czwartek, 22 lutego 2018

"Roar" Cora Carmack - recenzja

Aurora od dziecka była szkolona na królową. Mądra i niezwykle wrażliwa dziewczyna zaczyna akceptować swój los i zbliżające się małżeństwo. Rora by chronić swój lud, wyjdzie za potężnego i okrutnego Stormlibga i księcia innego królestwa. Być może zaaranżowane małżeństwo nie będzie takie złe? Kiedy księżniczka odkrywa prawdę, zaczyna rozumieć, że jej skrywany sekret niesie ze sobą wielkie niebezpieczeństwo. Rozwiązanie z tej sytuacji pojawia się nieoczekiwanie, bo na nielegalnym targu! Aurora poznaje Łowców Burz i już wie, że jej życie zmieniło się bezpowrotnie, a brak jakiejkolwiek magii może nadrobić ciążka pracą i śmiercionośnym szkoleniem.

„Roar” to powieść, która od pierwszej strony oczarowała mnie klimatem i światem przedstawionym. Ziemia jest nękana przez liczne burze, które sieją zniszczenie i śmierć. Stormlingowie, jako nieliczni potrafią wyrwać serce burzy i zniszczyć ją całkowicie. Świetny i intrygujący pomysł. Same burze mają w sobie moc i potrafią przerazić. Aż czułam to niebezpieczeństwo tkwiące wewnątrz burz!

Aurora ucieka, by odbyć szkolenie, lecz nikt nie zna jej prawdziwej tożsamości. Sympatyczna dziewczyna, którą przygniótł ciężar odpowiedzialności. Jest zdeterminowana, pracowita i ma piękne, dobre serce. Muszę jednak zaznaczyć, że postąpiła zbyt pochopnie uciekając, bo konserwację jej czynów są druzgocące. Drużyna Łowców jest kolejnym plusem, bo to grupka osób o wybuchowych temperamentach i wielokrotnie mnie zaskakiwali. Cassius, niedoszły pan młody, jest prawdziwą zagadką! Początkowo podeszłam do niego nieufnie i całkiem słusznie, lecz ma w sobie cechy, które skłaniają do refleksji i dania mu szansy, bo coś czuję, że jeszcze zaskoczy niejednego czytelnika.

Nieustannie coś się dzieję, ale sam rozwój fabuły nie należy do najszybszych. Kiedy Roar zaczyna szkolenie, to tak naprawdę jest to czas wypełniony bieganiem i licznymi utarczkami słownymi z Lockiem, jednym z łowców, i akcja nie posuwa się do przodu, jednak dobrze się czyta. Nie wieje nudą i czuć dreszczyk emocji. Narrator przez większość czasu opowiada o losach Roar, ale kilkakrotnie wraca do Cassiusa i dawnej przyjaciółki dziewczyny, która skrywa sekret nie tylko Aurory, ale i swój własny.

Ten tom jest ciekawym i intrygującym wstępem, tym bardziej, że powieść zakończyła się mocnym akcentem i z pewnością sięgnę po kolejny tom. Książka niepozbawiona wad, bo można doczepić się głównej bohaterki, która bez chwili namysłu opuszcza królestwo. Szkolenie również nasuwa  wątpliwości. Mam wrażenie, że Rora uczyła się tylko biegać, jakby sama autorka nie do końca rozumiała sposób łowienia burz. Byłam pewna, że nic mnie już nie zaskoczy. Myliłam się! Zakończenie jest ciekawe i bardzo mi się podoba, bo w końcu pojawiły się brakujące szczegóły, a burze pokazał swoje prawdzie oblicze.

„Roar” to książka warta uwagi, lecz niepozbawiona błędów, które choć widoczne, to nie nastręczały mi problemów. Wątek miłosny jest istotny, co również mnie satysfakcjonuję, bo ostatnio brakuję mi tego w powieściach fantasy. Wiszące w powietrzu niebezpieczeństwo i niszczycielska potęga burz wpływa na niezwykły klimat! Bohaterów łatwo obdarzyć sympatią, a ja jestem strasznie ciekawa ich dalszych losów. Mam nadzieję, że wydawnictwo nie każe nam długo czekać na kolejny tom! 7/10

Dziękuję! 

3 komentarze:

  1. Brzmi ciekawie. Coś w sam raz dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. W tym roku zamierzam więcej fantastyki czytać :). Chętnie spróbuję

    OdpowiedzUsuń