środa, 21 grudnia 2016

"Skarbiec bajek na dobranoc"- recenzja


„Skarbiec bajek na dobranoc” to pozycja obowiązkowa dla rodziców oraz ich pociech, którzy wieczorową porą oddają się błogiej i magicznej wędrówce przez fascynujące światy. Ta książka jest pełna małych cudów i przygód, które zapragnie przeżyć każde dziecko.
Baśnie Christiana Andersena, czy też innych popularnych pisarzy zna prawie każdy, a jeśli czytacie bajki dzieciom, to przychodzi taki czas, kiedy już wszystkie te historie zna się niemal na pamięć. „Skarbiec bajek na dobranoc” to doskonała odskocznia od klasyków. W zbiorze tym znajdziecie aż 21 opowieści. Każda historia jest inna. Jedne dotyczą życia codziennego i takich problemów jak np. pierwsze nocowanie poza domem, bądź perypetii związanych z przeprowadzką do nowego pokoju. Oczywiście większość historii należy brać z przymrużeniem oka, jednak z pewnością dzieci pokochają barwnych bohaterów. Księżniczki również występują w opowieściach i zaserwują maluchowi niezapomniane przygody.

Podoba mi się, że bajki są różne i łatwo się je czyta.  Nawet najmłodsze dzieci nie będą miały problemu ze zrozumieniem opisanych historii, a przepiękne ilustrację dodatkowo im to ułatwią. Twarda okładką z gąbką jest cudownym dopełnianiem i sprawia, że książka prezentuję się obłędnie.
„Skarbiec bajek na dobranoc” jest idealną książką do poczytania nie tylko wieczorem, ale o każdej porze dnia. Polecam 5+/6







Dziękuję!



niedziela, 18 grudnia 2016

"Sztylet rodowy" Aleksandra Ruda - recenzja


Mila marzy o wojaczce i ciężko pracuję, by osiągnąć swój cel, jednak wojna zrujnowała skarbiec państwa i kończy się gwałtownie. Rozeźlona dziewczyna postanawia zostać głosem królewskim i decyduję się na podróż magicznym furgonem z grupo osobliwą i co najmniej wybuchową. Podróż umilają jej ciągłe kłótnie, walki i nadgorliwe, krasnoludzie mamy.
Bohaterowie stanowią barwną grupę. By ta wypraw się powiodła, utworzono oddział składający się z kilku ras, bo nigdy nie wiadomo, z czym będą musiały zmierzyć się głosy królewskie. Tym oto sposobem, Mila obdarzona zdolnościami magicznymi, ma za kompana Wilka, kapitana, magika, chłodnego i aroganckiego faceta. Kolejnym kompanem jest Troll, pałający do niej silnymi uczuciami. Dranisz rozczula serce, bo choć silny i waleczny, to jest również opiekuńczy i zdeterminowany, by posiąść serce Mili. Trzecim uczestnikiem wyprawy jest wojowniczka Tisa, ślepo zakochana w pewnym arystokracie. Jest wredna do bólu, ale też lojalna. Jednak to nie wszyscy, bo prace podejmuję nieoczekiwanie krasnolud, który ledwo puścił rąbek maminej spódnicy i w zetknięciu z brutalnym światem, musi wykazać się dojrzałością, której niestety mu brak. Dopełnieniem tego wyśmienitego towarzystwa jest elf, inny niż wszystkie. Daezael wyróżnia się zarówno wyglądem jak i charakterem, bo elf pogrążony w głębokiej depresji jest tylko jeden. Jak ja kocham tego mruka, jego ponure poczucie humoru i oryginalny sposób pocieszania. Fakt, że jest uzdrowicielem sprawia, że jego posępność jest pocieszna i komiczna. Wszyscy są bardzo wyrazistymi postaciami, głęboko skrywającymi sekrety, które są zaskakujące i uwielbiam je odkrywać. 

Świat ukazany w powieści jest wszystkim tym, co kocham w fantastyce, czyli mamy kraj nękany przez pomrokę, krwiożercze wilkołaki oraz martwiaki. Czoło muszą im stawić krasnoludy, elfy, ludzie i jeszcze wiele innych magicznych istot, którzy łączą siły, by wygrać. Jednak magia książek Pani Aleksandry Rudej polega na humorze, który jest stałym elementem jej powieści. Jeśli ktoś ma ochotę na rzewne historię i masę rozczulających emocji, to ta książka z pewnością wyciskaczem łez nie jest i nie spełni Waszych oczekiwań. Jednak, jeśli szukacie lektury poprawiającej samopoczucie, przy której można odpocząć i pośmiać się, to „Sztylet Rodowy” zapewni Wami kilka godzin wyśmienitej zabawy.  
Autorka obca mi nie jest, kilka lat temu poznałam Ole, Ottona oraz Irgę, za którymi strasznie tęsknie, niestety dalsze losy tej trójcy nie zostaną wydane. Kiedy zobaczyłam zapowiedź nowej książki autorki, oszalałam ze szczęścia. Aleksandra Ruda pisze jak marzenie! Niejeden autor głowi się nad zabawnymi momentami, a pisarce komizm przychodzi naturalnie i wszystkie sceny są nie tylko zabawne, ale i emocjonujące.
Jeśli pragniecie książki pełnej przygód z barwnymi postaciami i ostrymi dialogami, to „Sztylet rodowy” jest doskonałym wyborem, bo bohaterowie zaserwują Wam epicką rozróbę! Polecam 5+/6
Dziękuję!!!

"Nowe przygody SuperMikołaja" - recenzja


Święta zbliżają się wielkimi krokami, więc to idealny czas, by dzieci poczuły magię świat. Idealnym sposobem na zaserwowanie dziecku ogromnej porcji magii, jest lektura o Świętym Mikołaju, ale nie takim tradycyjnym, bo SuperMikołaj jest niepowtarzalny.
SuperMikołaj to ktoś niezwykle wyjątkowy, czyli Mikołaj z tym, że podrasowany, bo jego sanie są nowoczesne, a struj niekonwencjonalny. Mikołaj otrzymuję list od samotnej dziewczynki, która jest pozbawiona przyjaciół, dlatego Mikołaj i Renek wyrusza w podróż, by umilić czas dziewczynce. Jednak ta wyprawa jest nie lada wyzwaniem, a dodatkowo musza dostarczyć wszystkie prezenty.

Cudowna książka dla dzieci. Ci młodzi posłuchają opowieści o niezwykłym Mikołaju na dobranoc, jednak starsi czytelnicy idealnie odnajdą się w tej książce, ponieważ szybka akcja wciąga. Podoba mi się, że jest to historia wielkiej przyjaźni, lojalności, magii i zabawy. Żaden maluch nie będzie się nudził!
Piękne wydanie z twardą okładką kusi, a cudowne ilustracje fascynują i wywołują wile pytań, szczególnie w młodszej grupie czytelników.
„Nowe przygody SuperMikołaja” to idealna książka dla dzieci, szczególne w tym wyjątkowym, przedświątecznym okresie zostanie doceniona! Polecam 4+/6









Dziękuję!




czwartek, 15 grudnia 2016

"Piąta pora roku" N. K. Jemisin- recenzja

Essun nie jest zwyczajną kobietą, jednak skrywa swój sekret przed światem. Pewnego dnia, mąż kobiety zabija ich syna i uprowadza córkę. Essun jest w żałobie, lecz pragnie ocalić swoje, nadal żyjące dziecko, oraz zemścić się na mordercy. Wyrusza w podróż przez tereny surowe, nieprzewidywalne i niebezpieczne, a Essun jest zdolna do rzeczy przerażających by osiągnąć swój cel.

Początek książki jest chaotyczny i zajęło mi kilkanaście stron, nim względnie odnalazła się w lekturze. Nowy świat, czy też wizja nienapawającej nadzieją przyszłości, jest czymś nowym i poznanie świata przedstawionego wymaga skupienia. Tak naprawdę miałam problemy z wizualizacją tego otoczenia. Początkowo wyobrażałam sobie ludzi żyjących w spartańskich warunkach, co zresztą jest prawdą, jednak pozbawionych technologii. Moje wyobrażenia ewoluowały i co kilka stron zmieniały się, bo tak naprawdę przyszłość jest wypełniona cudami techniki, często zapomnianym przez niektórych ludzi.


Opis sugeruję, że główną bohaterką jest Essun, ale czy na pewno? Szybko przekonałam się, że to nie jej historia mnie zainteresowała najbardziej. Z jednej strony mamy Essun i jej misje ratowania córki, z drugiej poznałam mała dziewczynkę wygnaną przez rodziców, bo jest górotworem. Od razu wyjaśniam, że górotwory mogą poruszać skałami i zamrażać żyjące wokół organizmy. Ludzie się ich obawiają i albą kończy się to linczem, albo wysłaniem do specjalnej szkoły. Taki los spotkał Damaye. Trzecia historia dotyczy Sjen, górotworu wysłanego na misję, podczas której ma ocalić losy pewnego nadmorskiego miasteczka, lecz to niejedyne jej zadanie. Przed rozpoczęciem lektury polecam zapoznanie się ze słowniczkiem, który znajduję się na końcu książki. Ułatwi to czytanie, a ponieważ ja tego nie zrobiłam, miałam początkowo problemy. Teraz wiem, że gdybym jednak zerknęła na koniec, to cala historia byłaby dla mnie klarowniejsza.

„Piątą porę roku” mogłabym przyrównać do puzzli, które ktoś w amoku rozrzucił i zajmuje sporo czasu, nim poszczególne elementy dopasuję się do siebie. Jednak, kiedy już się to zrobi, to efekt jest piorunujący i wymaga chwili zastanowienia i podziwu, by ostatecznie w szoku wyjąkać WOW! Tak, książka ma moc.

Narracja jest prawdziwym majstersztykiem. Poznajemy losy trójki bohaterów, lecz szybko można dojrzeć, że ramy czasowe się nie pokrywają, co jest cudownie dezorientujące. Narrator jest trzecioosobowy, lecz nie zawsze, bo w niektórych rozdziałach zwraca się bezpośrednio do Essun, co jest nie tylko oryginalnym pomysłem, co sprawia, że łatwo nawiązać więź z kobietą.

Wydarzenia opisane w książce rozgrywają się na przestrzeni, głównie, kilku miesięcy, lecz w szerszym zamyśle lat. Język jest wzbogacony o nowe słowa, co początkowo stwarza trudność, lecz tak jak już wspomniałam, słowniczek pomaga.


„Piąta pora roku” jest zajmującą pozycją, wymaga skupienia, lecz zawiła akcja oraz druzgocąca wizja przyszłości wciąga w lekturę. Jestem pełna podziwu dla kunsztu literackiego Pani Jemisin, która debiutuję tą powieścią, lecz zapewniam Was, że inauguracja trylogii „Pękniętej Ziemi” jest miażdżąca i przewyższa większość doświadczonych pisarzy, co jest nie lada osiągnięciem. Polecam!! 5+/6

Dziękuję!

środa, 14 grudnia 2016

wtorek, 13 grudnia 2016

"W to mi graj. Bajki muzyczne" Bednarek Justyna- recenzja


Justyna Bednarek znana jest z takich hitów jak „Pięć sprytnych kun” oraz „Niesamowitych przygód dziesięciu skarpetek”, jednak dla mnie „W to mi graj” jest pierwszym spotkaniem z twórczością pisarki i z całą pewnością wiem, że sięgnę po inne pozycję z dorobku Pani Bednarek.
„W to mi graj” to zbiór dwunastu bajek utrzymanych w muzycznych klimatach muzyki klasycznej. Bajki magiczne są zaskakujące i po prostu uroczę. Bohaterowie są niecodzienni i to ich wyjątkowość sprawia tak wielką przyjemność podczas czytana, bo jak się nie uśmiechać, kiedy poznaję się przygody niesfornego ucha, które postanowiło pójść na spacer? Takimi zaskakującymi zdarzeniami książka jest wypełniona po brzegi.

Młody czytelnik przeżyję niejedną przygodę, a przy okazji doświadczy muzyki w najczystszej postaci. Na piosenki, utwory czy też inne kompozycję, składają się dźwięki, a one są obecne na każdej stronie. Nie wiedziałam, czego spodziewać się po książce, której tematem jest muzyka, ale doznałam miłego zaskoczenia, ponieważ książka dosłownie skąpana jest w muzyce, a to wpływa na czytelnika. Poznając bohaterów, bardzo mocno skupiałam się na dźwiękach, jakie wydają poszczególne zwierzęta oraz przedmioty i zaczęłam dostrzegać, czy też słuchać dźwięków, na które do te pory nie zwracałam uwagi.
Każda z bajek zwieńczona jest biografią znanego kompozytora, choć przyznaję, że o niektórych dowiedziałam się dzięki tej książce. Biografie są krótkie, interesujące i co najważniejsze, zapadają w pamięci. Nie są zbiorem suchych faktów, a ciekawią opowieścią o utalentowanych muzykach.
„W to mi graj. Bajki muzyczne” już samym wydaniem zwraca uwagę czytelnika. Okładka jest twarda, rogi zaokrąglone, co przykuwa wzrok. Ilustracje są eleganckie, utrzymane w stonowanych, ciemnych barwach, co niekoniecznie doceniła moja trzyletnia córka. Szata graficzna mnie oczarowała i stanowi idealne dopełnienie całej książki, ale docenią ją starsi czytelnicy.
Książka przepełniona dźwiękami, humorem i magią. Gorąco polecam! 5/6


Dziękuję!

poniedziałek, 12 grudnia 2016

"Amerykańscy bogowie" Neil Gaiman- recenzja

Neil Gaiman jest znanym i nagradzanym pisarzem, jednak przyznaję, że mi całkowicie obcym. Ponieważ wydawnictwo Mag postanowiło wznowić książki pisarza w nowych okładka, które całkowicie mnie zauroczyły, nie mogłam sobie odmówić lektury jednej z jego powieści. Zdecydowałam się na „Amerykańskich bogów” i jestem zadowolona z dokonanego wyboru. 

Cień po trzyletniej odsiadce wychodzi z więzienia, by wrócić do normalnego życia. Miał wielkie plany, lecz szybko okazuje się, że nic z tego, co sobie postanowił, nie doczeka się realizacji. Strata żony, gorzka prawda oraz brak jakichkolwiek perspektyw na przyszłość, skłania go do przyjęcia pracy od całkowicie obcego mężczyzny. Ten wybór zmienia wszystko i tak oto Cień zaczyna niezwykłą podróż po Stanach, podczas której spotyka wrogów, sprzymierzeńców, umarłych i bogów. 


Książka rozwija się powoli, właściwie początek był dość dziwny, choć wiele w tej lekturze mogłabym tak określić. Cień wydaje się chłodnym mężczyzną, który stara się nie wychylać. Zabrakło mi w nim emocji i wyrazistości, lecz z czasem przywykłam do niego i zaczęłam dostrzegać zalety, które niewątpliwie posiada. Choć jest on głównym bohaterem, to nie on jest moim ulubieńcem. Nowy pracodawca Cienia, który jest bogiem, Odynem i to wszystko jest aż nazbyt oczywiste, to Cień nie zadaję początkowo pytań, sprawy niemożliwe przyjmują z ignorancją. Książka obfituje w ilość bohaterów, a autor każdego z nich przedstawił w inny sposób, są charakterystyczni i zapadają w pamięci. Podoba mi się szaleństwo, które emanuje z niektórych postaci, wprawiło mnie to w przedziwny nastrój. 


Bogowie istnieją dzięki wierze w ich istnienie i moc, jednak rozwój cywilizacji zatarł pamięć o nich, co niemal ich zniszczyło. Gaiman zawarł w swojej powieści prawdziwą mieszankę wierzeń i mitologii. Bóstwa nordyckie, grecki, słowiańskie i jeszcze wiele przedziwnych istot, zapewnią Wam przygodę głęboko zapadającą w pamięci. 


Neil Gaiman pisze bardzo płynnie, dzięki czemu czyta się szybko. Opisy są szczegółowe, czasami brutalne, ale najważniejsze, że obrazowe. Łatwo wyobrazić sobie wydarzenia, w jakich brał udział Cień, choć jak dla mnie autor niepotrzebnie rozciągnął niektóre watki. Akcja płynie równomiernie, jest pełna zaskoczeń, lecz nie doświadczyłam wielkiego BUM, na który cały czas czekałam. Narrator trzecioosobowy spisał się doskonale. Klimat niewątpliwie zasługuje na plus, ponieważ jest mroczny, troch przytłaczający, jednak obraz, który stworzył przede mną Gaiman jest fascynujący, a ja lubię dziwne i niesztampowe rzeczy, a ta książka jest takimi cudami wypełniona. Nie wszystko w tej historii zrozumiałam, co jest powodem, dla którego do powieści powrócę, nie od razu, ale za kilka lat ponowna lektura „Amerykańskich bogów” będzie dobrym doświadczeniem. 



Książka idealna dla koneserów fantastyki oraz czytelników lubujących się w mitologii. Złożona powieść zapada w pamięci i choć lektura „Amerykańskich bogów” nie była dla mnie piorunującym doświadczeniem, to styl autora mnie zaintrygował i mam ochotę posmakować innych jego książek. 
Polecam 4+/6
Dziękuję!