poniedziałek, 8 kwietnia 2013

"Niebo" Alexandra Adornetto - recenzja


Łza się w oku kręci i to niejedna, kiedy pomyśle, że to już koniec. Dobrnęliśmy do finału emocjonującej walki o miłość i okazała się ona pełna przygód i wręcz niewyobrażalnego oddania. Tak młoda pisarka, jaką jest Alexandra Adornetto, rozkochała w sobie wielu czytelników, którzy wiernie towarzyszyli jej od pierwszej strony „Blasku”

„Niebo” to ostatnia część bestselerowej trylogii „Blask”. Rozpoczyna się w momencie, w którym skończył się „Hades”. Bethani i Xavier biorą ślub. Z pewnością ceremonia nie należy do wyobrażeń zakochanej dziewczyny. A jeśli podczas ślubu umiera ksiądz, to już można się załamać. Decyzja naszych bohaterów ściąga na nich wielkie niebezpieczeństwo. Muszą uciekać przed elitarnym oddziałem aniołów. Zamaskowani żołnierze zwani są „siódmymi”. Dzięki wsparciu Gabriela i Ivi udaje im się uciec. Ukrywają się w leśnej chacie, ale i tam ich znajdują. Jedyną szanse widzą w ukryciu się w tłumie, czyli zaczynają studia. Bethani i Xavier zmieniają nazwiska i udają rodzeństwo, jest to dla nich ciężki okres, ponieważ nie mogą spędzać tyle czasu ile by chcieli.

Przyznaje, że to jedyne, co w książce mi się nie podobała. Miałam wrażenie deja vu. Szybko się zorientowałam, że to już było w „Blasku”. Szkoła, nowi znajomi i nowe doznania. Cale szczęście błyskawicznie przebrnęłam te kilkadziesiąt stron. Nowi uczniowie jakoś nie zrobili na mnie wrażenia, działało mi na nerwy i to konkretnie, kiedy te wszystkie laski podrywały naszego złotego chłopca. Bardzo się ucieszyłam, kiedy Molly nieoczekiwanie zmieniła uczelnie i nasza trójka się spotkała. Intrygowała mnie jej nowa znajomość z Wadem. Od początku byłam podejrzliwa, co do niego i jak się później okazało słusznie.

Po dramatycznych wydarzeniach w Sali wykładowej akcja nabiera niewyobrażalnego tępa, choć i tak od początku było szybkie. W książce bardzo wiele się dzieję i nie zdradzę nic poza tym, że opętanie Xaviera jego pochodzenie oraz porwanie Bethani składają się na wyśmienitą książkę.

„Niebo” czyta się szybciej niżby się chciało.  Jest to utwór dopracowany i bardziej złożony niż pierwsza część.  Poznajemy w niej nowe postacie. Ukazuje niebo w zupełnie nowej perspektywie, ponieważ i tam znajdują się osobniki żądne władzy. Nie wszystkie anioły były tak dobre i idealne jakby można oczekiwać. Niektóre robiły, co chciały, nawet jeśli ich postępowanie było złe a Bóg nic o tym nie wiedział. Dodało to książce wielkiego plusa, zaskakując czytelnika. Między niebem a piekłem toczą się walki i szkoda, że ten wątek nie był bardziej rozwinięty i wyjaśniony. Tłumaczę to sobie, że tak było od tysiącleci  i pewnie nadal tak będzie, dlatego Autorka nie zakończyła tego sporu. Lekkim szokiem było zachowanie Gabriela, które uświadomiło mi, że każdego dopadają wątpliwości i słabości choćby największego wojownika. Jednak oparcie można znaleźć w wierze. Nie mogę się powstrzymać i musze powiedzieć, że okładka jest równie piękna jak w poprzednich częściach  a cała trylogia ładnie wygląda na półce.

Po zakończeniu tej książki mogę powiedzieć tylko tyle, że musicie ją przeczytać. Jest to przepiękny obraz bezgranicznej i szczerej miłości. Książa zaskakuje a ostatnie strony były dramatyczne. Pomimo lekkiej melancholii zakończenie jest idealne. Nie jest wymuszone ani pokazane w różowych barwach, po prostu jest zwieńczeniem ich długiej i często usianej bólem drogi do bycia razem. „Blask” mnie rozczulił swoją delikatnością, „Hades” urzekł zadziornością, lecz to „Niebo”  pokazało możliwości prawdziwego uczucia i za to pokochałam te serię i będę do niej wracała mimo kilku wad, ale czy to ważne? Myślę, ze nie!!!

Polecam  5+/6

Z całego serduszka dziękuje z książkę:
 
Tom I "Blask" recenzja
Tom II "Hades" recenzja
 
 

4 komentarze:

  1. Cała seria jeszcze przede mną. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się ją skompletować, bo czytając recenzje - jest tego warta ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejna pozytywna recenzja... Chciałabym w końcu przeczytać tę trylogię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja dopiero teraz miałam okazję przeczytać powieść :)

    OdpowiedzUsuń