta uświadomiła mi jak pieniądze dzielą ludzi. Większość żyje na granicy ubóstwa a mimo to umie odnaleźć w tym okrutnym świecie szczęście i radość. Życie Roma nie było usłane różami. Sierota porzucany kilkakrotnie. Nad taką historią nie można przejść obojętnie i bez emocji, gdyż wiele zdarzeń z życia bohatera było nad wyraz okrutnych, wręcz upadlających. 

Z racji, że jest to zbiór opowiadań, poznajemy wielu bohaterów. Jedni istotni, drudzy mniej, lecz zawsze wyraziści. W książce jest wiele skumulowanych wydarzeń, dlatego czuję niedosyt. Z chęcią poświęciłabym czas na zagłębienie się w niektóre szczegóły.

„Slumdog. Milioner z ulicy” został zekranizowany, o czym zapewne większość wie. Film widziałam dość pobieżnie, gdyż to nie są klimaty, które lubię. Bollywood z pewnością nie jest dla mnie, dlatego z rezerwą podeszłam do książki, jak się okazało niepotrzebnie. Książka podobała mi się o wiele bardziej i jestem zadowolona z poznania z historii Roma.  

Książka niezwykle refleksyjna i emocjonalna, pomimo często ponurych obrazów napawa optymizmem. Autor pokazał  Indie w sposób dotąd mi nieznany. Niezwykła plejada barwnych bohaterów. Wszystkie te elementy składają się na dobrą powieść, która umili wieczór i z pewnością skłoni do przemyśleń. Polecam!
4/6
Dziękuję!